Objawienie na tle F-35. Jak sceptyk Kosiniak -Kamysz nagle pokochał „amerykańskie zabawki”

Date:

Ach, cóż za wzruszający scena. Oto Kosiniak z Kamyszem (licencja poetica Katarzyna Kotula) wicepremier i minister obrony narodowej, który z miną admirała floty Pacyfiku pręży pierś przed kamerą i opowiada o bezpieczeństwie państwa, sile armii i potrzebie nowoczesnych technologii wojskowych. Człowiek, który mówi o lotnictwie bojowym z takim zapałem, jakby co najmniej własnoręcznie pilotował pierwsze F-35 nad Bałtykiem. Problem polega jedynie na tym, że pamięć bywa okrutna, a internet — jeszcze okrutniejszy.

Bo – przypomnijmy – ten sam polityk przez lata należał do grona sceptyków wobec kosztownych zakupów nowoczesnych myśliwców, kwestionował sens wielkich wydatków na lotnictwo bojowe i z właściwą sobie wyższością tłumaczył narodowi, że bezpieczeństwo buduje się inaczej niż poprzez „amerykańskie zabawki”. Wystarczy przypomnieć dawne dyskusje wokół zakupów F-35, gdy wokół programu unosiła się atmosfera politycznego kręcenia nosem i inteligenckiego „po co nam to” i „nie przyda się”.

Teraz jednak nastąpiło klasyczne warszawskie objawienie. To cud częstszy niż majowe burze: polityk, który wczoraj tłumaczył, że myśliwce są przesadą, dziś fotografuje się na tle wojskowych maszyn z miną człowieka, który właśnie wygrał Bitwę o Anglię. Jeszcze chwila, a zacznie opowiadać, że od dziecka spał pod kołdrą w piżamie w kamuflażu, a pokój nocą oglądał przez noktowizor.

Najzabawniejsze jest jednak owo śmiertelnie poważne nadęcie. Ten ton salonowca ze świecznika, który poucza obywateli, czym jest odpowiedzialność za państwo. Człowiek, wobec którego nawet instrukcja obsługi plecaka ucieczkowego brzmi bardziej wiarygodnie. Bo jeśli Kosiniak i Kamysz przez lata patrzył (to jednak jedna i ta sama osoba) sceptycznie na modernizację lotnictwa, a dziś nagle występuje w roli piewcy nowoczesnej armii, to wypadałoby przynajmniej zachować odrobinę wstydu i milczeć, a nie wypinać pierś po ordery i fryzować się na James’a Bond’a.

Ale pamięć w polskiej polityce jest przeszkodą. Najlepiej więc liczyć, że wyborca nie pamięta, dziennikarz nie sprawdzi, a kamera odpowiednio złapie profil „Tygryska” (to żona o ministrze). Wtedy można już wszystko: w poniedziałek krytykować zakup myśliwców, a w piątek udawać eksperta od lotnictwa, który wie, jak pilotować wrota od stodoły.

I tylko F-35 stoją sobie spokojnie na lotniskach, całkowicie obojętne wobec politycznych metamorfoz. Bo maszyny, w przeciwieństwie do polityków, przynajmniej nie zmieniają poglądów co sezon.

 

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Między Moskwą a Kijowem. Polska nie musi wybierać historycznego kłamstwa!

Stosunki polsko-ukraińskie są napięte do granic możliwości. A jednak...

Od partnera do bankomatu. Najdroższa naiwność Europy? Polska polityka wobec Ukrainy.

Oddajemy rakiety, a podziękowania płyną do Berlina. Polska polityka zagraniczna wciąż wierzy w romantyczne gesty, podczas gdy inni twardo negocjują. Kiedy wreszcie zaczniemy wymagać?

Między Berlinem, Moskwą i Waszyngtonem. Ukraina po raz trzeci!

Ukraina odrzuca Polskę i wybiera innych patronów. Nadchodzi Pax Ucrainica – gra Berlina i USA, w której Kijów zyska ochronę, ale straci podmiotowość gospodarczą. Czy Warszawa wyciągnie wnioski?

Trzy zmarnowane szanse Ukrainy! Od Chmielnickiego do Zełenskiego.

Trzy zmarnowane szanse Ukrainy, to autorska analiza prof. Romualda...