O liście Konferencji Episkopatu Polski z okazji 40. rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej Synagodze Większej napisano i powiedziano już chyba wszystko co można było powiedzieć i napisać. A i czas, bo przecież znajdujemy się w przededniu Świąt Wielkiej Nocy, nie najlepszy, bo przecież od epatowania różnymi newsami ściągniętymi prosto z sufitu (właśnie w tych dniach) mamy media liberalno-lewicowe, które specjalizują się w grzebaniu pazurem w ziemi. No, ale w końcu, to nie ja wybierałem miejsce i czas. Komentatorzy jako pomysłodawcę tego – w swojej istocie skandalicznego – listu wskazują kardynała Rysia, hierarchę kościelnego z Krakówka, kapłana jak najbardziej postępowego. Ale czy znalazł się chociaż jeden sprawiedliwy w KEP, który powiedziałby pozostałym braciom w biskupstwie „non possumus”? Nic na temat nie wiadomo. Pozostaje więc domniemanie, że Konferencję miał na celowniku optycznym jakiś izraelski snajper, wprawiony w bojach w Strefie Gazy czy Libanie. Innego wytłumaczenia nie ma! Mrugnijcie lewym okiem lub podrapcie się za lewym uchem – dajcie znak, że was czymś zastraszono! Postaram się zrozumieć.
Oddajmy głos p. Romanowi Ziębie, którego teksty mamy zaszczyt publikować na naszym portalu: „Rzadko wypowiadam się przeciwko hierarchii i biskupom, ale teraz coś we mnie pękło… Oto kultura postępowo-charyzmatyczno-uwielbieniowa spod znaku „Więź”-„Tygodnik Powszechny” – kard. Ryś rozmyła rzeczywistość i ze słowa „anysemityzm” uczyniła młot na myślących mniej postępowo. Jest wiele rzeczy, za które szanuję kard. Rysia, ale tutaj po prostu tworzy on katastrofę. „Coś się nam pokręciło we współczesnym świecie” – cytuję Tomasza Samołyka i popieram jego głos. Pieszo wędrowałem w 2011 roku przez Izrael i Zachodni Brzeg Jordanu. Sytuacje w Ziemi Świętej widziałem na własne oczy.: upodlenie Palestyńczyków, terror wobec dzieci, aparthaid i nienawiść jako norma polityczna. To, o czym mówi Tomasz Samołyk jest wołaniem o rozsądek. Teologia listu może jest OK, i owszem, żydzi dużo wycierpieli i są narodem o szczególnym statusie w historii Zbawienia, ale nie pójdę za radą biskupów i nie odwiedzę pobliskiej synagogi. Moment napisania listu i jego kontekst jest pokazowym przykładem jak można oderwać się od rzeczywistości i zwyczajnie zaszkodzić Kościołowi”.
Przyznaję także, że po przeczytaniu tego listu szczęka mi opadła po samą podłogę. Zwłaszcza, że kilka dni wcześniej czytałem o tragicznej śmierci księdza Pierre’a al-Rahiego który zginął w Qlayaa, pomagając potrzebującym mieszkańcom. Przypomnijmy, że ksiądz Rahiego postanowił nie opuszczać chrześcijańskiej wioski, mimo zalecenia ewakuacji wydanego przez wojsko izraelskie. Według doniesień libańskich mediów, izraelski czołg Merkava dwukrotnie ostrzelał dom w Qlayaa. Pierwszy atak zranił właściciela i jego żonę. Na miejsce natychmiast udali się ksiądz al-Rahi oraz inni sąsiedzi, aby udzielić pomocy. Duchowny został postrzelony i zmarł w wyniku odniesionych ran. W ataku rannych zostało także kilku innych libańskich cywilów. Kilka dni później – już po napisaniu listu przez KEP – izraelska policja uniemożliwiła kard. Pierbattiście Pizzaballi oraz kustoszowi Ziemi Świętej o. Francesco Lelpo wejście do Bazyliki Grobu Świętego. Duchowni przybyli tam, by w Niedzielę Palmową celebrować Mszę świętą…Widocznie izraelska policja listu KEP nie czytała ze zrozumieniem.
To, że biskupi oderwali się od rzeczywistości, to oczywiste, ale gdzie polecieli? Najprawdopodobniej do jakiejś abstrakcyjnej krainy wyłożonej deklaracjami, gdzie słowa ważą więcej niż fakty, a gesty – choćby najbardziej efektowne – nie mają już żadnego związku z otaczającą nas rzeczywistością. W tej krainie można pisać listy pełne wzniosłych fraz, nie zauważając czołgów, snajperów, mordowanych cywilów. Dlatego można apelować o wrażliwość, ignorując śmierć bohaterskiego kapłana, który tej wrażliwości dał świadectwo własną krwią. Można wreszcie pouczać wiernych, gdzie mają chodzić i co mają myśleć, jednocześnie tracąc elementarny kontakt z katolickim sumieniem. Purpuraci widocznie przeoczyli, że Kościół nie żyje z poprawnych politycznie listów, tylko z PRAWDY. A prawda – jak wiadomo – bywa niewygodna i nie daje się zamknąć w pięknie brzmiących słowach. Tymczasem mamy dziś do czynienia z czymś odwrotnym: z próbą przykrycia rzeczywistości papierem, który jeszcze pachnie drukiem, ale już nadaje się do pomieszczenie, gdzie nawet królowie chadzają w pojedynkę.
Nie trzeba być prorokiem, żeby zobaczyć, dokąd to prowadzi. Wierni nie są ślepi. Widzą rozdźwięk między słowem a faktem, między deklaracją a rzeczywistością. I jeśli coś naprawdę może zaszkodzić Kościołowi, to nie brak kolejnego listu, lecz nadmiar takich właśnie listów — pisanych ponad głowami ludzi, a nie w ich imieniu. Bo jeśli pasterze zaczynają mówić językiem, którego owce nie rozumieją – albo gorzej: którego nie chcą już słuchać – to mamy do czynienia z poważnym kryzysem. Gdzie przystawię ucha, to słyszę krytyczne głosy, nawet wśród katolików, których uważałem za postępowych. To jest sygnał alarmowy dla polskich hierarchów, że znaleźli się w pomieszczeniu bez klamek. Alarm już dawno się włączył. Tylko że najwyraźniej KEP nie chce go usłyszeć.
Nie, nie pójdę do żadnej synagogi i nie spodziewam się, aby rabini (i w ogóle żydzi) wzięli udział w Triduum Męki Pańskiej. No, ale ja nie noszę piuski…Jestem jakoś dziwnie spokojny, że skoro doły katolików zareagowały – w większości – negatywnie, to zaraz KEP otrzyma wsparcie katolickiego postępu. Na pewno ktoś was przytuli…




