Czołgi w retoryce, wątpliwości w sojuszach – dokąd prowadzi alarm Tuska?

Date:

Na łamach portalu konserwatywnego Merkuriusz24.pl dochodzi do rzeczy rzadkich, by nie rzec osobliwych: redakcja po raz drugi przytacza i w istotnej mierze podziela tezy Leszka Millera. Zaiste, jeśli nie piekło zamarzło, to przynajmniej temperatura sporu publicznego uległa nieoczekiwanemu ochłodzeniu. W tej niecodziennej zgodzie pobrzmiewa jednak nuta poważniejsza niż publicystyczna przekora – bo jeśli rację ma polityk kojarzony z zupełnie inną tradycją ideową, to powstaje pytanie, co uczynią zwolennicy Koalicji Obywatelskiej, gdy ich własny obóz zostanie postawiony wobec tak niewygodnego lustra.

W tak nakreślonym pejzażu warto przyjrzeć się słowom premiera, który postanowił „wstrząsnąć” opinią publiczną – tym razem wizją rosyjskich czołgów, mających nadejść „za miesiące, nie lata”. Dalej zaś idą rozważania nie tylko o skali zagrożenia, lecz także o sile i pewności sojuszy, które dotąd uchodziły za fundament bezpieczeństwa. I tu zaczyna się sprawa poważna: bo czy mamy do czynienia z trzeźwą diagnozą, czy z retoryką, która – nawet jeśli podszyta wiedzą – niesie skutki wykraczające daleko poza bieżący spór polityczny?


Najgorszy scenariusz: wojna w słowach, niepewność w czynach

Donald Tusk postanowił „wstrząsnąć” opinią publiczną – tym razem wizją rosyjskich czołgów, które już „za miesiące, nie lata” mogą ruszyć na NATO. W pakiecie dorzucił wątpliwości co do realnej determinacji sojuszników, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i gotowości do zastosowania artykułu 5. Premier państwa frontowego – graniczącego z Rosją, Białorusią i Ukrainą – publicznie sygnalizuje niepewność co do fundamentu bezpieczeństwa. Jeśli to ma być „wstrząs”, to rzeczywiście – tylko pytanie, czy wymierzony w opinię publiczną, czy w samą architekturę odstraszania. Bo jeśli – jak twierdzi Tusk – „to nie są złudzenia, tylko wiedza”, to nie jest materiał na wywiad dla mediów czy konferencji prasowej, tylko na natychmiastowe działania państwa. W takiej sytuacji powinien szybko zebrać się Sejm i ocenić gotowość sił zbrojnych oraz instytucji państwa do odparcia agresji. Prezydent powinien zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Polska powinna wystąpić o pilne konsultacje na forum Rady Północnoatlantyckiej NATO. Jeżeli bowiem zagrożenie jest tak konkretne i bliskie, jak sugeruje premier, to każdy dzień bez reakcji oznacza albo brak konsekwencji, albo brak wiary we własne słowa.

Takie wypowiedzi – niezależnie od intencji – osłabiają spójność i wiarygodność NATOOdstraszanie działa tylko wtedy, gdy przeciwnik widzi jedność i determinację. Publiczne rozważania o tym, kto kogo obroni, a kto się zawaha, nie budują siły. Budują pokusę testowania granic. Oczywiście, Rosja pozostaje realnym zagrożeniem. Nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Ale czym innym jest chłodna analiza, a czym innym polityczne podkręcanie napięcia do poziomu, który zaczyna przypominać kampanijny megafon. Jeśli to naprawdę wiedza – trzeba działać. Jeśli to tylko retoryka – to wyjątkowo niebezpieczna. A jeśli jedno i drugie naraz, to mamy do czynienia z najgorszym z możliwych scenariuszy: polityką, która straszy wojną, a jednocześnie rozbraja zaufanie do tych, którzy mieliby nas bronić.

Leszek Miller

Konrad Dziecielski
Konrad Dziecielski
k.dziecielski@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Reinkarnacja Kaliguli?

Mógł Kaligula mianować swojego ulubionego konia senatorem, może Tusk...

„Demokracja walcząca”, a może „demokracja rozbójnicza”?

Pojęcie „demokracji rozbójniczej” (czy też „demokracji bandyckiej”) to termin...

Islandia zatrzasnęła brukselskim biurokratom drzwi przed nosem!

Bruksela dostała właśnie lekcję, której najbardziej nie lubi. Krótka....

Zaproszenie na progu płonącego domu. Hiszpańska polityka migracyjna wystawia rachunek

Kiedy granica staje się tylko teorią, hiszpańska polityka migracyjna przynosi zapaść w Ceucie. To nie histeria sąsiadów, lecz rachunek za wysyłanie w świat niebezpiecznych sygnałów bez pokrycia.