Kto obroni polskich marynarzy? Bez marynarzy nie będzie polskiej bandery!

Date:

W minionym tygodniu ustawa o nowelizacji podatku tonażowego – nazwana ustawą o stworzeniu warunków do eksploatacji statków pod polską banderą – trafiła do Senatu. Ustawa ta rozszerza zakres podatku tonażowego a także wprowadza zerowy PIT dla marynarzy pracujących na statku pod polską (unijną) banderą. Stowarzyszenie Specjalistów Branży Morskiej zgłosiło poprawkę zerowego PIT również dla marynarzy zatrudnionych przez armatorów unijnych, niezależnie od bandery. Niestety połączone komisje senackie budżetu i infrastruktury, kierując się negatywną opinią MI, poprawki nie przyjęły. Minister argumentował, że ustawa dotyczy wsparcia polskiej bandery, więc nie może obejmować marynarzy pracujących pod innymi banderami. Problem w tym, że wpływ zerowego PIT-u dla marynarzy, na odbudowę polskiej bandery, jest żaden lub tak mikroskopijny, że nieistotny. Natomiast jest bardzo istotny dla utrzymania przy życiu zawodu marynarza w Polsce. Nasi sąsiedzi Niemcy pozbyli się u siebie zawodu marynarza właśnie z powodu podatków.

Zgłoszona poprawka niczego nie odbierała tworzeniu warunków do odbudowy morskiej floty i nie osłabiała zachęty do ich rejestrowania w Polsce. Nie wpływała na decyzję o wyborze bandery, bo tej decyzji nie podejmuje marynarz tylko armator. Natomiast dla samych marynarzy, zerowy PIT – wprowadzony tam, gdzie nie ma pracy a tam gdzie jest praca – niewprowadzony, znaczy wiele. Co więcej jest bardzo istotny dla utrzymania przy życiu tego zawodu w Polsce (btw nasi sąsiedzi Niemcy pozbyli się u siebie zawodu marynarza właśnie przez podatki).

W sprawie zerowego PIT-u są trzy sprawy, których zarówno MI jak i MF zdają się nie dostrzegać. Te sprawy to: nierówne traktowanie, wyrównanie warunków konkurencji oraz utrzymanie zawodu marynarza w Polsce.

Zacznijmy od nierównego traktowania. Wyobraźmy sobie dwóch polskich marynarzy. Jeden pracuje u armatora unijnego na statku pod banderą polską (unijną). Drugi pracuje u tego samego armatora, ale na statku pod banderą obcą (poza unijną). Pierwszy będzie korzystał z wprowadzonego zwolnienia podatkowego a drugi nie będzie korzystał. Obydwaj są obywatelami polskimi, obydwaj pracują dla tego samego pracodawcy unijnego, obydwaj wykonują ten sam zawód na tym samym żeglugowym rynku pracy. Różni ich wyłącznie bandera statku, o której żaden z nich nie decyduje. Taka konstrukcja rodzi oczywiste pytanie o równe traktowanie swoich obywateli przez państwo, które takie nierówne prawo wprowadza. Państwo może i powinno odbudować flotę pod polską banderą, ale nie może karać ludzi za to, że pracują tam, gdzie realnie istnieją miejsca pracy. Statków pod polską banderą nie ma i długo nie będzie. A nawet jak już będą to i tak nie wystarczy miejsc pracy dla wszystkich. Według dostępnych szacunków, w Polsce jest ok. 35 tys. marynarzy. Żeby znaleźć dla nich wszystkich zatrudnienie potrzeba ok. 2,3 tys. statków (licząc ok 15 osób załogi). Takiej floty nigdy nie będziemy mieli. Flota naszych sąsiadów Niemiec, czyli państwa gospodarczo 5-krotnie od nas większego, liczy ok. 1,8 tys. statków i tylko niecała połowa tych statków jest eksploatowana pod banderą niemiecką i innymi unijnymi.

Druga kwestia – wyrównanie warunków konkurencji. Polski marynarz nie konkuruje dziś z marynarzem niemieckim, holenderskim czy duńskim, bo tych praktycznie już nie ma – zostali wypchnięci z żeglugowego rynku pracy właśnie przez podatki. Konkuruje z marynarzami z Filipin, Indii, Indonezji i innych państw, które w ten sposób budują swoją pozycję na światowym, żeglugowym rynku pracy. Jeżeli polski marynarz zostanie obciążony podatkiem, którego nie ponoszą jego konkurenci (nie mówiąc o niższych tam kosztach życia), to przestanie być konkurencyjny. Armator nie będzie prowadził z polskim marynarzem dyskusji o rekompensacie natomiast wybierze tych, którzy nie potrzebują rekompensaty. I taka właśnie była intencja poprawki: podniesienie konkurencyjności polskich marynarzy. Jeżeli państwo nie stworzy odpowiednich zachęt (w tym podatkowych) to zawód marynarza w Polsce będzie się kurczył, aż stanie się zawodem szczątkowym. Już dziś, liczba polskich marynarzy systematycznie spada. Wzrost zarobków na lądzie powoduje, że praca na morzu musi być realnie atrakcyjna, aby młodzi ludzie chcieli wybierać ten trudny i wymagający zawód. Jeżeli do ciężkiej pracy, rozłąki, ryzyka i wysokich wymagań zawodowych dojdzie brak wyrównania warunków konkurencji, rachunek stanie się prosty: lepiej zostać na lądzie. I polski marynarz zniknie z mórz oceanów, tak jak zniknęła morska flota pod polską banderą.

