Podkarpacki producent ultralekkich samolotów Ekolot wygasza działalność po 30 latach obecności na rynku. Obwinia biurokrację. – Można to nazwać sabotażem gospodarczym – powiedział portalowi Interia.pl Henryk Słowik, dyrektor firmy Ekolot. Urząd Lotnictwa Cywilnego zaprzecza zarzutom.
Przypadek firmy Ekolot nie jest w istocie historią o lotnictwie, choć na pierwszy rzut oka dotyczy skrzydeł, hangarów i odległych rynków zbytu. Jest to raczej opowieść o państwie, które z wielką konsekwencją nauczyło się nie tyle wspierać inicjatywę, ile ją porządkować – aż do momentu, gdy schodzi z rynku. Import surowca, którego nie ma w Europie, staje się tu wykroczeniem przeciw logice systemu; produkcja – zagrożeniem dla równowagi; a eksport – niebezpiecznym sygnałem, że ktoś jeszcze próbuje działać poza wyznaczonym schematem.
Nie ma w tym dramacie gwałtowności. Przeciwnie – wszystko odbywa się z godną podziwu regularnością. Urząd skarbowy spełnia swoje zadanie, instytucje nadzorcze swoje, a milczenie władzy, której twarzą jest Donald Tusk, okazuje się formą najwyższej rozwagi. Bo czyż można zarzucić systemowi błąd, skoro każdy jego element działa poprawnie? A że w rezultacie znika firma, ludzie tracą pracę, a polskie niebo pozostaje puste – to już tylko uboczny skutek harmonii, którą tak pieczołowicie budowano.
Tak oto historia, która mogłaby być opowieścią o ambicji i pracy, staje się kroniką wyciszania. I może właśnie dlatego warto ją zapisać – nie dla samego zdarzenia, lecz dla mechanizmu, który je umożliwił.
Niebo dla urzędników – historia jednego zbędnego sukcesu!
To jest historia na film. Firma Ekolot plajtuje dzięki urzędnikom i premierowi – możemy odetchnąć z ulgą. Bo umówmy się: ile jeszcze moglibyśmy znieść tego szaleństwa z Krosna? Latanie, certyfikaty, eksport… Jeszcze by ktoś pomyślał, że Polska może produkować coś więcej niż jajka z chowu klatkowego i influencerów politycznych.
Henryk Słowik, właściciel firmy Ekolot – człowiek, który przez lata produkował ultralekkie samoloty i dostarczał je na cały świat, miał czelność importować materiał, którego nie da się kupić w Unii Europejskiej. Skandal! Skoro UE nie produkuje, to znaczy, że nie potrzebujemy. A jak potrzebujemy – to znaczy, że mamy zły gust gospodarczy. Cło 125% za złą postawę ideologiczną – to brzmi jak sprawiedliwość społeczna.
Ale to nie wszystko! Urząd Skarbowy, który znany jest z empatii i taktu, natychmiast zajął konto Ekolotu, żeby Henryk nie popadł w pokusę dalszego inwestowania. Przecież mógłby zrobić coś nieodpowiedzialnego, np. wypłacić pensję pracownikom, albo nawet opłacić ZUS. Dzięki czujności naszych służb – a zwłaszcza Urzędu Lotnictwa Cywilnego – produkcja stanęła. Certyfikacja nowego modelu trwała raptem kilkanaście miesięcy.
A teraz – uważajcie – nastał moment triumfu bezpieczeństwa narodowego. Samoloty Henryka stoją w hangarze, a Polska w końcu może spać spokojnie. Bo wiecie, co się mogło stać? Gdyby któryś z tych samolotów wystartował bez odpowiedniej pieczątko-zgody od komisji ds. moralności lotniczej w Przemyślu, to kto wie? Może nawet uderzyłby w warszawskie wieże?! Nie możemy ryzykować powtórki z 11 września, szczególnie gdy nad Wisłą mamy już wystarczająco dużo ludzi, którzy zajmują się rozwalaniem wszystkiego z poziomu ziemi.
Premier Tusk zachował się wzorowo – nie zrobił absolutnie nic. I to właśnie było najważniejsze. Gdyby zareagował, to jeszcze by pomyślano, że bierze odpowiedzialność. Tymczasem mamy odpowiedź systemową: przekazać sprawę do ministerstwa, z ministerstwa do departamentu, z departamentu do UE, z UE do kosmosu – i czekać, aż firma się sama rozwiąże. Mamy to! I to jest konkret!
Oczywiście, możemy mieć pretensje, że Ekolot to jedyna firma w Polsce produkująca seryjnie ultralekkie samoloty. Ale… czy musimy mieć coś „jedynego”? To przecież brzmi tak… imperialistycznie! W nowoczesnej Europie najważniejsza jest równość – najlepiej w biedzie. Henryk Słowik twierdzi, że przez lata zapłacił państwu setki tysięcy złotych składek. Ale przecież nikt go nie zmuszał. Mógł przecież robić coś pożytecznego – jak tęczowe piątki w Krośnie albo jakąś komisję sejmową.
Dziś firma się zamyka, ludzie tracą pracę, a polskie niebo jest czystsze – dosłownie i metaforycznie. Bo każdy niezarejestrowany samolot to potencjalna bomba cywilizacyjna i emitent CO2. A że nikt nie będzie produkował takich samolotów w Polsce? Trudno.
A więc Henryku, dziękujemy. Za wszystko. Ale już wystarczy. Teraz niebo należy do urzędników. A my, Polacy, będziemy mogli znów patrzeć w nie z nadzieją – że nic z niego nie spadnie, a z ziemi nie wystartuje, bo przecież CPK też nie będzie.
A teraz najważniejsze! Samoloty – to przecież emisja CO2! Chyba nie po to w ramach Zielonego Ładu płacimy horrendalne podatki, walczymy z plastikiem, benzyną, ciepłą wodą i sensem życia, żeby tu jakiś Henryk puszczał sobie samoloty po niebie! Przecież to latający wstyd klimatyczny! Dlatego zamknięcie Ekolotu to nie porażka. To sukces cywilizacji rozumu, bezpieczeństwa i klimatycznej cnoty. Samolot, który nie wystartował, nie robi śladu węglowego. A i dla foliarzy ma zaletę: nie robi chemitrails.
źródło: Defens24






