Coraz częściej mam wrażenie, że współczesna kultura stworzyła nowy model mężczyzny. I zrobiła to tak nieudolnie, że wyszedł z tego hybrydowy mutant.
Bo z jednej strony facet ma być bankomatem z emocjami: płacić za randki, za restauracje, za kino, za życie, za dzieci, za cały projekt „stabilizacji”, który ktoś sobie wymyślił. Nieważne, ile kobieta zarabia. „Prawdziwy mężczyzna płaci.” Koniec kropka.
A z drugiej strony ten sam facet jest przedstawiany jako zło wcielone: potencjalny agresor, emocjonalny katafalk i zagrożenie dla rodziny, społeczeństwa i porządku kosmicznego. Człowiek, którego trzeba trzymać na smyczy, kontrolować i obserwować.
W efekcie mężczyzna ma być jednocześnie sponsorem, terapeutą, ochroniarzem, bankiem i przepraszać za to, że istnieje.
Filmy w stylu „Dom dobry” dokładają cegiełkę do tej groteski: mężczyzna jest tam zawsze winny, bez dowodów, bez zniuansowania, bez jakiejkolwiek logiki. Kobiety to święta liga dobra – mężczyźni to katalog oprawców. Zero równowagi, zero uczciwości intelektualnej.
I teraz połącz to z narracją, że „facet ma płacić zawsze i wszędzie”, a zobaczysz idealny paradoks współczesności: mężczyzna ma finansować kobietę, która jednocześnie jest uczona, by mu nie ufać i z góry zakładać w nim zagrożenie.
A potem zdziwienie, że faceci nie chcą wchodzić w małżeństwa, nie chcą brać kredytów, nie chcą ryzykować życia i dorobku. Bo każdy, kto ma choć odrobinę rozsądku, widzi, że w tej grze:
– finansowe ryzyko jest jego,
– odpowiedzialność jest jego,
– reputacyjne ryzyko jest jego,
– a w razie konfliktu wszystko, co zbudował, może być mu zabrane: dom, dzieci, nazwisko.
Jaki normalny człowiek podpisze kontrakt, w którym od początku wiadomo, że przegrywa?
To nie jest partnerstwo.To jest inwestycja o najwyższym poziomie ryzyka i najmniejszym prawdopodobieństwie zwrotu.
I właśnie dlatego mamy dziś dwa typy mężczyzn:
– tych, którzy uciekają,
– oraz tych, którzy już nie mają siły.
Dopóki mężczyzna będzie jednocześnie oczekiwanym sponsorem i domyślnym winowajcą, dopóty rodziny będą padać, relacje będą się sypać, a młodzi faceci będą masowo rezygnować z angażowania się w cokolwiek, co może im zniszczyć życie.
* tytuły pochodzą od redakcji M24







Czasami mam wrażenie, że felieton opisuje doświadczenia mężczyzny, który przeszedł przez trudne sytuacje. Sama w życiu doświadczyłam wielu wyzwań i cierpienia, ale nigdy nie sprowadziłam tego do stwierdzenia: „to przez mężczyzn”. Absolutnie nie. Nie chcę się kłócić, ale nie zgadzam się z tą narracją w całości.
Oczywiście, współczesny świat i niektóre kobiety mogą myśleć w taki sposób, jak opisuje autor, ale ja, kobieta urodzona w latach 70., wychowana w bardziej klasycznych stereotypach, wierzę w partnerstwo, wzajemną pomoc i wsparcie między płciami. Warto pamiętać, że relacje to przede wszystkim współpraca, a nie rywalizacja czy jednostronne oczekiwania.