Nie będę przepraszała za apostoła Pawła! Chrześcijaństwo „zwierzyną łowną”

    Date:

    Z Päivi Räsänen, byłą minister spraw wewnętrznych Finlandii, rozmawia Henryk Piec.

    14 listopada 2023 r., po czteroletniej batalii sądowej, Fiński Sąd Apelacyjny uniewinnił Panią od zarzutu szerzenia „mowy nienawiści”. Przypomnijmy naszym Czytelnikom, że opublikowała Pani w mediach społecznościowych fragment Listu do Rzymian, opisujący praktyki homoseksualne jako „haniebne”. Wpis był komentarzem do decyzji zwierzchników Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego w Finlandii, który w 2019 r. oficjalnie poparł inicjatywy LGBT oraz organizowaną przez ten ruch „Paradę Równości”. Dlaczego Kościół w Finlandii wspiera inicjatywy, które – w opinii wielu wiernych – podważają chrześcijańską wizję świata, a tym samym osłabiają fundamenty, na których sam się opiera?

    Zwierzchnicy Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego w ostatnich latach zdecydowali się publicznie wspierać wydarzenia organizowane przez ruch LGBT. Choć intencja ta bywa przedstawiana jako wyraz inkluzyjności i troski duszpasterskiej, wielu Finów odebrało to poparcie jako legitymizację postulatów ideologicznych tego środowiska. Uważam bowiem, że tzw. „Parady równości” nie są jedynie afirmacją godności ludzkiej ani wyłącznie obroną podstawowych praw człowieka. Jest to ruch o jasno określonych założeniach ideologicznych – dotyczących seksualności, rodziny, tożsamości, a nawet samej natury osoby ludzkiej.

    Czy zatem, Pani zdaniem, mamy do czynienia z przekroczeniem granicy między duszpasterstwem a zaangażowaniem politycznym Kościoła?

    Tak, ponieważ ruch LGBT posiada wyraźne ambicje polityczne oraz własny program, który jest aktywnie promowany w przestrzeni publicznej. Jego liderzy zwracają się do polityków różnych opcji, domagając się poparcia konkretnych postulatów legislacyjnych. Tymczasem zwierzchnicy mojego Kościoła, udzielając temu ruchowi wsparcia, zdają się nie dostrzegać poważnych napięć, jakie rodzi to w świetle chrześcijańskiej doktryny. W ten sposób ryzykują podważenie fundamentów nauki, która ma swoje źródło w Ewangelii. Chcę przy tym wyraźnie podkreślić, że moja krytyka nigdy nie była i nie jest wymierzona w konkretnych ludzi, posiadających niezbywalną godność i prawo do szacunku. Moja krytyka skierowana jest przeciwko określonej ideologii oraz postulatom, które – w moim głębokim przekonaniu – pozostają w sprzeczności z chrześcijańskim rozumieniem osoby ludzkiej i porządku moralnego.

    Zarzuty wobec pani dotyczyły wpisu w mediach społecznościowych z 2019 r., wypowiedzi w radiowej debacie z tego samego roku oraz treści broszury kościelnej z 2004 r., w której przedstawiła pani chrześcijańską wizję małżeństwa i rodziny. Warto podkreślić, że kwestionowana publikacja ukazała się niemal dwadzieścia lat przed wejściem w życie przepisów, na podstawie których wszczęto wobec pani postępowanie. Tymczasem klasyczna zasada prawa rzymskiego głosi, że prawo nie działa wstecz („lex prospicit, non respicit”). Trudno zatem zrozumieć, w jaki sposób organy ścigania uzasadniały takie działania. Jak wyjaśniali to śledczy?

    Rzeczywiście, broszura została opublikowana na długo przed wejściem w życie ustawy, na podstawie której postawiono mi zarzuty. Przepis dotyczący podżegania przeciwko grupie ludności został znowelizowany 13 maja 2011 r., kiedy to do katalogu chronionych grup dodano mniejszości seksualne i płciowe oraz wprowadzono kryterium „udostępniania publicznego”. Zarzuty odnoszące się do starszych publikacji uzasadniano twierdzeniem, że domniemane przestępstwo ma charakter ciągły, ponieważ zakwestionowane teksty pozostają nadal publicznie dostępne w internecie.

