Czas Wielkiego Postu to moment, w którym wielu z nas naturalnie trochę zwalnia. Zastanawiamy się nad tym, co w życiu ważne, nad naszymi codziennymi wyborami, a czasem nad tym, jak podzielić się z innymi w ramach wielkopostnej jałmużny. Często myślimy, że to muszą być wielkie, abstrakcyjne gesty. A tymczasem prawdziwa jałmużna to po prostu dostrzeżenie drugiego człowieka. Może w tym roku ta drobna przyjemność, której sobie odmówimy, ma szansę przybrać kształt bardzo konkretnych, namacalnych cegieł na drugim końcu świata i stać się dla kogoś dachem nad głową?

My, dorośli w Europie, toniemy w nadmiarze. Potykamy się o grające zabawki, narzekamy na korki w drodze do przedszkola i denerwujemy się, gdy w deszczowy dzień musimy przejść kilka metrów do samochodu. A tam, w sercu Tanzanii, trzyletni chłopcy – w wieku, w którym nasze dzieci uczą się piosenek i lepią z plasteliny – o świcie wychodzą boso na wypas kóz. Dziewczynki dźwigają wodę i pomagają matkom, nie znając słowa „beztroska”. Dla nich dzieciństwo to po prostu praca.
W Ndotoi jest jednak iskierka nadziei – małe przedszkole i parafia. Miejsce, gdzie te dzieci na chwilę znów mogą być tylko dziećmi. Gdzie mogą się uczyć, śmiać i czuć się bezpiecznie. Problem w tym, że ich „klasa” to kawałek ziemi pod drzewem. Gdy świeci bezlitosne słońce, szukają skrawka cienia w gałęziach. Gdy nadchodzi ulewa – lekcje, modlitwa, jedyne spotkania tej małej, walczącej o przetrwanie społeczności, po prostu się kończą. Dzieci kulą się z zimna, a wiatr rozmywa ich szanse na wyrwanie się z biedy.
Wiele z nich musi przejść pieszo 5 kilometrów w jedną stronę, by w ogóle dotrzeć na te zajęcia pod drzewem. Dla najmniejszych to dystans nie do pokonania. Przegrywają walkę o edukację na samym starcie, tylko dlatego, że urodziły się w glinianej chacie, na końcu świata.
Kamil i Paweł nie potrafili po prostu odwrócić wzroku. Dwóch facetów z Polski – pracujący na wysokościach montażysta turbin wiatrowych i doświadczony przedsiębiorca. Mają swoje poukładane życie, swoje obowiązki. Ale uznali, że w świecie, który dostał tak wiele, trzeba umieć się dzielić.
W kwietniu pakują plecaki i lecą do Tanzanii. Nie po to, by robić ładne zdjęcia, ale by własnymi rękami, w pocie czoła, murować ściany. Chcą zbudować dla tych dzieci jeden prosty, solidny budynek. Od poniedziałku do piątku będzie bezpiecznym, suchym przedszkolem. W niedzielę zamieni się w kaplicę – serce i schronienie dla całej lokalnej wspólnoty.
Kamil i Paweł dają z siebie wszystko, ale z pustych rąk nie zbudują dachu. Społeczność Masajów w Ndotoi nie ma nic. Nie stać ich na cement, blachę, ani wynajęcie lokalnych murarzy. To my jesteśmy ich jedyną szansą.
Nie musisz jechać do Afryki, by ratować świat. Twój świat możesz zmienić stąd, z własnej kanapy. Koszt całej budowy to około 50 000 złotych. Równowartość Twojej porannej kawy na stacji benzynowej to dla nich worek cementu. Twój bilet do kina to nowy, lśniący arkusz blachy na dach, o który wreszcie będzie mógł cicho i bezpiecznie uderzać deszcz.
Zróbmy to dla nich. W ramach naszej wielkopostnej solidarności zbudujmy im prawdziwe ściany, by nie musiały już gnieździć się pod drzewami. Dajmy im szansę na lepszy start.
Każda złotówka to realna cegła. Wesprzyj misję Kamila i Pawła i podaruj dzieciom z Ndotoi bezpieczny kąt: LINK
Zanim przejdziesz do innego tekstu, wejdź na link. Proszę, nie zostawiajmy ich samych.







