Niecierpliwi robią to w ostatnich chwilach starego roku. Sentymentalni zwlekają. Czekają, aż minie północ, ucichną petardy i fanfary, sprzątacze usunął resztki nocy z ulic i trotuarów, damy zmyją z twarzy ślady westchnień i uśmiechów… Aż wydaje się, iż przyszedł czas, by zmienić kalendarze. Nie inaczej jest teraz. Pożegnaliśmy A.D.2025 – i na scenę dziejów wkroczył nowy, 2026 rok!
I choć wielu uważa, że miejsca zeszłorocznych kalendarzy są na strychach i w pamięciach naszych bezdennych nośników danych – to i tak nie zapomnimy. Tamtego roku. Oraz jego Patronów i Rocznic. Tych ludzi i wydarzeń, które porządkowały naszą polską rzeczywistość przez ostatnie dwanaście miesięcy.
To był ich rok: Patroni 2025
Jeszcze trzymała zima, jeszcze dni były krótkie a noce trwały długo – a z głębi czasu dobiegało skrzypnięcie pióra. To Mikołaj Rej wiódł polski język, najpiękniejszy i najtrudniejszy język świat, na literackie barykady. 4 II obchodziliśmy 520 rocznicę jego urodzin.
Z mroku nie tak dawnych dziejów spoglądały żywe, pełne ciepła oczy Ireny Sendlerowej – Polki urodzonej 15 II 115 lat temu. Tej, która wyrwała dwa i pół tysiąca żydowskich dzieci z objęć niesprawiedliwej śmieci.
Potem wybrzmiała cisza – do fortepianu zasiadł Mistrz nad mistrzami, urodzony 1 III 215 lat temu Fryderyk Chopin, wirtuoz polskiej duszy.
Minęło kilkanaście dni – i pochyliliśmy w zadumie głowy, bo 13 III minęła 30 rocznica śmierci Franciszka Gajowniczka – za którego oddał życie św. Maksymilian Maria Kolbe. Człowieka, który był żywym świadectwem, że Miłość jest silniejsza od nienawiści.
Nadeszła wiosna. Drzewa pokryły się zadziorną zielenią. Uśmiechnięty spoglądał na nas Wojciech Jerzy Has, urodzony 1 IV 100 lat temu, sięgający śmiało po arcydzieła literackie, aby przenieść je na ekran.
Usłyszeliśmy płacz noworodka – to 6 IV 100 lat temu przyszedł na świat Franciszek Duszeńko, artysta rzeźbiarz, twórca niemożliwego: autor pomników, które mówią więcej niż tysiąc słów.
Wszyscy pobiegliśmy co tchu na krakowski Rynek: nacieszyć oczy pruskim hołdem, widokiem sprzed 500 lat, z 10 IV, kiedy to Albrecht Hohenzollern padł na kolana przed polskim królem Zygmuntem I Starym, i przysięgał to, czego jego potomkowie i spadkobiercy nie chcieli dotrzymać.
Spojrzeliśmy z przerażeniem na wschód, na niebo nad Smoleńskiem, bo w tamtą stronę poszybował 10 IV 15 lat temu samolot z 96 naszymi Rodakami na pokładzie. Ich obecność miała być hołdem dla Ofiar Katynia, których w IV 85 lat temu pochłonęła niegościnna, sowiecka ziemia. Po policzku spłynęła łza. Jedna, potem druga…
I wróciliśmy do Krakowa, gdzie niedaleko od Rynku 160 lat temu, 15 IV, na świat przyszła dziewczynka, Olga Boznańska. Za sześć lat chwyci do ręki ołówek, potem pędzel. I przeniesie na płótna emocje, które przetrwają ją samą i jej dziwne, pokręcone życie.
Ale nie było czasu do stracenia. Czym prędzej biegliśmy do Wielkopolski. Bo tam tak naprawdę wszytko się zaczęło. Polska się zaczęła. I Korona. Oniemieli z zachwytu i dumy patrzyliśmy, jak 18 IV skroń syna Mieszka, Bolesława, ozdabia korona. Od tysiąca lat mamy to: królewską godność. Nikt i nic nam tego nie zabierze. Oj, jak bardzo, bardzo będzie nam tej chwały, pamięci i godności potrzeba przy następnych Rocznicach!
Bolała nas data zakończenia II wojny światowej sprzed 85 lat – 8 V, bo choć oznaczała koniec niemieckiej przemocy wobec polskiego Narodu, wcale nie zamknęła przemocy sowieckiej, czerwonej. Polskie lasy i komunistyczne więzienia jeszcze długie dni i lata spływały krwią Bohaterów…
Dni stawały się ciepłe, gorące, jeszcze lato nie nadeszło, ale było już blisko. Świst pociągu. Odjechali. Umęczeni, ze śladami tortur. Pojechali na śmierć. Z Tarnowa 14 VI 85 lat temu odszedł pierwszy transport Polaków – więźniów niemieckiego piekła Auschwitz.
Rozbuchało się lato. Brzęczeniem pszczół i zapachem kwiecia. W Krakowie 25 lat temu, 28 VI, umierał Józef Tischner, ksiądz – filozof w góralskim kapeluszu.
Szczęk oręża. 4 VII obchodziliśmy 415 rocznicę bitwy pod Kłuszynem. Żółkiewski prowadził polskie wojska na Moskwician, i rozgromił ich z taką siłą, że cudzoziemcy zbledli z przerażenia. Byliśmy potęgą Europy.
