Pioruny śpiewają kolędy! Czego (nie)uczy się Kościół?

    Date:

    Lubię kolędy. Naprawdę. Sam głosu pozbawiony – lubię posłuchać, zwłaszcza gdy kolędowanie odbywa się w przepięknych wnętrzach starych katedr, które mają w sobie coś z cichego cudu: echo minionych czasów, zapach kadzidła, mrok przełamany światłem świec. W tym roku nagrania „Wielkiego Kolędowania z Polsatem” odbyły się w niezwykłym miejscu – Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej, które od ponad pięciu wieków stanowi duchowe serce miasta. Najpiękniejsze polskie kolędy usłyszymy w wykonaniu m.in.: Beaty Kozidrak, Małgorzaty Walewskiej, Kayah, Natalii Szroeder, Sebastiana Karpiela-Bułecki, Ralpha Kaminskiego i Żanety Lubery. Artyści mają przenieść nas w krainę wielkiej tajemnicy, kiedy to na świat przyszedł nasz Pan i Zbawiciel – bezbronne dziecko. Wszystko pięknie, wszystko składa się w całość… aż do momentu, w którym włącza się człowiekowi jakaś czerwona lampka, coś między zębami zaczyna chrupać, jakby zażył garść drobnego żwiru.

    I teraz, proszę Państwa, chwila na – to z czego słynę – „czepialstwo”. Nie będę brał na wokandę każdego nazwiska, bo niektóre nic mi nie mówią i nie mam ambicji komentowania wszystkiego, co się rusza i śpiewa. Ale pewne twarze – owszem – znamy wszyscy. I znamy również ich publiczne deklaracje, które z Ewangelią mają mniej wspólnego niż głośniki na sylwestrowej domówce z ciszą nocną. Artyści mają prawo do swoich poglądów – rzecz jasna! Mają też prawo je głosić. Nie o nich jest jednak ten felieton.

    Ten komentarz jest o księżach – o tych, którzy z niepojętą beztroską kładą głowę pod medialny topór, jakby była to deska do krojenia, a nie kwestia powagi instytucji, którą reprezentują. Bo o ile celebryta zaśpiewa, wzruszy się na pokaz, zgarnie honorarium i wróci do swojej prywatnej narracji, że aborcja jest OK, o tyle Kościół zostaje z ważkim pytaniem, którego nie da się zamieść pod dywan: czy my się jeszcze traktujemy poważnie czy jest to już komedia ewidentnie półśmieszna?

    Jak można wymagać, by wierni z przekonaniem słuchali nauczania o prawdzie, jeśli ta sama przestrzeń sakralna, w której ta prawda jest głoszona, zamienia się następnie w scenę dla osób, które tę prawdę publicznie kontestują? Jak wytłumaczyć logicznie, że ksiądz w niedziele mówi z ambony o wartościach, a w poniedziałek – w tym samym miejscu – pojawia się widowisko, w którym biorą udział osoby te wartości publicznie podważające?

    Jest w tym jakiś rodzaj wewnętrznego chaosu, który daje do zrozumienia jedno: Kościół nie tyle stracił wyczucie, ile zwyczajnie wypuścił je z rąk i pozwolił mu odfrunąć na nieznane wody. Jeśli dom Boży staje się przestrzenią na wynajem – bez względu na to, kto i z jakim życiorysem wchodzi na scenę – to trudno oczekiwać, by ludzie traktowali tę instytucję jak opokę. Opoka, gdy zaczyna się kruszyć, nie traci od razu całej struktury – ale pęknięcia ewidentnie widać.

    I oto mamy kolejne takie pęknięcie: piękne wnętrze, piękne kolędy, piękne stroje… i zupełny brak refleksji, czy świętość miejsca nadal zobowiązuje. Może i transmitowane widowisko przyniesie oglądalność. Może i rozgrzeje serca widzów. Ale wrażenia, że Kościół sam strzela sobie w stopę, nie przykryje nawet najpiękniejsze „Lulajże, Jezuniu”.

