Wielkie Sprzątanie w Szwecji. Polityczna poprawność traci władzę Kraj, który otworzył granice, teraz zmienia kurs.

Date:

Kojarzycie ten wspaniały, skandynawski kraj, który stał się synonimem kryzysu związanego z masową imigracją? Ten, gdzie do niedawna były całe dzielnice, do których bała się wkraczać policja z uwagi na wojny uzbrojonych po zęby gangów?
Ten kraj to Szwecja. Ta bogata, otwarta, tolerancyjna, burżuazyjna Szwecja.
Otóż w tej Szwecji jakiś czas temu zaczęło się Wielkie Sprzątanie. Sytuacja nabrzmiała już bowiem tak bardzo, że doprowadziła na skraj społecznej zapaści.

Pierwsze efekty zaostrzenia polityki już widać. Wystarczyła świadomość, że jeśli jako uchodźca lub imigrant złamiesz szwedzkie prawo, trafisz z powrotem tam, skąd przyszedłeś – bez odwołania – a statystyki nagle zaczęły się wyraźnie zmieniać.

Najnowszą odsłoną tego szwedzkiego Wielkiego Sprzątania jest oficjalne uznanie, że pojęcie „islamofobii” to koncept problematyczny i stanowiący zagrożenie dla wolności słowa. Jako taki nie może i nie będzie już używany w oficjalnych dokumentach szwedzkiej administracji.

Obecnie Szwecja lobbuje na forum UE i ONZ, aby na analogiczny krok zdecydowały się nie tylko te organizacje, ale i poszczególne kraje.

Dlaczego?

Szwecja uznała, że „islamofobia” – termin spopularyzowany przez kręgi Bractwa Muzułmańskiego – jest dokładnie tym, czym był w zamyśle swoich popularyzatorów: dyskursywnym i politycznym narzędziem, które przez całe lata służyło do zamykania niewygodnych dyskusji.

Pochodzenie samego terminu udokumentował francuski badacz ruchów muzułmańskich na świecie – Gilles Kepel. Zamysł był prosty: nazwij „fobią” każdy akt sprzeciwu wobec własnej ideologii, a okaże się, że osoba podnosząca zastrzeżenia przestaje mieć znaczenie. Staje się cierpiącym na zaburzenie psychiczne wariatem. I to jest koniec rozmowy.

I to zadziałało!

Jak wiemy, nie tylko w przypadku islamofobii, ale i wszelkich innych, kuriozalnych „fobii”, którymi nagle zapełnił się świat. „Fatphobia”, „transphobia” stały się wygodnymi etykietami dla osób, z którymi się nie zgadzamy i z którymi nie warto nawet gadać.

To zresztą widać było w Rotherham, gdzie oficjalne śledztwo dotyczące zaniedbań organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości w kwestii tzw. „rape gangs” wykazało właśnie to: policjanci, urzędnicy i pracownicy sądów tak bardzo bali się oskarżeń o rasizm, że zaniechali jakichkolwiek działań.

Poseł szwedzkiego parlamentu Richard Jomshof powiedział, że politycy i dziennikarze „łyknęli islamistyczną zanętę”.

Szwedzki europoseł z tej samej partii uznał, że „islamiści posługują się terminem islamofobii, aby realizować własne interesy i otrzymywać fundusze UE.”

No, to grube oskarżenia – ale wygląda na to, że Szwecja etykietki „islamofobii” przestała się bać.

Ciekawe, czy uda jej się przekonać innych, żeby zrobili to samo.

Bo jedno jest pewne: wiatr politycznej poprawności przestał wiać. I ta cisza zaczyna obejmować coraz większe przestrzenie.

To dobrze, ale pozostaje pilnować, żebyśmy jednak nie wylali dziecka z kąpielą. Zawsze przecież znajdą się tacy, co zamiast prowadzić swobodną, rzeczową dyskusję o potrzebie reakcji proporcjonalnej do zdarzeń – będą cynicznie podsycać i wykorzystywać emocje społeczne do własnych, nie tak szczytnych celów.

Urszula Kuczyńska
Urszula Kuczyńska
Najczęściej z energią, czasami bez.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Werble premiera, cisza w Sztabie. Polski teatr polityczny w cieniu nadciągającej inwazji.

Premier alarmuje o rychłej wojnie, a polska armia trwa w letargu. Czy grozi nam inwazja, czy to tylko brutalny teatr polityczny? Brak mobilizacji i cisza w Sztabie obnażają słabość państwa.

Flota, której nie ma – problem, który jest! Gdzie znika polska bandera?

Statki polskich armatorów pływają pod obcymi banderami. Polska flota handlowa znika, a państwo traci kontrolę nad łańcuchami dostaw. To wynik lat braku strategii morskiej i cicha kapitulacja.

Poczobut: Nienegocjowalna miara człowieczeństwa kontra „plastelinowa” historia

Andrzej Poczobut swoim przemówieniem burzy misterną narrację o „wyzwoleniu”. Przypomina o wartościach nienegocjowalnych: honorze i wierności, stając się wyjątkowo niewygodnym świadkiem historii.

Między alarmem a ciszą. Sztorm na horyzoncie czy tylko polityczna mgła nad trzęsawiskiem?

Gdy kapitan ogłasza wojnę za kilka miesięcy, załoga spodziewa się rozkazów, a nie politycznej flauty. Czy premier Tusk naprawdę widzi sztorm na horyzoncie, czy jedynie bawi się lękiem pokoleń?