Co robi w Polsce zima w grudniu? Jak to co? Nieustannie zaskakuje! Nie inaczej jest w tym roku. Samochody w kilometrowych kolejkach, pociągi w zaspach, rząd organizuje sztab kryzysowy – w ciepełku, z gorącą kawusią i ciasteczkami, z minami zdecydowanymi, widać determinację i stanowczość. Czyli rządzący ciężko pracują, co tam pracują – oni harują…
Opozycja – jak to opozycja – sypie piach na tory i wkłada kij w szprychy. Zima – jak wiadomo – jest winą polityczną. Gdyby była zapowiedziana przez ministra Kierwińskiego, spadłaby zgodnie z nakreślonym harmonogramem, najlepiej w weekendowych godzinach nocnych i to jedynie w wyższych partiach gór. I tylko po stronie słowackiej. A tak? Pada, gdzie popadnie, bez konsultacji z naszym umiłowanym rządem. Skandal!
Teraz należy znaleźć tylko „kozła ofiarnego”, a najlepiej całe stado „kozłów”. I padło na kierowców ciężarówek (tzw. tirowców), którzy na łysych oponach nieprzytomnie poruszali się po zaśnieżonych drogach (sprawdzić, czy aby nie mogli jechać po traktach leśnych). Rząd zapowiedział wzmożone kontrole stanu technicznego ciężarówek. Także winni już są, a i budżet państwa (jak dobrze pójdą kontrole, a pójść muszą) zostanie szczęśliwie podreperowany. Kowal zawinił, a Cygana – jak zwykle – powieszą.
Bo w Polsce, jak uczy historia – ta pisana i ta przemilczana – zawsze musi być ktoś winien. Najlepiej, żeby był widoczny, obcy (patrz: opozycja) albo przynajmniej przejezdny (patrz: kierowca ciężarówki). Tirowiec nadaje się znakomicie: duży ciągnik (widocznie ma kasiorkę, skoro było go stać), hałaśliwy i bez głosu w mediach głównego nurtu.
Narracja jest najważniejsza. Z niej dowiadujemy się, że państwo działa, reaguje i monitoruje. Monitoruje głównie słupki oglądalności i temperaturę nastrojów społecznych. Śnieg może leżeć, byle nie zalegał w sondażach. A że lud boży stoi w korkach? Stał i za królów, stał i za pierwszych sekretarzy, więc i za Donalda „Słońce Peru” – też stał będzie. Taka świecka tradycja – niemal powszechna jak: bigos, ciepła wódeczka czy wszechobecne narzekanie.
Kluczowym zagadnieniem są urzędnicy z wiedzą i wyobraźnią. I odwagą do podejmowania decyzji, niekoniecznie od razu trudnych. Urzędników z tymi zaletami u nas jak na lekarstwo. Na tym poziomie to nie kierowca ciężarówki decyduje, on ma zgodnie ze zleceniem dojechać z punktu A do punktu B na czas, z nieuszkodzonym towarem. Tutaj decyzyjni są za biurkiem.
Przykład? Kilka lat temu na Obwodowej Trójmiasta doszło do podobnej sytuacji: ciężarówki zablokowały trasę, wszystko stało w niekończących się korkach. Ktoś w końcu się zorientował i zamknął wjazdy dla pojazdów ciężkich. Za późno… Zakładam, że ten ktoś przeanalizował sytuację, opisał w raporcie, sformułował wnioski i przekazał dalej. Prawda, że przekazał dalej, a nie schował do szuflady? Panie premierze, pan mrugnie lewym oczkiem, że przekazał. A jeżeli przekazał, to widocznie człek nieczytaty.
Gdzieś w tle pobrzmiewa głos rozsądku, który podpowiada, że zima była, jest i (chyba) będzie (choć nie wiadomo, bo planeta płonie), a państwo powinno się na nią przygotować nie słowem, lecz pługiem i piaskarką, najlepiej załadowaną piaskiem. Lecz rozsądek nigdy nie miał u nas dobrej prasy – nie krzyczał, nie oskarżał, nie wskazywał palcem odpowiedzialnych, a winnym kazał iść precz.
I tak zima znów wygrała. Przyszła punktualnie, choć nieproszona, obnażając stare słabości, nowe zaniedbania i wiecznie aktualną prawdę, że łatwiej zorganizować sztab niż odśnieżyć drogę. A gdy śnieg stopnieje, zostanie błoto. I pamięć krótka jak odwilż. Do następnego zaskoczenia w najbliższym grudniu!






