Via Partenope – perła Neapolu!

Date:

Jako się rzekło, że Neapol potrafi pozytywnie zaskoczyć, słowa należy dotrzymać. Skoro było o śmieciach, które zdają się tu nie tyle wypadkiem przy pracy, ile integralną częścią miejskiego krajobrazu, pora na zmianę dekoracji. Będzie o miejscu, gdzie śmieci nie ma. Magia! Ani nawet podejrzanego papierka, który mógłby zakłócić błogi obrazek. Ale uwaga: żeby dotrzeć do tej enklawy porządku, trzeba najpierw przedrzeć się przez morze nieczystości. Neapol, jak widać, lubi stawiać warunki.

Mowa o Via Partenope, jednym z najpiękniejszych spacerowych odcinków miasta, biegnącym wzdłuż Zatoki Neapolitańskiej. Morze, słońce, Wezuwiusz na horyzoncie, a do tego elegancka zabudowa, restauracyjne ogródki i promenada, po której człowiek może chodzić bez konieczności nieustannego lustrowania chodnika. Wdepnie czy nie wdepnie?  Nie, tu nie musi wykonywać żadnego slalomu. Czysto, czysto, czysto. Aż szok. Zwłaszcza gdy pamięta się, co oglądało się jeszcze przed chwilą: worki ze śmieciami, porzucone opakowania i miejską codzienność, w której estetyka najwyraźniej przegrała z przyzwyczajeniem przywiezionym z innych krajów.

I oto zagadka: jak to możliwe, że w jednym mieście porządek potrafi sąsiadować z takim bałaganem? Czy wystarczy morze, widok na Wezuwiusza i kilka eleganckich hoteli, by śmieci nagle przestały istnieć? Najwyraźniej można. Przynajmniej na pewnym odcinku.

Dlatego mam dla odwiedzających Neapol radę praktyczną. Przylecieć w piękny, słoneczny dzień, nie tracić pierwszych godzin na bezładne włóczenie się po mieście, lecz dać się zawieźć prosto na Via Partenope. Najlepiej o zachodzie słońca. Wtedy zatoka nabiera złotych barw, Wezuwiusz wygląda jak pocztówkowa dekoracja, a Neapol pokazuje twarz, którą chciałoby się zapamiętać. O śmieciach można na chwilę zapomnieć. Choć, rzecz jasna, nie należy mylić pięknego widoku z rozwiązanym problemem.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto wybrać się na Via Partenope pod wieczór. Kobiety. Południowa uroda jest tu ewidentnie nad reprezentowana, a spacer promenadą przypomina chwilami rewię mody. Jedne panie wyglądają, jakby wybierały się na dyskotekę, inne jakby z niej właśnie wracały, ale wszystkie zdają się doskonale wiedzieć, że ulica jest również wybiegiem, targiem próżności, jakże miłym dla męskiego oka. Starannie ułożone włosy, makijaż, dopracowane spódnice, obcasy i… pewność siebie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zwykłe wyjście z domu urasta tu do rangi małego wydarzenia towarzyskiego. Oczywiście, nie przesadzajmy z zachwytami. Piękne, owszem, ale żeby zaraz piękniejsze od Polek? Never! Proszę takich błędnych wniosków nawet nie próbować wyciągać. Przeszło mi przez myśl, że tutaj feministki (na całe szczęście) muszą być słabo zorganizowane.

Z mężczyznami sprawa przedstawia się (nazwijmy to delikatnie) nieco inaczej. Wielu wygląda, jakby przed wyjściem z domu postanowiło jeszcze coś do siebie dodać: trochę pomadki, trochę biżuterii, nieco zbyt obcisłego ubrania, a przede wszystkim solidną porcję perfum. Efekt bywa taki, że zanim delikwenta zobaczymy, już wiemy, że nadchodzi. Zapach wyprzedza właściciela o kilka metrów i nie zamierza nikogo przepraszać. Przypomina mi się złośliwa uwaga Magdy Villain (naszej uroczej felietonistki), że tak intensywnych perfum używają poganiacze wielbłądów, żeby zabić wyrazisty zapach…wielbłądów. Nie ręczę za zoologiczną prawdziwość tej teorii, ale jako komentarz do niektórych męskich ambicji zapachowych sprawdza się znakomicie. Nie oznacza to, że mężczyźni nie powinni dbać o siebie. Powinni! Ale istnieje cienika czerwona linia, po przekroczeniu której pojawia się uzasadnione podejrzenie, że mężczyzna może należeć do kręgu znajomych panów Biedronia lub Śmiszka (jakże lubię się wyzłośliwiać) .

W rezultacie Via Partenope oferuje nie tylko widok na zatokę i Wezuwiusza, lecz także bezpłatny spektakl obyczajowy. Kobiety prezentują się tak, jakby cały świat miał na nie patrzeć. Mężczyźni — jakby za wszelką cenę chcieli dopilnować, żeby świat nie mógł ich przeoczyć. Różnica subtelna, ale zasadnicza. A wszystko to na tle morza, które – na szczęście – owiewa nas przyjemną śródziemnomorską bryzą.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Miasto, które zachowało twarze umarłych!

Najpierw jest światło. Potem schody. Na końcu schodów zaczyna...

Pod Neapolem ziemia pamięta!

Do katakumb schodzi się z kaplicy. Nad głową pozostaje...

Neapol, miasto ze śmieci!

„Można pisać i malować, ile się chce, ale to...

Miasto pod powierzchnią czasu. Stambuł, czyli Konstantynopol!

Są miasta, które zwiedza się wzrokiem. I są takie,...