Złom, którego nikt nie chciał… a jednak walczył! Cena niewdzięczności!

Date:

Jeszcze trzy lata temu Polska była przedstawiana jako państwo, które w krytycznym momencie otworzyło swoje magazyny wojskowe, aby umożliwić Ukrainie dalszą walkę z rosyjską agresją. Przekazywane czołgi, transportery opancerzone, armatohaubice Krab, amunicja czy części zamienne trafiały na front w czasie, gdy zachodni partnerzy dopiero debatowali nad zakresem własnej pomocy. Dziś coraz częściej słychać jednak zupełnie inną narrację. W ukraińskiej przestrzeni medialnej pojawiają się opinie, że Polska przekazywała sprzęt wyeksploatowany, wymagający kosztownych napraw, a nawet pozbawiony podstawowych podzespołów. W jednym z programów telewizyjnych ukraiński rozmówca stwierdził wręcz, że część czołgów miała trafiać na Ukrainę bez silników lub w stanie wymagającym gruntownego remontu.

Takie wypowiedzi budzą zrozumiałe emocje. Nie dlatego, że krytyka jakości sprzętu wojskowego jest sama w sobie czymś niezwykłym – wojna zawsze brutalnie weryfikuje stan techniczny uzbrojenia – lecz dlatego, że stoją w wyraźnej sprzeczności z faktami znanymi z pierwszych miesięcy konfliktu. Jeżeli przekazywany sprzęt rzeczywiście był jedynie „złomem”, nasuwa się proste pytanie: dlaczego strona ukraińska go przyjmowała? Dlaczego był wprowadzany do jednostek, remontowany i kierowany na front? W warunkach wojny każda godzina ma znaczenie, a logistyka pochłania ogromne zasoby. Żadna armia nie poświęca czasu i ludzi na odbieranie uzbrojenia, które z góry uznaje za całkowicie bezużyteczne.

Nie oznacza to oczywiście, że cały sprzęt przekazywany przez Polskę był fabrycznie nowy. Byłoby to nierealistyczne oczekiwanie. Większość państw udzielających pomocy wojskowej przekazywała wyposażenie znajdujące się wcześniej na uzbrojeniu własnych armii. Część wymagała przeglądów, część remontów, a część dostosowania do warunków eksploatacji. Tak wygląda praktyka funkcjonowania sił zbrojnych na całym świecie. Istotne jest jednak rozróżnienie pomiędzy sprzętem używanym, lecz posiadającym wartość bojową, a sprzętem faktycznie nienadającym się do wykorzystania.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej dyskusji, który w medialnych komentarzach bywa pomijany. Przekazanie sprzętu wojskowego nie jest jednostronnym aktem polegającym na „pozbyciu się” uzbrojenia przez darczyńcę. Każda dostawa była uzgadniana przez obie strony, a odbiorca miał możliwość oceny jej przydatności oraz podjęcia decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu oferowanego wyposażenia. Gdyby przekazywany przez Polskę sprzęt rzeczywiście przedstawiał wyłącznie wartość złomu, najbardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby po prostu ich nie przyjmować. Tymczasem sprzęt był odbierany, włączany do systemu logistycznego, naprawiany w zakresie typowym dla uzbrojenia używanego i kierowany do jednostek walczących na froncie. Sam fakt jego wykorzystania stanowi najlepszy dowód, że posiadał realną wartość bojową.

Nie można również pomijać kontekstu, w jakim zapadały decyzje o przekazywaniu uzbrojenia. Wiosną 2022 roku Ukraina potrzebowała przede wszystkim czasu. Każdy sprawny czołg, armata czy transporter zwiększał jej zdolność do prowadzenia działań obronnych. Polska była jednym z nielicznych państw gotowych przekazać ciężki sprzęt natychmiast, zanim ruszyły wielomiesięczne programy dostaw uzbrojenia z innych krajów NATO. W tamtym momencie priorytetem nie było zastąpienie starszych konstrukcji najnowszymi systemami, lecz zapewnienie Ukrainie środków pozwalających utrzymać ciągłość walki.