I trzeci aspekt sprawy, który szczególnie ministerstwo finansów powinno wziąć pod uwagę – utracone korzyści dla szeroko pojętego systemu finansów publicznych. Chodzi o wpływy z wynagrodzeń marynarzy. Nie są to środki wypracowane kosztem polskiego rynku, lecz pieniądze wpływające do polskiego systemu finansowego z zewnątrz. Marynarze pracują i zarabiają pieniądze za granicą. W tej sytuacji praca polskich marynarzy na statkach obcych armatorów i obcych bander to w istocie eksport wysoko kwalifikowanych kompetencji morskich. Policzmy, więc z grubsza stopę zwrotu tego eksportu.

Koszt wykształcenia oficera marynarki handlowej można szacować na poziomie ok. 200 tys. zł. Przy 40 latach pracy oznacza to roczny koszt „wyprodukowania” oficera równy ok. 5 tys. zł (ok. 1,1 tys. euro). Jeżeli średnie wynagrodzenie marynarza wynosi ok. 3 tys. euro miesięcznie, to roczne wpływy do polskiego systemu finansowego z tytułu jego zarobków, wyniosą ok. 36 tys. euro. Przy tych założeniach (zaniżonych, bo przeciętne wynagrodzenia oficerów są wyższe), stopa zwrotu z eksportu kompetencji przekracza 3100%. (formuła kalkulacji. Klasyczna stopa zwrotu (ROI) liczona jako: (przychód − koszt) / koszt × 100%, czyli: (36 000 − 1 100) / 1 100 × 100% = 34 900 / 1 100 × 100% = 3172,7%. Stopa zwrotu netto: ok. 3173%).

Czy istnieje jeszcze inny eksport o takiej stopie zwrotu? Pytanie jest raczej retoryczne. A przy liczbie 35 tys. polskich marynarzy, roczne wpływy do polskiego systemu bankowego i finansowego sięgają blisko miliarda euro. A to już nie są małe pieniądze. Jak w Polsce zniknie zawód marynarza, to również znikną te pieniądze z polskiego systemu finansów.

Czy senatorzy dobrze się zastanowili odrzucając zgłoszoną poprawkę?

Wspieranie polskiej bandery to dobry kierunek. Wspieranie zawodu marynarza – to również dobry kierunek. I nie są to ścieżki kolizyjne. Jeżeli państwo chce mieć flotę pod polską banderą, musi najpierw mieć polskich marynarzy. A jeżeli chce mieć polskich marynarzy, nie może czynić ich niekonkurencyjnymi na globalnym, żeglugowym rynku pracy. Aby odbudować morską flotę, nie możemy zaczynać od osłabiania konkurencyjności (względem marynarzy innych narodowości) grupy zawodowej, która jest ostatnim przyczółkiem utrzymania realnych, morskich kompetencji Polski.

Nie mamy floty, nie mamy polskiej bandery, jedyne co nam zostało na morzu to jeszcze marynarze. Utrzymanie tego zawodu w Polsce jest z korzyścią tak dla marynarzy jak i dla państwa. Czy senatorowie, odrzucając tę poprawkę, dobrze się zastanowili?

Tadeusz Hatalski
Tadeusz Hatalski
kpt. ż.w., Członek Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Likwidacja izb morskich i odbudowa polskiej bandery, czyli o tym, jak zmienić wszystko, aby nie zmienić nic!

Nowoczesność nie zawsze wymaga burzenia fundamentów. Rząd chce przenieść rejestr okrętowy do urzędu, likwidując sprawdzone izby morskie. Czy kolejna reorganizacja naprawdę obudzi polską banderę?

Zielony Ład w zderzeniu z twardą matematyką. Najdroższe 0,07% w historii naszej gospodarki

Europa dusi swój przemysł, walcząc o ułamek procenta w skali globu. Czysta matematyka demaskuje, co realnie zmienia Zielony Ład i dlaczego płacimy za to tak wysoką cenę w rachunkach za energię.

Flota, której nie ma – problem, który jest! Gdzie znika polska bandera?

Statki polskich armatorów pływają pod obcymi banderami. Polska flota handlowa znika, a państwo traci kontrolę nad łańcuchami dostaw. To wynik lat braku strategii morskiej i cicha kapitulacja.

Dryfująca strategia: Polska na morzu cudzych interesów. Brak floty handlowej jako luka strategiczna państwa*

Polska to kraj morski, który dobrowolnie oddał morze innym. Brak floty handlowej pod polską banderą to 9 mld zł strat rocznie i realne zagrożenie dla dostaw surowców. Czas przerwać ten niebezpieczny dryf.