Cisza. 9 VII 80 lat temu w Manchesterze umierała Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, poetka zwiewna jak motyl, kolorowa jak egzotyczny ptak i zwariowana jak wiewiórka, którą w młodości nosiła na kapeluszu…
Weszliśmy do ogrodu w Milanówku. Z wierszy urodzonego przed 90 laty 13 VII Jarosława Marka Rymkiewicza przemawiały jeże, bzy i bezdomne koty, zdziczałe płoty i niechciane bluszcze, a z eseistyki – czuła miłość i fascynacja polskim romantyzmem.
Wróciliśmy na pole bitewne, by 15 VII 615 lat temu, pod Grunwaldem, obwieścić światu, że złamaliśmy krzyżacką butę.
A potem wszystko kazało nam pamiętać, że 105 lat temu, 15 VIII, złamaliśmy bolszewicką butę i nie pierwszy raz uratowaliśmy Europę przez złem, którego ona nie chciała albo nie umiała dostrzegać.
Uśmiechaliśmy się do naszych sierpniowych wspomnień – do 10 milionów Polaków, którzy 31 VIII przed 45 lat stworzyli ruch nazwany „Solidarnością”, zrodzony u stóp krzyża i z pokrzepiających słów wielkiego Polaka, Papieża.
Popatrzyliśmy wstecz. 16 IX 200 lat temu umierał Franciszek Karpiński. Ten, który uczył pokolenia Polaków modlić się śpiewem i śpiewać modlitwą.
Nastała jesień. Bogata złotem brzóz, dostojna brązem dębów, dojrzała czerwienią dzikiego wina.
Chorągwie w górę! Hetman Chodkiewicz 420 lat temu, 27 IX, prowadził pod Kircholmem 4 tys. Polaków przeciwko 12 tys. Szwedów. Prowadził do zwycięstwa!
Potem zrobiło się niezwykle teatralnie, ale choć teatralnie, to jednak prawdziwie – urodzona przed 185 laty 12 X Helena Modrzejewska rzuciła rękawicę aktorskiemu światu, grając tak, jak nikt przed nią nie grał. I nikt po niej.
Stanęliśmy na baczność a po twarzach spłynęły łzy wzruszenia. Nikt ich się nie wstydził, nawet dorośli mężczyźni. 2 XI sto lat temu w Grobie Nieznanego Żołnierza, w sercu Warszawy, chowano 15 – letniego chłopca, obrońcę Lwowa, dziecko według wieku, męża według zasług.
Drzewa zrzuciły liście, świat otulił się listopadową mgłą. 15 XI 130 lat temu w Warszawie urodził się Antoni Słonimski, który – choć miał żydowskie pochodzenie – jak nikt napisał o zapachu liści i mgle nad łąką, które uczyć nas mogą polskości lepiej, niż tomy słowników…
Z oddali znów dobiegł dźwięk fortepianu. Mężczyzna z burzą rudych loków, o hipnotycznym spojrzeniu błękitnych oczu grał tak, że nikt nie chciał, by przerwał. Ale on oderwał dłonie od klawiatury – bo wzywała go Polska. 18 XI 165 lat temu w Kuryłówce przyszedł na świat Ignacy Jan Paderewski.
Byle nie tracić ducha. I nie dać odebrać sobie nadziei…
A nadzieja jest tam, gdzie ludzie zdolni są do przebaczenia, pomimo wszystko. 18 XI 60 lat temu polscy biskupi wyciągnęli rękę do niemieckich. Europa wstrzymały oddech.
Żołnierski krok. Zza szkieł okularów spoglądają pełne radości oczy Kazimierza Sosnkowskiego, człowieka, który dla Polski przeszedł wszystkie możliwe szlaki bojowe I i II wojny światowej. Urodził się 140 lat temu, 19 XI, w Warszawie. Patrząc na niego tak trudno uwierzyć, że z rozpaczy po zamachu majowym próbował – na szczęście nieskutecznie – odebrać sobie życie…
Nadzieja jest tam, gdzie pisarz może stać się sumieniem Narodu. Jak Stefan Żeromski, który umierał 20 XI, 100 lat temu, napisawszy wszystko, co może napisać jeden człowiek – aby jego Naród stał się lepszy, mądrzejszy, dojrzalszy.
Kilka dni później, 26 XI, 170 lat temu, w dalekim Stambule umierał Adam Mickiewicz, bard polskiej duszy. Niekwestionowany pierwszy wieszcz naszej literatury.
I jakby tych ostatnich pożegnań było mało – 5 XII 100 lat temu zamknął oczy Władysław Stanisław Reymont. W Lipcach zgasły świece.
Czekaliśmy na zimę. Przyniosła 25 XII okrągłą, 1000 rocznicę drugiej polskiej koronacji. Mieszko II został królem, choć jako władca był tylko cieniem swego wielkiego ojca.
I tak oto skończył się kolejny rok.
***
Sylwestrowo – noworoczny entuzjazm ma w sobie coś z natury sztucznych ogni: błysk, huk, masę wydatków, jeszcze więcej sprzątania. I niepokojącą przemijalność.
Rocznicowa refleksja to ich przeciwieństwo. Błysku i blasku tyle, co we wnętrzu biblioteki. Huku – wcale. Kosztów – nic a nic, jeśli nie liczyć książek, do których kupna zostaniemy zachęceni. Sprzątać nie trzeba. A za to można otrzeć się o inny wymiar czasu. Coś więcej zrozumieć. Znaleźć ciekawy temat do rozmowy w gronie przyjaciół.
A zatem: petardy już nie tarmoszą naszego nieba, bo przeminęły zanim na dobre rozbłysły. Jeszcze trochę chwil zostało do karnawałowej zadyszki. To dobry czas, by nie wyrzucać w niebyt – ruchem ręki albo kliknięciem kciuka – zeszłorocznych kalendarzy. Pozwólmy im na ostatnią zadumę, na ostatnie przypomnienie, na ostatnie tyknięcie historycznego zegara…