    Prokurator argumentował, że powinna pani przewidzieć, iż pani słowa mogą zostać odebrane jako obraźliwe, a zatem należało powstrzymać się od ich publicznego wypowiadania. Dokąd prowadzi takie rozumowanie? Przecież fakt, że ludzie przestają mówić, nie oznacza, że przestają myśleć.

    Prokurator twierdził, że powinnam była przewidzieć możliwość urażenia innych osób i dlatego powinnam była zachować milczenie. Taka logika budzi jednak poważne wątpliwości z punktu widzenia prawa. Wolność słowa – chroniona zarówno przez konstytucję, jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka – obejmuje nie tylko wypowiedzi powszechnie akceptowane, lecz także te, które mogą szokować, niepokoić lub obrażać część odbiorców. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wielokrotnie podkreślało, że demokratyczne społeczeństwo nie może opierać się na zasadzie subiektywnego „poczucia obrazy” jako kryterium ograniczania debaty publicznej. Jeśli bowiem każda wypowiedź potencjalnie uznana za obraźliwą miałaby zostać zakazana, prowadziłoby to do prewencyjnej cenzury i efektu mrożącego (chilling effect), w którym obywatele powstrzymują się od zabierania głosu z obawy przed możliwymi sankcjami. Uciszanie wypowiedzi nie zmienia przekonań ludzi – jedynie spycha je do sfery prywatnej, przechodzą do podziemia, rodząc frustrację zamiast otwartej i uczciwej debaty. Zdrowa demokracja wymaga pluralizmu poglądów oraz możliwości ich swobodnego wyrażania, zwłaszcza w kwestiach moralnych, religijnych i światopoglądowych, które z natury rzeczy budzą spory.

    W jednym z felietonów umieszczonych na naszym portalu napisaliśmy: „Nie chodzi o obronę nienawiści, przestępstw czy patologii. Chodzi o obronę przed sytuacją, w której państwo – albo, co gorsza, prywatni donosiciele – decydują o tym, co wolno, a czego nie wolno mówić. Historia uczy nas jednego: mechanizmy cenzury nigdy nie zatrzymują się na swoich ‘szlachetnych’ początkach”. Czy pani zdaniem nie znajdujemy się dziś – w Unii Europejskiej – właśnie na takim etapie owego „szlachetnego początku”?

    Podkreślam, że nie chodzi tu o obronę postaw pełnych pogardy, przemocy czy działań sprzecznych z prawem. Przedmiotem sporu jest zakres i sposób ochrony podstawowych wolności, które stanowią konstytutywny element demokratycznego państwa prawa, w szczególności wolności wypowiedzi oraz wolności religijnej. W sytuacji, gdy państwo – bądź podmioty prywatne działające w oparciu o jego regulacje – uzyskują kompetencję do arbitralnego określania dopuszczalnych granic debaty publicznej, dochodzi do istotnego przesunięcia równowagi między władzą publiczną a autonomią obywatela. Z perspektywy teorii prawa i doświadczeń historycznych mechanizmy cenzury rzadko pozostają ograniczone do wąsko zakreślonych, pierwotnie deklarowanych celów. Przeciwnie, mają one tendencję do stopniowej ekspansji, polegającej na rozszerzaniu katalogu chronionych dóbr oraz redefiniowaniu pojęć takich jak „szkoda” czy „obraza” w sposób coraz bardziej subiektywny. Proces ten sprzyja powstawaniu tzw. efektu mrożącego, w którym jednostki – obawiając się sankcji prawnych lub ostracyzmu społecznego – rezygnują z uczestnictwa w debacie publicznej. Z tego względu analiza aktualnych regulacji w Unii Europejskiej powinna uwzględniać nie tylko ich deklarowane cele ochronne, lecz także długofalowe konsekwencje dla pluralizmu światopoglądowego i jakości demokracji. Historia uczy nas bowiem, że ograniczenia wolności wprowadzane pod hasłem „szlachetnych intencji” często z czasem prowadzą do trwałego zawężenia przestrzeni debaty publicznej. Jest to fałszywa doga, która zaprowadzi nas do świata opisanego przez Orwella.

