Nie jestem fanką dr Jordana Petersona. Mimo to uważam, że nie zasłużył na kampanię nienawiści i oszczerstw, której padł ofiarą. Myślę też, że to, co mówi jest dużo lepszą i dużo bardziej konstruktywną ofertą dla młodych mężczyzn i mężczyzn niż to, co przyszło po nim: Andrew Tate i cała manosfera, moralna i intelektualna mielizna.
Nie mam wątpliwości, że był inteligentnym i przenikliwym człowiekiem i przed tą kampanią, to graniczne doświadczenie dodało mu pewnej dojrzałości i mądrości. I znajomości natury ludzkiej.
U szczytu tej kampanii, dr Peterson zapytał: „Wiecie, co zrobiłem, żeby przestali oprotestowywać moje wykłady na uniwersytetach? Otóż zacząłem organizować je w godzinach porannych.„
Nie jestem też fanką pana Czarnka, ani pana Jakiego, czy Bocheńskiego. W wielu kwestiach się z nimi nie zgadzam, za wiele rzeczy krytykuję, ale nawet z tej sceptycznej perspektywy jest już dzisiaj jasne, że wcale nie byli – i nie są – najgorszym, co mogło się przydarzyć polskiej polityce. I, na przykład, polskiej oświacie. Uśmiechnięte występy spod znaku zakazu prac domowych pogłębiającego nierówności społeczne uważam za zdecydowanie gorsze niż najsmaczniejsze kąski z podręcznika HiT.
Okazuje się też, że wszystko to nic.
Bo w tym wszystkim chyba najbardziej dzisiaj nie jestem fanką studentów prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Tych, którzy jako przyszli adwokaci, prokuratorzy, radcy i sędziowie będą stać na straży wartości konstytucyjnych – w tym wolności słowa i wolności poglądów – i wymierzać sprawiedliwość, choć ewidentnie nie rozumieją ani wagi, ani znaczenia tych wartości a od ich internalizacji są jeszcze dalej.
Jest źle w kraju, gdzie okólnik ministra sprawiedliwości określa jako „mowę nienawiści” zwracanie się do kogoś niewłaściwymi w jego ocenie zaimkami, za to internet pełen jest rasistowskich wyzwisk, antysemickich treści a po korytarzach Sejmu grasuje cyniczny polityk, który nie wie, co widział na wycieczce w Auschwitz.
Patrząc na ten kwiat narodu, jakim jest studencka brać, zaczynam się bać, że będzie jeszcze gorzej.
Niemniej, jako środek doraźny rekomendowałabym zastosować się do porady dr Petersona: drogi PiSie, jeśli wybierasz się na uniwerek, wybierz się rano.
Zrób to zanim ci, co rżnęli w gry online do trzeciej nad ranem zwloką swoje niebinarne ciała z łóżek i zamieniając kawę w moralne wzmożenie dotrą na kampus popsuć innym dzień.
* tytuł pochodzi od redakcji M24




