Wenezuelski Okrągły Stół: Czy Caracas zamieni legitymacje na książeczki czekowe?

    Date:

    Naszła mnie oto taka refleksja, że Stany Zjednoczone przeprowadzają w Wenezueli, to już drugi raz w moim życiu, operację pod kryptonimem Okrągły Stół. Bo co mówią Amerykanie władzom Caracas? Zmieńcie flagę (czytaj: sojusze), my was oszczędzimy, a wy partyjne legitymacje zamienicie na książeczki czekowe. Skąd my to znamy? I teraz wenezuelscy komuniści mają dwa rozwiązania: albo uniosą się rewolucyjnym zapałem i podejmą walkę z Jankesami, albo zgodzą się na propozycje prezydenta Trumpa, zmienią stronę barykady, chociaż to też nie gwarantuje im długiego i bezpiecznego życia. Ale szanse są.

    Co oznacza podjęcie walki? Walka to nie tylko stałe wypatrywanie Apache’ów na horyzoncie, bo przecież Maduro może nie być ostatnim na liście ściganych. Przy czym kolejnych podejrzanych Amerykanie wcale nie muszą chcieć wywieźć do USA, mogą ich zostawić na gościnnej ziemi wenezuelskiej, a dokładnie pod wenezuelską ziemią – tak, gdzieś dwa metry pod. To jest wielce realna groźba, bo Amerykanie pokazali, że są w stanie dokonać skutecznego rajdu, zabić kilkudziesięciu kubańskich najemników i wyciągnąć ze stolicy pierwszego obywatela, jeżeli nim oczywiście był, bo eksperci różnej maści twierdzą, że ostatnie wybory zostały sfałszowane.

    Jeżeli zrobili to z Maduro, to mogą zrobić to z każdym innym obywatelem Wenezueli! I ta myśl zapewne wije się teraz w głowach wenezuelskich komunistów jak sweterek babci w czasie szydełkowania. Ale komuniści, jak to komuniści, mogą zacząć teraz kombinować, że oni niby tu się zgodzą na współpracę z Waszyngtonem, a za plecami będą kręcić lody z Moskwą i Pekinem. Byłoby to jawne rzucenie rękawicy Ameryce, która właśnie dowiodła swojej sprawczości stąpającej po solidnych informacjach zdobytych przez tamtejszy wywiad. Skoro amerykański wywiad rozpruł Wenezuelę na wszystkie możliwe strony, to i dowie się o możliwych knowaniach. A wtedy pozostanie baczna obserwacja horyzontu…

    Amerykanie, przy braku chęci współpracy ze strony komunistów, mogą sięgnąć po wenezuelską opozycję – tę konstruktywną. I wtedy opozycja znajdzie się na terenie Wenezueli z dużymi zasobami pieniężnymi, a miejsce kubańskich najemników zajmą pracownicy Blackwater (amerykańska prywatna organizacja wojskowa). Wokół Marii Coriny Machado oraz Edmundo Gonzáleza Urrutii zaczną gromadzić się „siły demokratyczne”, które pogonią komunistów gdzie pieprz rośnie, a nawet dalej. W tym czasie Amerykanie zastosują blokadę Wenezueli, że mysz się nie prześlizgnie, o Rosjanach i Chińczykach nie wspominając. Kubańczycy teraz zajęci są ochroną własnego reżimu, a mają czego się obawiać, bo USA mają ich o rzut beretem.

    W takiej sytuacji czas przestaje działać na korzyść wenezuelskiego reżimu. Każdy dzień zwłoki to kolejny dzień, w którym elity nerwowo sprawdzają, czy ich nazwisko nie pojawiło się już na jakiejś liście sankcyjnej albo – co gorsza – operacyjnej. Historia uczy, że imperia nie wybaczają nieposłuszeństwa wtedy, gdy już raz postanowiły postawić sprawę na ostrzu noża. A Amerykanie nie należą do tych, którzy blefują dla samej przyjemności blefowania. Jeżeli mówią „sprawdzam”, to znaczy, że karty są już dawno oznaczone.

