Architekci amnezji i bezimienne doły. Dlaczego Witold Pilecki musiał zniknąć z kart historii

Date:

„nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona” Zbigniew Herbert

W życiu narodów, czyli wielkich zbiorowości połączonych wspólnotą losu, ważną rolę odgrywają bohaterowie. Są jak drogowskazy pokazujące w którą stronę powinnny się kierować narodowe wspólnoty, by chronić i rozwijać własne dziedzictwo. W dziejach naszego narodu, w każdym pokoleniu, znajdowali się prawi bohaterowie mogący być wzorami, punktami odniesienia dla współczesnych i potomnych. Jedną z najpiękniejszych postaci w tym panteonie jest rotmistrz Witold Pilecki.

O Pileckim pierwszy raz usłyszałem wiosną 1984 roku. W czytelni miejskiej biblioteki w Gdańsku, w jakimś katolickim piśmie, zaciekawił mnie artykuł omawiający książkę brytyjskiego historyka, prof. Michaela Foota pt. „Sześć twarzy odwagi”. Angielski badacz prezentował w niej sylwetki najodważniejszych ludzi działających w ruchu oporu podczas II wojny światowej.

Jednym z bohaterów był rtm. Witold Pilecki, człowiek który dobrowolnie poszedł do Auschwitz, w obozie zorganizował konspiracyjne struktury, po ponad 2,5 roku uciekł i przedstawił podziemnym władzom raport o niemieckich zbrodniach. W artykule tylko lakonicznie wspomniano o powojennych losach Rotmistrza, ale pamiętajmy, że w orwellowskim roku 1984 Polska ciągle była sowiecką kolonią, w której komunistyczna cenzura nie pozwalała ujawniać prawdy o swoich zbrodniach.

Już w wolnej Polsce, kiedy obalono pomniki fałszywych bohaterów, w rodzaju Lenina czy Dzierżyńskiego, zaczęto szukać, poznawać i czcić bohaterów prawdziwych, często wyklętych, zhańbionych wyrokami wołającymi o pomstę do nieba, skazanych na zapomnienie. Wśród tych niezłomnych żołnierzy, którzy bili się z Niemcami w ’39, po klęsce podjęli walkę konspiracyjną, a po „wyzwoleniu” kontynuowali walkę o niepodległą Polskę z nowym wrogiem, postać Pileckiego jest jedną z najjaśniejszych.

Przypomnijmy podstawowe fakty z życia Rotmistrza. Urodzony w Ołońcu, w Karelii, w 1901 roku, w patriotycznej rodzinie, wychował się w Wilnie. Tam skończył gimnazjum i wstąpił do nielegalnego harcerstwa. W grudniu 1918, jako członek polskiej Samoobrony, wziął udział w zbrojnym przejęciu Wilna z rąk okupanta niemieckiego. Od początku 1919 roku, już jako partyzant „pułku paniczów” pod dowództwem Jerzego Dąmbrowskiego „Łupaszki” walczył z bolszewikami. Był uczestnikiem wielu starć, w tym bitwy warszawskiej 1920 roku, za które dwukrotnie odznaczono go Krzyżem Walecznych.

W okresie międzywojennym Witold Pilecki rozpoczął studia, gospodarował we własnym majątku ziemskim, założył rodzinę i angażował się w pracę społeczną. Po wybuchu II wojny światowej walczył jako dowódca plutonu kawalerii 19 DP. Dowodzony przez podporucznika Pileckiego oddział zniszczył 7 niemieckich czołgów i 2 samoloty, ale po 1 X ’39 musiał przejść do partyzantki i został rozwiązany po dwóch tygodniach. Jego dowódca przedostał się do Warszawy, gdzie 9 XI został współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, włączonej pod koniec 1941 r. do Związku Walki Zbrojnej.

19 IX 1940 Pilecki, pod fałszywym nazwiskiem Tomasz Serafiński, został zatrzymany podczas niemieckiej obławy i wywieziony do KL Auschwitz. W rzeczywistości wykonywał zadanie do którego zgłosił sie na ochotnika, i które polegało na rozpracowaniu organizacji i metod działania Gestapo i całego niemieckiego aparatu terroru, którego nowym elementem był dzałajacy od kilku miesięcy obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Celem Pileckiego było zebranie informacji wywiadowczych na temat jego funkcjonowania i zorganizowanie wewnątrz ruchu oporu. Deklarowanym celem było również uwolnienie więźniów przez ucieczkę, względnie ich odbicie.

Pilecki, jako więzień nr 4859, przetrwał w obozie dwa lata i siedem miesięcy, organizując siatkę konspiracyjną Związek Organizacji Wojskowej i sporządzając raporty o niemieckim ludobójstwie, dostarczane Komendantowi ZWZ-AK przez zaufanych uciekinierów. W kwietniu 1943 Pilecki wraz z dwoma innymi więźniami sam uciekł z Auschwitz. Przedstawiony przez niego plan wyzwolenia obozu poprzez skoordynowaną akcją więźniów i oddziałów partyzanckich z zewnątrz uznano za niewykonalny posiadanymi siłami.

