Prokuratura Krajowa oświadczyła, że nie ustalono nic na temat inwigilacji rodziny premiera Donalda Tuska, ten (nasze umiłowane Słońce Paru) dalej brnie w rozpoczętą narrację przekonując, że jego córka i żona były podsłuchiwane za pomocą systemu Pegasus. „Okazuje się, że PiS podsłuchiwał przy pomocy Pegasusa moją żonę i córkę –stwierdził wściekły premier Tusk. „Wnuczki i wnuków też, podpalaczu z Żoliborza?” – dopytywał wprost prezesa Kaczyńskiego – zaiste wzburzony – Donald Tusk. Szef rządu zaatakował również prezesa Trybunału Konstytucyjnego. „To on miał interesować się podsłuchanymi rozmowami moich najbliższych. Zaufany prokurator PiS Bogdan Święczkowski w nagrodę został prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Możliwe tylko w państwie Kaczyńskiego i Dudy” – puentował premier Tusk, ciskając w opozycję gromy. Sędzia Bogdan Święczkowski zapowiedział prywatny akt oskarżenia. Na pytanie czy odsłuchiwał rozmowy rejestrowane przez CBA odpowiedział, ironizując: „Tak, słuchałem wszystkiego, słuchałem wszystkich nagrań, siedziałem po prostu w gabinecie i miałem cały czas słuchawki na głowie”. Może i ironicznie, ale się (w końcu) przyznał…
Dlaczego zatem Donald Tusk powtarza te bzdury, skoro jego własna prokuratura te rewelacje stanowczo zdementowała? Był taki polityk (postać już jak najbardziej historyczna), który miał zwyczaj mawiać, że kłamstwo sto razy powtarzane – w końcu staje się prawdą i – a to już moje – lata sobie swobodnie po świcie, zaglądając w każdy kąt, mówiąc „dzień dobry” każdej napotkanej osobie. „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”, „PiS inwigilowało moją żonę i córkę”. I co teraz z tego felietonu nasz czytelnik zapamięta, o pardonne – nie o naszego czytelnika tutaj chodzi, bo ten doskonale wie, po której strone smaruje się kromkę masłem. Tutaj chodzi o twardy elektorat KO, który karmi się takimi newsami, jak 100-letnie – a wygłodniałe – karpie w Parku Wilanowskim. Jak to działa w praktyce? Mały przykład, po którym o mało co nie spadłem z krzesła. Niedawno dwóch samorządowców zostało zatrzymanych przez CBA. Warto też dodać, że są to politycy kojarzeni z obecnym obozem władzy. A jak wyglądał komentarz dziennikarza jednej z różowych gazet: „CBA zatrzymało dwóch samorządowców z Nowego Sącza, którzy należą do obozu politycznego, konkurencyjnego wobec PiS”. Można? Można! Uśmiałem się do łez szczerze i prawdziwie, aż mięsień piwny wpadł w niepohamowany rezonans.
Co tam zapewniania prokuratury – liczy się przekaz dnia. „Jeden dzień wystarczył, by pisowska linia w sprawie Pegasusa runęła w gruzach. Brutalna, bezduszna, poza prawem i wszelkimi granicami moralnymi inwigilacja rodzin ich przeciwników politycznych” — ocenił w europoseł Krzysztof Brejza z KO. Wtóruje mu Marcin Kierwińsk ps. Pogłos: „Informacje o podsłuchach u najbliższej rodziny Donalda Tuska dewastują narrację PiS o tym, że Pegasus służył do walki z przestępcami. Nie, to było narzędzie systemowej walki z opozycją. Stosowanej bez żadnych hamulców” — napisał szef resortu spraw wewnętrznych. Do chóru oburzonych dołączyli dziennikarze głównego nurtu (czyta woda): „To mówicie w PiS, że Pegasus miał pomagać ścigać groźnych przestępców i terrorystów? Bardzo ciekawe, jaką to groźną dla państwa działalnością zajmowała się córka premiera Katarzyna Tusk-Cudna, która jest na liście pokrzywdzonych w sprawie Pegasua? Skandal level hard” — napisał Renata Grochal.
I najciekawsze pytanie zdała na końcu red. Grochal. Osobiście zakładam, że p. Kataryna Cudna zd. Tusk znalazła się w sprawie przez przypadek, ot zadzwoniła pod numer będący w zainteresowaniu służb specjalnych. Ale istnieje również druga możliwość – że wcale to nie był przypadek. I może właśnie to wprowadziło naszego umiłowanego premiera w stan wrzenia, a red. Grochal w stan ujmującego zaciekawienia.