    Wenezuelscy komuniści muszą więc odpowiedzieć sobie na pytanie zasadnicze: czy chcą umrzeć za idee, w które coraz mniej ludzi wierzy, czy może przeżyć, udając, że nigdy nie byli ich gorliwymi wyznawcami. Problem w tym, że obie drogi są ryzykowne. Rewolucyjny patos zwykle kończy się anonimowym grobem i zapomnieniem, a zdrada ideałów – życiem w strachu, że dawni sojusznicy lub nowi patroni upomną się o swoje rachunki. Historia XX i XXI wieku zna aż nadto przykładów, że zmiana flagi na masztach nie zawsze chroni przed kulą w potylicę.

    Dlatego Wenezuela stoi dziś na rozdrożu, które bardziej przypomina pole minowe niż klasyczny wybór polityczny. Każdy krok może być ostatnim, a każdy błąd – śmiertelny. Jedno jest pewne: świat nie będzie długo czekał, aż Caracas się zdecyduje. A gdy kurz opadnie, ktoś znów będzie pisał wspomnienia, tłumacząc, że „nie było innego wyjścia”, że „okoliczności wymusiły decyzje” i że „historia oceni”. Tyle że historia, jak wiadomo, ocenia chłodno – i zazwyczaj po fakcie, gdy już nie ma kogo pytać o zdanie.

    Dzisiaj słyszę, że tak nie wolno, że są spisane prawa i procedury, że Amerykanie nadużyli siły… Hmmm… Był czas na rozmowy i można było przekonywać komunistę do swoich racji, by cofnął się. Teraz, gdy amerykańskie śmigłowce wróciły już do swoich baz, najłatwiej krzyczeć o standardach z bezpiecznej kanapy. Historia jednak nie zna trybu warunkowego — zna tylko konsekwencje zaniechań. I to one wystawiły ględzącym dziadkom z ONZ rachunek, a elitom zachodnioeuropejskim dały darmową lekcję uprawiania skutecznej polityki. Oj, jak oni tego Trumpa teraz będą nienawidzić…

    Henryk Piec
    Henryk Piec
    h.piec@merkuriusz24.pl

    Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    Subskrybuj

    spot_imgspot_img

    Popularne

    Więcej w temacie
    Powiązane tematy

    Porażka i sukces roku 2025. Jak „człowiek znikąd” wystawił rachunek salonowym Bonżurom

    Konfetti sprzątnięte, a w salonach warszawskich żałoba. Rok 2025 pokazał, że naród ma dość "stu konkretów". Zobacz, jak Nawrocki ograł system, a Tusk koncertowo zatopił własny okręt.

    Zima pokonała Tuska. Dlaczego w Polsce łatwiej o sztab niż o pług?

    Zima znów zaskoczyła drogowców i polityków. Przeczytaj o sztabach kryzysowych, szukaniu winnych wśród kierowców i polskiej tradycji stania w korkach. Czy faktycznie winny jest śnieg?

    Operacja Absolute Resolve: chirurgiczne cięcie Trumpa w Wenezueli

    Operacja Absolute Resolve to brutalna lekcja realizmu: Amerykanie weszli do Caracas jak po swoje. Czy zmiana sojuszy wystarczy, by obecna władza utrzymała się przy stole bez Nicolasa Maduro?

    ROK 2025: CZYLI JAK PRZEŻYLIŚMY KONIEC ŚWIATA, KTÓRY NIE NADSZEDŁ, ALE I TAK BOLAŁO

    Chipy tylko z limitami, drony nad Lubelszczyzną i wielkie roszady w rządzie. Przedstawiamy polityczny bilans 2025 roku. Zobacz, jak opozycja „odbiła” wybory i dlaczego PSL został z jednym chłopem.