Dzisiaj, z perspektywy kilku lat wojny, łatwo formułować uproszczone oceny i budować narrację o „złomie opróżniającym magazyny”. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądałaby sytuacja na froncie, gdyby tej pomocy w ogóle nie było. Właśnie dlatego ocena polskiego wsparcia powinna opierać się na faktach, rzeczywistej wartości bojowej przekazanego uzbrojenia oraz okolicznościach, w których podejmowano decyzje, a nie wyłącznie na pojedynczych, często emocjonalnych wypowiedziach pojawiających się w przestrzeni medialnej.

O opinie poprosiliśmy pana prof. Romualda Szeremietiewa – byłego ministra obrony narodowej, wieloletniego wykładowcy akademickiego oraz uznanego eksperta w dziedzinie bezpieczeństwa państwa i spraw wojskowych. Naszego Komentatora.  Trudno znaleźć w Polsce osobę o równie bogatym doświadczeniu, łączącym praktykę kierowania resortem obrony z wieloletnią działalnością naukową i publicystyczną poświęconą strategii, obronności oraz funkcjonowaniu Sił Zbrojnych RP. Niezależnie od bieżących sporów politycznych, jego dorobek i kompetencje w zakresie analiz wojskowych pozostają niekwestionowane. Z tego względu przedstawiony materiał warto potraktować jako głos eksperta, który od dziesięcioleci zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego i potrafi spojrzeć na współczesne wydarzenia zarówno przez pryzmat doświadczeń historycznych, jak i realiów współczesnego pola walki.

szeremietiew
Profesor Romuald Szeremietiew

Między emocjami a wojskową rzeczywistością

Przekazanie przez Polskę broni napadniętej Ukrainie jest dziwacznie tłumaczone. Słyszymy, że ta broń była „stara” więc Polska robiła świetny interes! Polska przekazała uzbrojenie jakie Wojsko Polskie miało w spadku po „ludowym” WP: czołgi -T, BWP-y, śmigłowce Mi, samoloty Mig. Czy to oznacza, że to był złom? Jednak nie, to było uzbrojenie zwykle po modernizacjach, np. czołg PT-91 był/jest dużo lepszy od sowieckiego odpowiednika i mówią o tym ukraińscy czołgiści, którzy nie tak dawno używali sowieckich T-72 i przesiedli się na polskie PT-91. I druga bardzo ważna okoliczność – ukraińscy żołnierze mogli niejako z marszu przesiadać się na dostarczony z Polski sprzęt, nie trzeba było ich dodatkowo szkolić, jak to było w przypadku dostaw uzbrojenia zachodniego. A wtedy liczył się też czas – im prędzej można było ruszyć na front z dostarczonym uzbrojeniem tym lepiej. Uzbrojenie posowieckie WP z czasem trafiłoby na złom, ale nie oznacza to, że w momencie przekazywania na Ukrainę było złomem.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

„Krzyk, którego nie udało się zagłuszyć”. Gdynia oddała głos ofiarom Wołynia!

Trójmiasto oddało hołd ofiarom Krwawej Niedzieli. Pierwszy Marsz Wołyński w Gdyni przyniósł wstrząsające relacje świadków i głośne żądanie prawdy oraz ekshumacji. „Wołyń wciąż woła o pamięć”.

Między Moskwą a Kijowem. Polska nie musi wybierać historycznego kłamstwa!

Stosunki polsko-ukraińskie są napięte do granic możliwości. A jednak...

Od partnera do bankomatu. Najdroższa naiwność Europy? Polska polityka wobec Ukrainy.

Oddajemy rakiety, a podziękowania płyną do Berlina. Polska polityka zagraniczna wciąż wierzy w romantyczne gesty, podczas gdy inni twardo negocjują. Kiedy wreszcie zaczniemy wymagać?

Między Berlinem, Moskwą i Waszyngtonem. Ukraina po raz trzeci!

Ukraina odrzuca Polskę i wybiera innych patronów. Nadchodzi Pax Ucrainica – gra Berlina i USA, w której Kijów zyska ochronę, ale straci podmiotowość gospodarczą. Czy Warszawa wyciągnie wnioski?