    Przez wiele lat była pani wielokrotnie przesłuchiwana i zmuszona do stawiennictwa przed sądami. Już sam ten fakt stanowi ogromne obciążenie psychiczne i życiowe. Czy nie jest to w istocie forma dotkliwej represji, która może wywoływać tzw. „efekt mrożący” wśród chrześcijan – poczucie, że lepiej pewnych rzeczy nie mówić, aby nie narażać się na wieloletnie postępowania, przesłuchania i koszty, nawet jeśli ostatecznie zapadnie wyrok uniewinniający?

    Postępowanie wobec mnie trwało niemal siedem lat i obejmowało długotrwałe przesłuchania policyjne oraz kilka etapów postępowań sądowych, szeroko relacjonowanych w fińskiej przestrzeni publicznej. W takich przypadkach sam ciężar procesu – niezależnie od jego ostatecznego wyniku – staje się formą kary, a zarazem sygnałem ostrzegawczym dla innych: tak może wyglądać konsekwencja skorzystania z wolności słowa. Jednocześnie od samego początku miałam głębokie przekonanie, że cały ten proces pozostaje w rękach Boga i ma swój sens oraz cel. Traktowałam tę drogę jako osobiste powołanie do wytrwania w wierze, obrony prawdy i świadczenia o wartościach, które uważam za fundamentalne, niezależnie od przeciwności. Z wdzięcznością przyjmuję fakt, że wiele osób podkreślało, iż ta sprawa skłoniła je do ponownego sięgnięcia po Biblię oraz do odważniejszego i bardziej otwartego wyznawania wiary. Źródłem ogromnej siły było dla mnie nieustanne wsparcie ze strony mojej rodziny, przyjaciół oraz znajomych. Jestem również głęboko wdzięczna organizacji ADF International* za profesjonalną i konsekwentną pomoc prawną.

    Powiedziała pani, że będzie bronić swojego „prawa do wyznawania wiary, aby nikt inny nie został pozbawiony prawa do wolności religijnej i wolności słowa”. Dodała również, że „moje wypowiedzi są legalne i nie powinny być cenzurowane” oraz że nie zamierza wycofać się ze swoich poglądów. „Nie dam się zmusić do ukrywania mojej wiary” — tak brzmiała pani deklaracja. Co musiało wydarzyć się w Finlandii i w Unii, by w ogóle pojawiła się potrzeba złożenia takiego oświadczenia?

    Obserwujemy przesunięcie, w którym wyrażanie tradycyjnych przekonań moralnych i religijnych coraz częściej bywa postrzegane nie jako udział w debacie publicznej, lecz jako przejaw wrogości. Zamiast rozróżniać niezgodę od dyskryminacji, władze w niektórych przypadkach zaczęły traktować pokojowe wyrażanie przekonań jako zagrożenie dla porządku publicznego. Ten rozwój wydarzeń wpisuje się w szerszy trend europejski: zawężanie przestrzeni dla poglądów wykraczających poza kulturowy mainstream, w połączeniu z narastającą presją społeczną i prawną.

    Wybitny polski filozof, dziś już nieżyjący, prof. Bogusław Wolniewicz, powiedział kiedyś, że w Unii Europejskiej jedynie chrześcijaństwo jest jak „zwierzyna łowna” — otwarcie ścigana przez wszystkich i na wszelkie sposoby. Czy, Pani zdaniem, profesor mylił się, czy trafnie zdiagnozował sytuację?

    Moim zdaniem prof. Wolniewicz postawił trafną diagnozę. Obserwujemy w UE tendencję do ograniczania wolności słowa i zaostrzania przepisów dotyczących tzw. mowy nienawiści, co w praktyce utrudnia wyrażanie poglądów zgodnych z wiarą chrześcijańską. Niestety, większość Parlamentu Europejskiego reprezentuje dziś stanowiska oddalające się od chrześcijańskiego rozumienia osoby ludzkiej — myślę tu m.in. o kwestiach małżeństwa, rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny, oraz ochrony życia. W tym kontekście można powiedzieć, że chrześcijańska wizja świata rzeczywiście stała się w UE „zwierzyną łowną”.