    I tu dochodzimy do sedna: nie chodzi o kolędy. Chodzi o konsekwencję. Bo od instytucji, która sama siebie nazywa Strażnikiem Prawdy, powinno się chyba oczekiwać odrobiny… logiki, a przy okazji dobrze byłoby, by była połączona z konsekwencją. Choćby tyle, by sacrum nie było dekoracją dla niektórych osób.

    Strzela mnie w kościach (znaczy, że jestem przekonany), iż piszę na wiatr, bo jeszcze nie tak dawno pani Barbara Kudrej-Szatan otrzymała „baty” dosłownie za to samo. Na jednej ręce piorun, na drugiej mały Jezus… Co się wówczas działo? Internauci nie kryli oburzenia zachowaniem celebrytki.

    „Twoja hipokryzja nie zna granic. Totalna obłuda, zakłamanie, fałsz” – pisał jeden z nich.
    „Ja Pani życzę dostrzeżenia błędów logicznych w rozumowaniu i przyjęcia życia, które daje Chrystus, zupełnie poważnie bez zgryźliwości” – komentował inny.
    Jeszcze inny komentujący pytał: „Za pieniądze pani grała czy tak z przekonań? A ta błyskawica wcześniej to też za pieniądze czy z przekonań?”
    „Miła Pani i wszystkie Panie z Błyskawicami. Ja również życzę spokoju, poczucia bezpieczeństwa, radości, zdrowia, kontaktu z drugim człowiekiem bez strachu – dzieciom poczętym. Także Waszym dzieciom. Żeby nie musiały bać się błyskawic” – czytamy w innym wpisie.
    „Bóg się rodzi z każdym człowiekiem. Niech się Pani zastanowi i dokona wyboru, bo nie można służyć Bogu i mamonie” – ocenił inny internauta.
    „Rozumiem, że doświadczyła Pani nawrócenia? Jeżeli tak – to cudowna nowina! Natomiast jeżeli nie, to dlaczego jest Pani hipokrytką i stoi przy ołtarzu w świątyni Boga dawcy życia?” – pytał kolejny.

    Podkreślam, nie wymagajmy zbyt wiele od celebrytów i aktorów… Oni mają swoją – pokręconą – logikę (chociaż nie wszyscy). Od księży wymagałby jednak, aby łączyli dwie kropki. Wiem, to nie jest zadanie łatwe, ale nikt nie powiedział, że życie (zwłaszcza księdza) będzie łatwe…

    Konrad Dziecielski
    Konrad Dziecielski
    k.dziecielski@merkuriusz24.pl

    Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

    Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

    Subskrybuj

    spot_imgspot_img

    Popularne

    Więcej w temacie
    Powiązane tematy

    Wolność słowa nie znika nagle! Nie wolno nam się bać

    Fińska minister Päivi Räsänen ostrzega w Kongresie USA: wolność słowa w Europie zanika stopniowo. Poznaj historię siedmioletniego procesu za cytat z Biblii i dowiedz się, dlaczego nie wolno nam się bać.

    Co się (nie)wydarzyło w Kielnie? Rozważania o etosie nauczyciela

    Szokujące oskarżenia i walka o prawdę! Czy w Kielnie naprawdę znieważono święty symbol? To nie tylko tekst o incydencie, to krzyk o etos nauczyciela i szacunek, który winni jesteśmy Mistrzom.

    Biskup Chomyszyn przestrzegał przed nacjonalizmem. Patron pojednania*

    28 grudnia wspominamy bł. Grzegorza Chomyszyna – greckokatolickiego biskupa, który miał odwagę potępić zbrodnie UPA i nacjonalizm. Poznaj historię niezłomnego pasterza, zamęczonego przez NKWD za wierność wartościom.

    Światło, które nie gaśnie: Refleksja na Boże Narodzenie

    Prawdziwa siła tkwi w trwałych wartościach. Niech te Święta będą czasem powrotu do tego, co w życiu najważniejsze: wiary, rodziny i troski o Ojczyznę. Bożonarodzeniowe słowo od redakcji.