Pamiętacie państwo, co pisałem wcześniej o naszych relacjach z sąsiadami zza miedzy, o Ukraińcach? No właśnie. Bo ja naprawdę od początku mówię jedno i to samo. Ja tam nic nie mam do tych, co tu przyjechali, zakasali rękawy, pracują, uczyć naszego języka (albo chociaż próbują, szacun!) szanują naszą tradycję prawo i obyczaje. Tacy ludzie są okej. I niech zostaną. Serio.
Ale jest też druga grupa. Ta od zasady: „daj, daj, daj, bo wojna”. Naginanie systemu, kombinowanie, zero wdzięczności, a pretensje jakbyśmy im byli coś winni do końca świata i o jeden dzień dłużej. Na tych to szlag mnie trafia, jak widzę tych „spryciarzy”. Wojna to tragedia, nikt nie przeczy, ale czy to jest przepustka do robienia z nas frajerów? Ukraińscy politycy to już w ogóle odlecieli w kosmos. Traktują Polskę jak bankomat z nielimitowanym debetem, a nas jak stado jeleni, co to wszystko łykną. My im serce na dłoni, czołgi, pomoc, a oni nam co? Fochy i pretensje. To nie Niemcy, co to 300 hełmów wysłali i udawali, że ratują świat. My daliśmy wszystko, a w zamian… no właśnie, sami widzicie. O korupcji tam to nawet nie wspomnę, bo to jest szczyt szczytów, Mount Everest kombinatorstwa! Unia patrzy, mruga okiem i udaje, że deszcz pada. Bo wojna, to wolno wszystko? Wolne żarty!
No i oczywiście jak o tym pisałem to od razu jesteś onucą, ruskim agentem i w ogóle zaraz Putina wyciągniesz spod łóżka.
I tu wchodzą Czechy. Całe na rozsądnie, patrzcie na nich. No normalnie sąsiedzi mi zaimponowali. Tam się nie patyczkują, krótka piłka, koniec taryfy ulgowej. Jeden wyskok, jedno poważne wykroczne i … deportacja. Ubezpieczenie zdrowotne płatne. Kontrola pracy prawdziwa, nie na papierze.. I co? I nagle ambasador Ukrainy lamentuje, że im się gospodarka zawali, że rynek pracy padnie… no klasyka gatunku! Narracja szantażu w czystej postaci. Jak tylko ktoś chce wprowadzić normalne zasady, to zaraz straszenie katastrofą. Jak państwo mówi „sprawdzam”, to słyszy: „bez nas sobie nie poradzicie”. To nie argument. To szantaż.
Czeski rząd powiedział wprost: gościnność to nie bezkarność. Gość ma prawa, ale ma też obowiązki. Pracujesz to legalnie. Jesteś to przestrzegasz prawa. Korzystasz z systemu to dokładasz się. Fundamenty. Nic nadzwyczajnego. Państwo zaczyna zachowywać się jak… państwo. Szok, wiem. I to jest to! U nas za to ciągle to samo głaskanie po głowach, przedłużanie ochrony w nieskończoność i udawanie, że nie ma problemu. A chaos rośnie, ludzie są wkurzeni, bo widzą, że państwo od własnego obywatela wymaga więcej niż od przyjezdnego. Czy to jest sprawiedliwe? No nie sądzę!
Co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Jak ja o tym piszę, to zaraz zlatują się „eksperci” i wyzywają mnie od ruskich onuc i szpiegów! To co teraz? Skoro Czechy stawiają granice, to też są „ruskimi onucami”? I czy naprawdę pomaganie musi oznaczać wieczne pobłażanie… czy może w końcu dorosłą rozmowę o zasadach? Ciekawe czy nasz rząd zerwie stosunki z Czechami, bo oni też są „onucami”, skoro chcą porządku? Czy może w końcu ktoś u nas przejrzy na oczy i zacznie działać jak państwo, a nie jak instytucja charytatywna bez dna?
* tytuły pochodzą od redakcji M24