    Kardynał Gerhard Müller stwierdził kiedyś, że „homofobia jest intelektualnym oszustwem używanym do terroryzowania ludzi”. Czy podziela pani ten pogląd?

    Termin „homofobia” bywa nadużywany jako etykieta sugerująca chorobę psychiczną, której celem jest zdyskredytowanie osób popierających chrześcijańską wizję małżeństwa. Jednocześnie bywa wykorzystywany do ograniczania swobodnej, otwartej dyskusji. Zawsze zachęcałam, aby ludzie reagowali, gdy ten termin jest stosowany w taki sposób, ponieważ ogranicza on możliwość rzetelnego wyrażania poglądów zgodnych z wiarą i sumieniem.

    Polski parlament niedawno przyjął ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, tzw. ACTA 3, która daje możliwość blokowania „nielegalnych treści” w internecie, w tym tzw. „mowy nienawiści”. Prezydent RP zapowiedział już jej weto, podkreślając, że ustawa narusza fundamentalną wolność słowa. Co powiedziałaby pani posłom, którzy ją poparli? Warto zaznaczyć, że za ustawą głosowali zarówno liberałowie, jak i politycy lewicy, pokazując tym samym, że ograniczanie wolności słowa nie zna podziałów partyjnych.

    Na podstawie własnego doświadczenia zawsze zalecam najwyższą ostrożność wobec propozycji legislacyjnych, które ograniczają wolność słowa. Takie przepisy mogą wydawać się niewinne w założeniu, ale w praktyce niosą ze sobą ryzyko daleko idących konsekwencji, zarówno dla indywidualnej wolności, jak i dla całej debaty publicznej.

    Wielu ludzi sądzi, że regulacje dotyczące „mowy nienawiści” ich nie dotyczą. Czy jednak nie żyją w pewnej iluzji, przekonani, że ich to nie spotka — aż pewnego poranka policjant nie zapuka do ich drzwi?

    Jesienią 2019 roku byłam świadkiem zdarzenia, które trudno sobie wyobrazić, jakbym z dystansu oglądała film ze swoim udziałem. Siedziałam w małym pokoju przesłuchań na posterunku policji. Przy stole – na przeciwko mnie – siedział policjant z włosami spiętymi w kucyk, a między nami na blacie spoczywała Biblia. Pytał mnie o znaczenie wersetów z pierwszego rozdziału Listu do Rzymian, które cytowałam w moim tekście. Padały takie pytania jak: Co rozumiem przez grzech? Jakie jest przesłanie całego Listu do Rzymian, a zwłaszcza jego pierwszego rozdziału? Czy zgadzam się usunąć mój tekst w ciągu dwóch tygodni? Odpowiedziałam zdecydowanie: NIE. Identyfikuje się z nauczaniem Biblii niezależnie od ewentualnych konsekwencji. Siedziałam tam i zastanawiałam się co się takiego wydarzyło, bo przecież kilka lat wcześniej nadzorowałam tych policjantów, którzy teraz mnie przesłuchiwali. Jak mogło do tego dojść w Finlandii — kraju uważanym za wzorcowy przykład demokracji i państwa prawa? Czy naprawdę miałam stanąć przed sędzią, by bronić wiary opartej na Biblii? Tymczasem iluzja stała się rzeczywistością. Od samego początku jednak czułam, że ten proces znajduje się w rękach Boga i służy określonemu celowi — celowi, który wykracza poza moje własne zrozumienie i ludzki rachunek. Nie przeproszę za to, co napisał apostoł Paweł!

    Czy nie wydaje się pani, że dziś pojęcie „mowy nienawiści” coraz częściej pełni rolę pałki wymierzonej w przeciwników, stając się narzędziem do uciszania osób wyznających konserwatywne zasady?

