Zajrzałem na stronę prof. Ireneusza Krzemińskiego („postać znana”). Człowiek wykształcony, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, mistrz języka i retoryki (z logiką miewa kłopoty, ale kto ich nie miewa!). Słowem „elita” intelektualna. Od czasu kiedy mnie wykreślił ze swoich „znajomych” za niewygodne komentarze, czytuję Go okazjonalnie, żeby się dowiedzieć co myśli „elita”. Co do „myślenia” to niczego się ciekawego nie dowiedziałem.
Ale zdziwiła mnie powtarzająca się maniera językowa prof. Krzemińskiego mówienia o kimś per „niejaki Czarnek”, „niejaki Bogucki”. Nigdy nie używam tej formy, np. pisząc „niejaki Tusk”? To byłoby dziwne, w końcu wszyscy wiedzą kim jest Donald Tusk (Premier RP). Krytykuję Jego wypowiedzi, zachowania. Ale dlaczego miałbym Go nazwać „niejaki Tusk”? Dziwne.
Poprosiłem ChatGPT o wyjaśnienie osobliwości tej stylistyki. „Dzisiejsza funkcja pragmatyczna – wyjaśnia AI – sygnalizuje jedną z trzech rzeczy:
-
Dystans lub lekceważenie. Mówca sugeruje, że dana osoba nie jest ważna, nie zasługuje na powagę, nie ma autorytetu.
-
Ironię lub delegitymizację. Forma „niejaki X” oznacza podważenie statusu tej osoby.
-
Sugestię anonimowości. Zaznaczenie, że osoba nie jest powszechnie znana.
Struktura retoryczna: „Niejaki” działa jak operator degradacji statusu. W pragmatyce języka można to zapisać jako zmianę ramy referencji, co implikuje niski status epistemiczny lub społeczny osoby. Użycie „niejaki” spełnia funkcję retorycznego obniżenia rangi osoby – jest narzędziem polemicznym o charakterze degradującym.
W pragmatyce socjolingwistycznej jest to operator władzy symbolicznej w języku — coś, co świetnie opisywał Pierre Bourdieu. Według Bourdieu: język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale także ustanawia hierarchie społeczne. Kiedy mówimy o kimś w określony sposób, przydzielamy mu pozycję w polu społecznym. Operator degradacji statusu działa jak sygnał: obniża symboliczną rangę osoby, sygnalizuje dystans lub lekceważenie, degraduje. Jest to mechanizm „ramowania” (framing), obniżania statusu społecznego i delegitymizacji przeciwnika, podważenia jego kompetencji, obniżenia jego wiarygodności.
Są to markery pozycji epistemicznej – mówiący sygnalizuje, że nie uważa źródła za wiarygodne, że chce je zdyskredytować. To jest „władza definicyjna” – Bourdieu podkreślał, że w społeczeństwie istnieje walka o to, kto ma prawo nazywać rzeczy, decydować o tym, kto jest ekspertem, autorytetem, a kto „jakimś tam kimś”. Badania nad komunikacją pokazują, że takie słowa działają bardzo silnie, ponieważ odbiorcy często nie zauważają ich świadomie, ale ich interpretacja informacji zmienia się automatycznie. To klasyczny efekt framingu językowego.
Osoby, o których mówi prof. Krzemiński (Czarnek, Bogucki) należą do przeciwnego „obozu” politycznego. Nie musi ich lubić, cenić, liczyć się z ich opiniami. Nie to jest istotne. Ja również nie lubię i nie cenię Tuska. Istotne jest to, że natężenie niechęci prof. Krzemińskiego przyjmuje formę „patologiczną”, deformuje język, strukturę komunikacji. On już nie krytykuje kogoś za poglądy, wypowiedzi, zachowania. On „preparuje” pragmatycznie komunikat w formie agresywnej degradacji.
Wysyła „sygnał” do swoich czytelników, którzy dokładnie rezonują w tym samym tonie, insynuacjami, inwektywami. Oni się nie komunikują, mówią sobie o czymś, ale jeden wysyła sygnał, reszta reaguje rezonansem (czysta mechanika). Zabawne jest to, że „tematem” refleksji prof. Krzemińskiego jest z reguły chamstwo, prostactwo, prymitywizm osób, o których mówi. Nie zauważa, że sam w strukturze komunikatów, w ich pragmatycznej warstwie sam „zaszywa” (koduje) agresję i chamstwo.
Nie widzi tego, czy widzi i robi to z pełną świadomością, intencjonalnie? Nie on jeden. Tak się „komunikuje” ze sobą i światem „elita” – ludzie o głęboko wypaczonej umysłowości. Ludzie „chorzy z nienawiści”, żyjący w świecie urojeń wyższościowych, pretendujący do tego, by być kimś „lepszym”, „kulturalniejszym”, którzy mają prawo degradować innych. A tymczasem zwykłe chamstwo manifestuje się w tym j a k mówią.
Kiedyś Stefan Kisielewski nazwał elity polityczne „dyktaturą ciemniaków”, dziś mamy elity prostaków, których trafnie Ludwik Dorn nazwał „wykształciuchami” – tytuły profesorskie mają, ale chamstwa nie potrafią ukryć, jak „niejaki profesor Krzemiński”.
Sztuczna inteligencja ma więcej kultury. Gdyż kultura to właśnie „sztuczny” kod konwencji. Albo potrafisz kontrolować „konwencje” albo konwencje ujawnią kim jesteś, zdradzą kto się skrywa za „kurtyną” słów. Nie przypadkiem mądrość ludowa zawiera trafną myśl: „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. I dopóki się nie odezwiesz, możesz uchodzić za filozofa (mędrca).




