To wcale nie była łatwa sprawa. Spośród żyjących w tamtym czasie tylko dzieci, młodzież i młodzi dorośli nie pamiętali lat wojennych. Pozostali wiedzieli, widzieli, nie zapomnieli – jakie piekło zgotowali ludziom niemieccy zbrodniarze.
Wybaczyć im i jeszcze prosić o wybaczenie? Niewyobrażalne!
To nie koniec. Polacy nie byli panami we własnym domu. Krajem rządziły moskiewskie pachołki, które 10 lat wcześniej podniosły rękę na Prymasa i więziły tego, który dla Polaków był duchowym ojcem. A jego sekretarza, biskupa Antoniego Baraniaka, torturowały, głodziły i poniżały, by zmusić do fałszywych zeznań, kompromitujących Stefana Wyszyńskiego.
Teraz obserwowały obrady Soboru Watykańskiego II i w napięciu czekały na jakikolwiek pretekst. Bo o niczym tak nie marzyły, jak o rozpętaniu w przeddzień Millenium antykościelnej histerii.
A tu proszę – polscy biskupi na tacy dają im pretekst w czystej postaci!
Za granicą na Odrze też nic – na ziemi ani na niebie – nie sprzyjało wybaczeniu i pojednaniu. Wręcz przeciwnie. Przeciętny Niemiec 20 lat po wojnie… nie poczuwał się do żadnej odpowiedzialności za nią. Uważał, że co miało być rozliczone, zostało rozliczone w Norymberdze. I wierzył bezwzględnie politycznym przywódcom i własnym przekonaniom – że wojnę rozpętała wąska grupa nazistów, a wykonawcy ich postanowień byli bezbronni i bezsilni wobec rozkazów przełożonych.
Na tym nie koniec. Przeciętny Niemiec żywił głęboką niechęć do Polaków, ponieważ obarczył ich winą za zmiany powojennych granic i los „wypędzonych”. 12 mln osób, które musiały opuścić swoje domy, zasiliło głównie elektorat CDU, partii rządzącej w RFN od 1963 r. Chadecy współpracowali ściśle z Kościołem w Niemczech, bo ich politycznym celem była asymilacja przesiedlonych z Europy Środkowo–Wschodniej.
Przeciętnemu Niemcowi zatem daleko, bardzo daleko, było do pogodzenia się z granicą na Odrze i Nysie. A jeszcze dalej – do dialogu z tymi, których oni sami i ich ojcowie i matki katowali w Palmirach, Auschwitz i w „obozie na Przemysłowej”.
Pod niemieckim niebem nikt nie czekał na ten list, pod polskim – czekał na niego Gomułka z ekipą, aby uderzyć w kler. A polskie społeczeństwo, umęczone biedą i zniewoleniem, czekało na obchody Tysiąclecia Chrztu Polski i próbowało żyć pod komunistycznym butem.
Czy można wyobrazić sobie gorszy moment i mniej sprzyjające okoliczności?
Tam, gdzie kończy się ludzka wyobraźnia, wkracza Bóg. Z rozmachem i mocą.
Próba pojednania musiała się wydarzyć. Pomimo polityki i polityków, i ich ziemskich argumentów. Pomimo kontrowersyjnych interesów tych, którzy zarządzali pamięcią narodu winnego zbrodni II wojny światowej. Musiała się wydarzyć – z powodu Chrystusa i Jego Ewangelii, i dlatego, że polski episkopat przygotowując się do Millenium, przeżył Wielką Nowennę. I wiedział, że zanim Bogu powie „dziękuję” – musi pojednać się ze swoim bratem… Z najtrudniejszym z wszystkich swoich braci.
Orędzie polskich biskupów poprzedziło „Memorandum Wschodnie” niemieckiego Kościoła Ewangelickiego. To tam zamieszczono pojednawczy przekaz: wypędzeni Niemcy cierpią, ale Polacy, wyrzuceni ze swoich domów na Kresach, mają prawo żyć na ziemiach odzyskanych w pokoju i spokoju.
Potem polscy biskupi, w ramach soboru, przygotowali około 50 listów do episkopatów wielu krajów, zapraszając na obchody Millenium. Oczywiście nic nie odbiło się tak wielkim echem, jak orędzie skierowane do Niemców. Znaczące, że to naród ofiar pierwszy wyciągnął rękę do narodu katów.
I znaczące, że odpowiedź, czyli list niemieckich biskupów z 5 grudnia 1965 roku, wcale nie była uściskiem po bratersku wyciągniętej ręki… Rozczarowała polskich hierarchów i sporą część społeczeństwa. Gomułka szalał z radości. W szkołach polskich uczniowie musieli uczestniczyć w lekcjach, w ramach których wyjaśniano im zdradę Kościoła.
Zło szczerzyło zęby w diabelskim uśmiechu…
Czasem tak jest, że człowiek okazuje się niezdolny, by przyjąć rozmach i moc Boga. Bo jego ludzkie sprawy są za małe, za ciasne, za płytkie. Wtedy Bóg daje czas…
Tyle czasu, ile trzeba.
Aby dobro mogło jednak wziąć górę.
Rok 2020. Episkopat Niemiec ogłasza list „Biskupi niemieccy podczas drugiej wojny światowej”. Padają słowa prawdy. O wojennym społeczeństwie Niemców, o korzyściach z pracowników przymusowych, o mordach i wywózkach. O cierpieniu polskich ofiar. I o wstydzie.
Ziarno, zasiane kilkadziesiąt lat temu, zaczyna przynosić owoc…
*Artykuł został opublikowany na łamach czasopisma Nasze Słowo.






