Weź mnie nie tykaj!

    Date:

    „Rozpowszechnienie zwracania się na „ty” do obcych osób to systemowe schamianie społeczeństwa, które ma konkretne skutki społeczne – pisze Łukasz Warzecha, znany i lubiany publicysta (oczywiście nie przez wszystkich) –  W Polsce (…) trwa schamianie międzyludzkich relacji poprzez wspomniane „skracanie dystansu”, czyli zwracanie się również w formalnej komunikacji z klientem na „ty”. Tą formą posługują się praktycznie wszystkie serwisy internetowe, telekomy, banki”. Cały felieton na ten temat mogą Państwo przeczytać na stornie:https://www.salon24.pl.

    Pamiętam firmę, gdzie przepracowałem bite lat dziesięć, w której to prezes ulegał jakimś szalonym nowinkom (w sumie człek z gruntu poczciwy, ale pogubiony), a swym zauroczeniem próbował zarazić swoich pracowników. Relacja szef – podwładny zawsze jest trudniejsza dla tego ostatniego, gdyż zajmując niższą pozycję w strukturze – praktycznie jest ubezwłasnowolniony. Jeżeli więc prezes „zapraszał” na szkolenia antystresowe w weekend, to cała załoga wprost „szalała z radości”, bo przecież o niczym innym nie marzyli, jak tylko o spędzeniu dwóch wolnych dni w otoczeniu tych samych twarzy, by nie napisać: mord.

    Ad red. Na dzień dobry Dziunia Coaching (bardzo często powtarzała swoje nazwisko), która prowadziła owo ”szkolenie” oświadczyła, że od teraz – bez względu na zajmowane w filmie stanowiska – będziemy sobie mówić na „ty”. Przeleciawszy wzrokiem po zebranych, a nie usłyszawszy sprzeciwu ruszyła stępem do kolejnej odsłony szkolenia, gdy z krzesła wstałem sam ja (we własnej oto osobie): „Nie, proszę pani! Nie widzę takiej możliwości, by panom prezesom mówić na „ty”, tylko dlatego, że pani tak zaproponowała. Przejście na „ty” (za zgodą prezesa) oznacza, że w poniedziałek też będę zwracał się do niego na „ty”. Pani nie może wejść w kompetencje ani pana prezesa, ani pani Katarzyny, ani pana Piotra, ani nikogo innego, bo te osoby takiego pełnomocnictwa – jak mniemam – pani nie udzieliły” – tak mniej więcej to brzmiało. Dziunia Coaching przybrała na twarzy koloru nieco purpurowego i gdyby oczy potrafiły zabić, nigdy byłbym tego felietonu nie napisał. Dość powiedzieć, że jako jedyny kursant nie otrzymałem dyplomu z ukończenia kursu antystresowego, a dodatkowo (niestety) straciłem butelkę wina białego wytrawnego, gdyż po powrocie do domu musiałem coś na uspokojenie gwałtownie zażyć. Otóż p. Warzecha ma w 150 procentach  rację – jak mawia mój kuzyn.

    Jeżeli nie zezwoliłem na przejście komuś  na „ty”, to nawet pan prezydent nie ma prawa mówić mi po imieniu, bo niezwykle ostrożnie dobieram osoby, z którymi chcę chodzić „kraść konie”.

    Podobną sytuację miałem w banku (zresztą francuskim), gdzie zaczęto przysyłać mi oferty nowych produktów, które to rozpoczynały się od powitania: „Cześć Henryk!”, którą to propozycję podpisywał jakiś wiceprezes od spraw niepotrzebnych Brajan Connard lub jakoś podobnie się zwał. Myślę sobie: „Ki czort!”. Człowieka nie pamiętam, ale może film mi się gdzieś na imprezie zerwał, a człowiek (Brajan) ma zapewne mocniejszą głowę od mojej, a pamiętając biedaka (moją skromną osobę) wyciąga teraz ku mnie pomocną dłoń. Zadzwoniłem więc do sekretariatu banku i postanowiłem szczęściu wyjść naprzeciw. „Zastałem Brajana” – pytam. „A z kim mam przyjemność? –  był to doprawdy miły, damski głos. Przedstawiłem się, w końcu nie miałem nic do ukrycia. „Pan zna pana prezesa” – zapytała, była wyraźnie zainteresowana. Uczciwie powiedziałem, że nie przypominam sobie, ale dostałem taki to liścik podpisany przez Brajana, a więc przypuszczam, że się jednak skądś znamy, przy czym Brajan musi mnie pamiętać, a ja ni hu, hu. Oczywiście nie połączono mnie z wiceprezesem Brajanem Connardem, ale przez długi czas miałem spokój z ofertami. Aż w końcu wypowiedziałem umowę, bo przecież Francuz lub jego lokalny pomocnik nie będą mnie uczyli kultury, wszak to jego przodkowie po raz pierwszy zobaczyli nad Wisłą wychodek!  I nie wiedzieli do czego ta instalacja służy.

    Do mnie piszą na „ty”, a o swoim przełożonym mówią per „pan prezes”. Kurka wodna, redaktor Warzecha rację ma i basta!

    Henryk Piec
    Henryk Piec
    h.piec@merkuriusz24.pl

    Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    Subskrybuj

    spot_imgspot_img

    Popularne

    Więcej w temacie
    Powiązane tematy

    „Waleczny narodzie! Przestrzegam, użytkuj z czasu“ Stanisaw Staszic (1755-1826)

    Poznaj historię człowieka, który zmienił Polskę. Od "światłego skąpca" po narodową manifestację. Odkryj, dlaczego "Wzorowy obywatel" – Stanisław Staszic – do dziś inspiruje rzesze rodaków.

    Estetyka Oporu: Poczucie Smaku według Zbigniewa Herberta

    To nie Tusk stworzył chamstwo, to chamy ulepiły polityka. Odkryj potęgę smaku według Herberta – jedyny kompas, który pozwala odróżnić prawdę od fałszu i bronić wolności przed zalewem tandety.

    Władca słowa i buntownik z Harendy. W 165. rocznicę urodzin Jana Kasprowicza

    Jan Kasprowicz – chłopski syn, który został rektorem uniwersytetu i duchowym przewodnikiem pokoleń. Poznaj historię „władcy słowa”, który wciąż zachwyca potęgą tatrzańskiej liryki.

    Proszę nie straszyć Mickiewiczem! Refleksja w 170 rocznicę śmierci Narodowego Wieszcza

    Mickiewicz nie był ideałem, ale jego dzieła uczą, poruszają i kształtują polską tożsamość. Jak przekonać młode pokolenie, że „Pan Tadeusz” to więcej niż szkolna lektura?