Ewakuacja czy pułapka? Czego nie powie Ci rządowy poradnik

    Date:

    Reżimowy „Poradnik bezpieczeństwa” wielu krytykuje do spodu. Wiele zawartych w nim porad jest sensownych — jednostkowo i szczegółowo. Wiele nie. Ale dobrze, że coś takiego w ogóle się ukazało. Zarzuca mu się banalność, jednak żyjemy w czasach, w których ludziom często trzeba tłumaczyć, że mleko nie pochodzi z kartonu.

    Mnie osobiście najbardziej spodobała się sugestia zainstalowania w domu wiadra z przykrywką do s*ania. O tak — w przypadku wyłączenia prądu, przy dominującej dziś technice odprowadzania wody i ścieków, kible ludzi (szczególnie mieszkających na niskich kondygnacjach w wysokich budynkach) zamienią się w szamba, wylęgarnie rozkładu i chorób. Mało kto ma tego świadomość.

    Podejdę do tematu tak, jakby sytuacja zagrożenia bezpieczeństwa była skrajna, np. wojenna. Zajmę się jedną poradą: ewakuacją — nie wymuszoną przez władzę, lecz dobrowolną. Myślenie o takiej ewakuacji w razie „W” jest w polskim społeczeństwie ostatnio bardzo popularne. „Wyłączyć światło” i zostawić ten grajdoł w p*zdu… a potem już tylko Kanada.

    Z ewakuacją wiąże się propagowanie tak ostatnio modnych plecaków ucieczkowych. Idea ta pojawiła się w USA w czasie powstawania ruchu preppersów i była związana z zagrożeniami Zimnej Wojny. Plecaki te pomyślano jako ładunek ewakuacyjny — np. z dużego miasta do wcześniej przygotowanych miejsc przetrwania poza terenem zabudowanym i poza miejscem stałego zamieszkania. I głównie o to w tym chodziło.

    Ewakuacja jest ostatecznością — i w wielu przypadkach rozwiązaniem skrajnie ryzykownym. Warto się zastanowić, po co ma być przeprowadzona i dokąd.

    Wielu z nas posiada techniczne środki szybkiego przemieszczania się, ale trzeba założyć, że w czasie kryzysu (np. wojennego) mogą one stać się całkowicie bezużyteczne lub możemy je łatwo stracić. Zdolność do pokonywania znacznych odległości pieszo okaże się wtedy kluczowa. Dla wielu współczesnych ludzi przejście dystansu czterech przystanków tramwajowych jest zbyt dużym wyzwaniem — dzwonią po Ubera. Dołóżmy do tego minimum przetrwaniowe na plecach (15–20 kg) i pomnóżmy dystans czterech przystanków razy 20–30. Ci, którzy poznali smak wojskowych wymarszów lub uprawiają turystykę pieszą z plecakiem, wiedzą, o co chodzi.

    Do tego dochodzi odporność na bytowanie w niskich temperaturach. Niewiele osób we współczesnym społeczeństwie spało na zewnątrz np. trzy noce z rzędu w styczniu, w naszej strefie klimatycznej. Przełóżmy to na proces wielotygodniowy… Dojdzie do tego funkcjonowanie w skrajnym brudzie, którego większość ludzi w epoce „higienizacji” tak naprawdę nie zna, oraz wiele innych „atrakcji”, najlepiej znanych np. osobom w kryzysie bezdomności. Spójrzmy na nich — a zobaczymy siebie samych w czasie długotrwałej ewakuacji.

    Zadaniem wszystkich rodziców jest bezwzględna ochrona i opieka nad dziećmi — przynajmniej teoretycznie. Młode małżeństwa, jeśli mają dzieci, to zazwyczaj małe, co jest oczywiste. Spróbujmy przejść teraz, w styczniu, z sześciolatkiem choćby 5000 metrów w otwartym terenie po polnych drogach — nawet w pobliżu miasta. Z dobrze utrzymanym, odżywionym, ciepło i wygodnie ubranym dzieckiem. Powodzenia nie życzę. Przez całą drogę nikt nie da rady nieść go na rękach.

    Do tego dochodzą osoby starsze, schorowane itd. Długotrwały proces ewakuacyjny prowadzi do tego, że małe dzieci, starcy i osoby o niskiej sprawności będą po drodze lądować martwi w rowach. To pokazuje praktyka. Dla rodzin z małymi dziećmi i wyżej wymienionych grup, jeżeli ewakuacja nie jest absolutnie konieczna, lepiej zostać na miejscu. Rodzice małych dzieci zwiększą w ten sposób niepomiernie szanse swoich pociech na przetrwanie.

    W poradniku zabrakło jednego bardzo ważnego elementu: przetrwania na terenach okupowanych przez wrogą armię. Jest to możliwe i w wielu wypadkach może się bardzo opłacać — być lepszym wyborem niż ewakuacja. To również pokazuje praktyka.

    Pomijany jest też istotny aspekt kamuflażu, czyli „dress code’u”. W czasie wojny trzeba się zdecydować, czy jest się cywilem, czy żołnierzem. Jeśli jesteśmy cywilami, zakładanie czegokolwiek wyglądającego na wojskowe jest tak samo „mądre” jak jazda w arafatce na wakacje do Izraela. Trzeba wyglądać jednoznacznie jak cywil — im gorzej, tym lepiej. Stylówa żulerska jest wręcz wskazana.