Po awansie na rotmistrza służył w Kedywie i walczył w powstaniu warszawskim, dowodząc pod jego koniec jedną z najdłużej utrzymywanych placówek, „Redutą Witolda”. Po upadku powstania trafił do niewoli a po wyzwoleniu został przydzielony do II Korpusu. Generał Anders zlecił mu zadanie powrotu do Kraju i prowadzenie działalności wywiadowczej na rzecz II Korpusu. Jesienią 1945 roku zorganizował siatkę i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i II Korpusu więzionych w obozach NKWD i deportowanych do Rosji. Jego grupa unikała aktywności zewnętrznej, w rodzaju wydawania pism, akcji bojowych czy likwidacji funkcjonariuszy partii i bezpieki. Miała natomiast kontakty w MBP, MON i MSZ.

Działania Pileckiego nie uszły uwadze komunistycznych służb, które od 1946 roku rozpoczęły jego rozpracowanie. Rotmistrz, mimo zagrożenia zignorował rozkaz gen. Andersa wyjazdu z kraju, nie chcąc rozstania z rodziną. Nie skorzystał też z tzw. amnestii z 1947 r., którą komuniści zanęcili część podziemia do ujawnienia się. Aresztowanie Pileckiego nastąpiło w maju 1947. Po kilkumiesięcznym śledztwie, przy którym „Oświęcim to była igraszka”, jak się wyraził do żony, został w marcu 1948 roku skazany na karę śmierci za rozmaite zarzuty, z których najpoważniejszy (nie dowiedziony i do którego się nie przyznał) dotyczył „przygotowywania zbrojnego zamachu na grupę dygnitarzy MBP, tzw. likwidację „mózgów MBP”. Najwyższy Sąd Wojskowy potwierdził wyrok. Egzekucja rotmistrza Witolda Pileckiego odbyła się 25 maja 1948 roku.

Proces Pileckiego, jeden z licznych wytoczonych polskim patriotom, bohaterom niepodległościowego podziemia walczących z obu okupantami, to przykład charakterystycznych dla stalinowskiej „Polski ludowej” mordów sądowych. Były to ponure farsy, podczas których w majestacie prawa, z zachowaniem pozorów legalności, w oparciu o sfabrykowane dowody, wymuszone bestialskimi torturami zeznania, na podstawie politycznych bądź ideologicznych przesłanek, formułowano zarzuty, które w normalnych warunkach nigdy nie byłyby karane śmiercią.

Uczestnicy tej farsy, których nazwisk nie warto pamietać, i którzy już wszyscy stanęli przed niedościgle Sprawiedliwym Sędzią, jakim jest Bóg, Który zapewne należycie ich osądził, przez pozostawiony im czas wiedli życie prawdopodobnie bez dusznych rozterek i moralnych dylematów, dostatnie, spełnione, realizowali swoje kariery, cieszyli rodzinnym szczęściem. III Rzeczpospolita, a w zasadzie ich następcy i młodsi koledzy – o ile doszło do jakichś procesów – nie potraktowali ich zbyt surowo. Wszak gruba kreska nakazywała wyrozumiałość.

A Pilecki? Jak wielu bohaterów i męczenników przed nim, nie ma grobu. Jego kaci i oprawcy wrzucili go do bezimiennego dołu. Może na powązkowskiej Łączce, może gdzie indziej. Na koniec warto podkreślić, że życie Witolda Pileckiego było w pełni zgodne z jego wiarą, którą traktował jak fundament. Jego ulubioną książką było „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza á Kempis a przesłaniem, które pozostawił dzieciom słowa: „Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie wielkim ideom”

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Bratobójczy ogień, Radio „Wanda” i stalinowska cenzura. Cena, jakiej zażądało Monte Cassino

Mit, który zrodził się we krwi. Zamiast pompatycznej laurki – bratobójcze strzały, psychologiczne gierki i żołnierze Andersa, którym ojczyzna odpłaciła zdradą. Tak wyglądało Monte Cassino.

Między honorem a katastrofą. Dlaczego Józef Beck odrzucił pakt z Hitlerem i zapłacił za to Polską?

Józef Beck odrzucił pakt z diabłem, wybierając honor. Dziś krytycy widzą w nim tchórza. Czy ustępstwa wobec III Rzeszy ocaliłyby Polskę, czy zgotowałyby nam los niewolników?

Zamach majowy. O tym, że mniejsze zło jest gorsze od mniejszego dobra.

Historia wybacza zwycięzcom, ale zamach majowy to żaden triumf. To krwawy pucz, który zastąpił kruchą demokrację republiką kolesi, brukując niekonstytucyjną drogę do narodowej katastrofy w 1939.

Wybór, który ważył wieki: Czy dzisiejsze kierunki dla Polski wymyślono 450 lat temu?

Wschód, Zachód czy własna droga? Sprawdź, jak fascynująca debata o kierunki dla Polski po śmierci ostatniego Jagiellona stała się lustrem dla naszych współczesnych lęków i narodowych nadziei.