    Moim zdaniem, w praktyce „mowa nienawiści” bywa stosowana wybiórczo. Choć formalnie ma chronić grupy wrażliwe przed realną krzywdą, coraz częściej służy do ograniczania swobody wypowiedzi tych, którzy bronią tradycyjnych, konserwatywnych, a nawet fundamentalnych wartości chrześcijańskich. To zjawisko pokazuje, jak łatwo dobre intencje prawa mogą zostać wykorzystane do kontrolowania debaty publicznej i uciszania osób myślących inaczej. Gdy prawo staje się pałką, wolność słowa przestaje istnieć.

    Dziękujemy za poświęcony nam czas.


    Nota redakcyjna: *ADF International to międzynarodowa organizacja prawna o charakterze chrześcijańskim i ideowym, zajmująca się obroną wolności religijnej, wolności słowa, prawa do życia, małżeństwa i rodziny. Działa na poziomie międzynarodowym, krajowym i w instytucjach globalnych, angażując się w sprawy prawne, polityczne i legislacyjne związane z tymi wartościami.

    I Rozdział Listu do Rzymian: Usprawiedliwienia potrzebują poganie. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi.

    Päivi Maria Räsänen: (ur. 19 grudnia 1959 w Sonkajärvi) – fińska lekarka i polityk, posłanka do Eduskunty i przewodnicząca Chrześcijańskich Demokratów, od 2011 do 2015 także minister spraw wewnętrznych. W 1984 uzyskała licencjat z zakresu medycyny. Pracowała jako lekarz w szpitalu w Riihimäki, prowadziła prywatną praktykę lekarską, a w latach 1992–1995 była lekarzem medycyny pracy dla pracowników administracji rządowej. W 1993 zasiadła w radzie miejskiej Riihimäki, w 1995 została deputowaną do Eduskunty. W 2004 stanęła na czele swojego ugrupowania – Chrześcijańskich Demokratów. W rządzie Jyrkiego Katainena 22 czerwca 2011 objęła stanowisko ministra spraw wewnętrznych. Pozostała na tym stanowisku również w utworzonym w 2014 gabinecie Alexandra Stubba. Zakończyła urzędowanie w 2015. W tym samym roku na funkcji przewodniczącej chadeków zastąpiła ją Sari Essayah. Od 1985 zamężna z pastorem Niilem Räsänenem, mają pięcioro dzieci.

    Henryk Piec
    Henryk Piec
    h.piec@merkuriusz24.pl

    Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    1 KOMENTARZ

    Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

    Subskrybuj

    spot_imgspot_img

    Popularne

    Więcej w temacie
    Powiązane tematy

    Z wolności słowa niewiele już pozostało! Dr Jürgen Todenhöfer przerywa milczenie

    Czy krytyka Netanjahu to w RFN przestępstwo? Jürgen Todenhöfer w mocnej rozmowie o przeszukaniach, procesach i upadku demokracji. „Z dawnej wolności słowa w Niemczech niewiele już dziś pozostało”.

    Państwo vs Obywatel: Chciał pomóc, niemal stracił wszystko. „System próbuje cię zgnieść”

    Sławomir Jakubowski przez 8 lat walczył z urzędniczym absurdem. Za przekazanie 82 opon na cele charytatywne naliczono mu 2 mln zł kary. Przeczytaj o dramatycznej walce w relacji Państwo vs Obywatel.

    Paweł Piekarczyk: Berlin marzy o resecie z Moskwą, a Postęp tonie w rzekach bzdur!

    Paweł Piekarczyk ostro o „higienie ducha”, sprawczości Trumpa i naiwności elit. Czy Ukraina to nasza tarcza, a Berlin tylko czeka, by znów karmić Kreml petrodolarami? Przeczytaj mocny wywiad!

    Bene naturs i kompleks niższości. Paweł Piekarczyk o iluzjach elektoratu i kłamstwach władzy

    Czy rządy Donalda Tuska to koniec państwa prawa? Paweł Piekarczyk w ostrych słowach analizuje kompleksy wyborców KO, uległość wobec Niemiec i zapowiada konieczność twardych rozliczeń.