    Tymczasem sprzedawane dziś plecaki ewakuacyjne często mają barwy khaki lub inne „wojskopodobne”. To kontrproduktywne. Gadżety wojskowe w czasie wojny dla cywila są niedopuszczalne — z oczywistych przyczyn stanowią zagrożenie dla życia. Nie możemy być pomyleni z żołnierzem.

    Wielu „absolwentów” wojsk specjalnych, wywiadu itp. pisze podobne poradniki. Ich teksty są wynikiem bezpośrednich obserwacji ze stref wojny i klęsk humanitarnych. Często bywają oceniane jako „psychopatyczne”. W sytuacji walki o przetrwanie równość płci nie istnieje — i o tym również piszą. Zaznaczam: chodzi tu o lodowate, bezduszne kalkulowanie przetrwania.

    Poza przypadkami osób uzbrojonych i posiadających określone umiejętności, „zabieranie” ze sobą kobiet zmniejsza szanse na przetrwanie — szczególnie młodych i atrakcyjnych. W warunkach załamania systemu prawnego i anarchii kobieta staje się zasobem, dla którego pozyskania warto będzie zabić. Może to mieć sens także wtedy, gdy potraktujemy ją jako „zasób” do wymiany. Nie chodzi o „wyrzucanie kobiet do kosza”, lecz o świadomość konsekwencji ich obecności w takiej sytuacji.

    Można bez końca pisać o radach z „Poradnika bezpieczeństwa” i się przemądrzać. Jednak porady te rozpadają się w fundamentach z jednego istotnego powodu. Autorzy musieli poruszać się w granicach istniejącego prawa, aby przygotować nas na sytuację, która może być całkowitym bezprawiem skierowanym przeciwko nam. Nie ma tam nawet próby oswojenia odbiorcy z taką możliwością.

    W skrajnym kryzysie największym problemem nie będzie brak wody, opatrunków czy butów — lecz człowiek. W sytuacji skrajnych niedoborów rzeczy niezbędnych do życia w ludziach natychmiast uruchamiają się domyślne ustawienia mrocznej walki o przetrwanie z epoki paleolitu. Wtedy, oprócz latarki i bandaża, może się przydać zdolność do użycia brutalnej przemocy.

    Takie porady mogłyby się jednak pojawić w poradniku w ramach obowiązującego systemu prawnego — nawet karnego. Jak najbardziej. Nie pasowałyby do powszechnego, antyprzemocowego paradygmatu, ale do praworządności już tak. Nie chodzi o to, by każdy broniący domu miał kałacha. Chodzi o to, że zalecana w poradniku postawa to bierność lub symboliczne „obmachiwanie się torebką”. Najpierw jest cała lista zachowań biernych, po czym pojawia się hasło: „nie bądź bierny”.

    Zaleca się ucieczkę i chowanie się, a walkę dopiero po wyczerpaniu tych metod. Tymczasem instytucja obrony koniecznej nie wymusza takiej postawy. Mamy prawo się bronić i nie mamy obowiązku uciekać, bo bezprawie nie może stać ponad prawem.

    W poradniku nie ma żadnej jednoznacznej wskazówki dotyczącej sprawczego przeciwstawiania się zagrożeniu — a tylko ono bywa skuteczne. Nie ma nawet mowy o zabieraniu przy ewakuacji nieletalnych środków obrony. Czy wspomnienie o dostępnych bez zezwoleń środkach mogących pełnić funkcję obronną w domu na odludziu byłoby naprawdę zbyt wiele?

    Nie wspomina się też, że w czasie wojny czy poważnej klęski żywiołowej wielu cywilów staje się śmiertelnym zagrożeniem. Ani słowa. A opis zabezpieczania się przed tym i adekwatnego reagowania byłby zgodny z prawem — ale go nie ma.

    Ktoś może powiedzieć, że oczekiwanie takich treści w rządowym poradniku to oderwanie od rzeczywistości, naiwność i brak realizmu. Być może. Tyle że bez tego kluczowego elementu, w sytuacji skrajnego załamania systemu, porady z tej broszury rozpadają się w drobny mak — jak szyba samochodowa.

    * tytuł pochodzą od redakcji M24

    Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    Subskrybuj

    spot_imgspot_img

    Popularne

    Więcej w temacie
    Powiązane tematy

    Arktyczna kapitulacja: Czy Dania sprzedaje nasze bezpieczeństwo?

    Czy bierność Danii wobec prowokacji na Bałtyku i w Arktyce to nowa norma? Analizujemy, dlaczego bezpieczeństwo Grenlandii jest kluczowe dla NATO i dlaczego USA nie mogą odpuścić tego regionu Rosji.

    Zdemoralizowani: Ukryty koszt wschodniego konfliktu

    Wojna niszczy zasady i moralność. Czy Polska jest gotowa na powrót weteranów oraz przeniesienie brutalnych nawyków z frontu na nasze ulice? Analiza zagrożeń, o których wielu woli dzisiaj milczeć.

    Czytać von Clausewitza ze zrozumieniem.* Wyzbyć się tego, co „roi się w mętnej wyobraźni”.

    Strategia obronna Polski wymaga powrotu do realistycznych zasad, które formułował Clausewitz; tylko świadome przygotowanie państwa zapewnia skuteczną obronę na kluczowej wschodniej flance NATO.

    Polski nie stać na armię zawodową! Czas na pobór powszechny*

    Rosnące napięcia i brak wyszkolonych rezerw powodują, że powrót poboru znów staje się poważnym tematem. Czy państwo bez masowych rezerw może realnie się obronić? Dyskusja w Polsce gwałtownie przyspiesza.