Między alarmem a ciszą. Sztorm na horyzoncie czy tylko polityczna mgła nad trzęsawiskiem?

Date:

Od dawna podejrzewałem, że mamy do czynienia z klasycznym PST, tzn. Premierem Specjalnej Troski. Wydarzenia ostatnich dni dowodzą, że przeczucie mnie nie myliło. Donald Tusk ma nierówno poukładane klepki w przestrzeni podsufitowej. Kilka dni temu oświadczył, że inwazja Rosji na Polskę, to nie kwestia lat, a kilku najbliższych miesięcy. Mojej czcigodnej teściowej, pamiętającej jeszcze czasy II wojny światowej, łyżka wypadła z ręki. Pamięć bowiem ma to do siebie, że nie znosi lekkomyślnych analogii. Kiedy ktoś przywołuje widma wojny, starsze pokolenie nie rozumie metafory — słyszy alarm.

Myślę: poważny premier, kategoryczne ostrzeżenie, zdecydowane kroki. Zapewne „na wczoraj” nastąpi powszechny pobór do wojska, przestawienie gospodarki na tryby produkcji wojennej, mobilizacja! Nic z tych rzeczy. Polityczna flauta. Gdzie zatem decyzje, które potwierdzałyby powagę sytuacji? Gdzie konsekwencja między słowem a działaniem? Tymczasem zamiast mobilizacji — cisza. Zamiast planu — mgła nad trzęsawiskiem. Państwo trwa jak okręt na spokojnym morzu, choć kapitan zdaje się widzieć sztorm na horyzoncie, który nieuchronnie nadciąga. A przecież, jeśli burza naprawdę nadciąga, nie czas na retorykę, lecz na klarowne rozkazy i przygotowanie załogi. Bo największym niebezpieczeństwem nie jest nawet sam sztorm, lecz chwila, w której przestajemy odróżniać prawdziwe zagrożenie od jego politycznego cienia.

Premier zdaje się (chociaż mnie się nie zdaje) puścił politycznego bąka i napawa się powietrzem – dla niego samego  bryzą rześką. Powagę – jeżeli mamy do czynienia z jakąś powagą – chwili popsuł inny Donald, ten zza oceanu. Prezydent USA oświadczył, że wycofa z Niemiec kilka tysięcy amerykańskich żołnierzy, za karę, że kraje NATO nie wsparły USA w konflikcie z Iranem. Dobra nasza – pomyślałem. Jeżeli za kilka miesięcy wybuchnie wojna (nie ja to powiedziałem), a my nadal grzebiemy palcem w nosie, to chociaż niechaj chłopcy z Minnesoty i Alabamy nastawiają swoje cenne życie za wolność naszą i waszą, a szczególnie za naszą. Teraz tylko wysyłamy puste pociągi na zachód, a one z powrotem wwiozą amerykańskie dywizje nad Wisłę. Putin zgrzyta zębami! I czy taki premier Tusk, to nie jest szczęściarz, któremu poszczęściło się jak ślepej kurze ziarno?

Tymczasem premier mówi Amerykanom nasze zdecydowane „nie” w ramach europejskiej solidarności. Żaden amerykański but, który opuści gościnną ziemie nad Renem, nie stanie nad Wisłą! I zrozum tu Tuska, który albo bredzi o nadchodzącej wojnie, albo cierpi na PST połączony z zespołem niespokojnych nóg. Historia nie raz już widziała podobne rozdwojenie między słowem a czynem. W kronikach Rzeczypospolitej znaleźć można niejedną kartę, na której wielkie deklaracje szły w parze z zadziwiającą bezradnością praktyczną. „Państwo, które więcej mówi niż czyni, samo sobie wystawia rachunek” — chciałoby się rzec, patrząc na te osobliwe manewry myślowe pana premiera, w których jednego dnia groza jutra staje się niemal pewnikiem, a nazajutrz ustępuje miejsca dyplomatycznym gestom o niejasnym kierunku.

Jeśli rzeczywiście stoimy u progu wydarzeń doniosłych (a stan wojny do takich należy), to nie wystarczy ani retoryczna surowość, ani też demonstracyjna powściągliwość. Potrzeba czegoś znacznie trudniejszego: konsekwencji. Bez niej bowiem nawet najlepsze sojusze tracą znaczenie, a najgłośniejsze ostrzeżenia zamieniają się w echo, które rozbrzmiewa chwilę — by potem zniknąć bez śladu. I tylko historia, cierpliwa jak zawsze, zapisuje skrzętnie te momenty, w których można było działać, lecz poprzestano na słowach.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Berlin w ruinie, Waszyngton w grze – gdzie zgubiła się Polska?

Amerykański gambit uwalnia Poczobuta, podczas gdy Berlin tonie w gospodarczym chaosie. Czy Tusk poświęci polski interes narodowy na ołtarzu upadającej Rzeszy? Czas przestać patrzeć na Niemcy z lękiem.

Uziemić marzenia: Jak urzędnicza perfekcja wyłączyła polskie niebo. Ekolot.

Historia firmy Ekolot to kronika systemowego sukcesu: urzędnicy działali zgodnie z procedurą, a premier milczał. Efekt? Polska jest bezpieczna od własnego przemysłu. Zobacz, jak upadek firmy Ekolot stał się faktem.

Hiszpański rachunek Don Kichota. Kto zapłaci za błędy Madrytu?

Legalizacja setek tysięcy migrantów to nie tylko wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Gdy ideologia rządu w Madrycie zderza się z realiami, konsekwencje tej decyzji uderzą w granice całej Europy.

Gra o tożsamość Europy. Dekret wartości. Kiedy elity przestają pytać obywateli.

Wspólne wartości czy ideologiczna pałka? Wyroki TSUE nie pozostawiają złudzeń – suwerenność ustępuje miejsca odgórnym dekretom elit. Czas zapytać, kto na to pozwolił.