Ludzie chorzy z nienawiści do piękna?

Date:

Są takie dzieła, wobec których człowiek staje bezradny nie dlatego, że są zbyt wielkie, lecz dlatego, że nie potrafi pojąć, jakim sposobem ktoś uznał je za sztukę. Fotografia, którą zrobiłem w bazylice Santa Maria della Sanita w Neapolu (ta powyżej, po lewej stronie), przedstawia instalację z krucyfiksem wkomponowanym w konstrukcję przypominającą zbiór przypadkowych, zużytych szmat. Nie zamierzam rozstrzygać, jakie intencje przyświecały autorowi. Nie mam też podstaw, by przypisywać mu niechęć do chrześcijaństwa czy świadomą pogardę dla sacrum. Pytanie brzmi jednak zasadniczo: czy każda intencja artystyczna zasługuje na bezwarunkową akceptację tylko dlatego, że została nazwana sztuką?

Wolność artystyczna nie jest sakramentem nieomylności. Nie zwalnia z osądu, nie unieważnia krytyki i nie zamienia każdego przejawu brzydoty w piękno. To, że ktoś potrafi coś wykonać, nie oznacza jeszcze, że powinien to wystawić w miejscu szczególnym. A kościół nie jest przecież przypadkową salą wystawową. Jest przestrzenią, której sens został określony przez dwadzieścia wieków modlitwy, liturgii, symboliki i sztuki sakralnej. Wszystko, co się w nim pojawia, wchodzi w relację z ołtarzem, krzyżem, obecnością wiernych, naszą przeszłością, którą dotykamy tu i teraz. Nie można więc oceniać dzieła umieszczonego w świątyni wyłącznie według kryteriów właściwych galerii współczesnej, gdzie banan robi za „sztukę”.

Sztuka sakralna nie jest bowiem tylko sztuką, która przedstawia religijne tematy. Jest również sztuką, która powinna służyć temu, co w religii najważniejsze: kontemplacji i otwarciu człowieka na rzeczywistość przekraczającą jego samego, modlitwie skierowanej ku Bogu. Krzyż nie zatem jest zwykłym motywem plastycznym, który można dowolnie wykorzystać, nie licząc się z jego znaczeniem. Jest znakiem Męki Chrystusa, miłości posuniętej aż do ofiary, cierpienia, które nie zostaje uznane za ostatnie słowo, i nadziei silniejszej niż sama śmierć. Dlatego sposób przedstawienia krzyża nie jest kwestią obojętną… Forma może pogłębiać jego wymowę, ale może też ją zaciemniać, banalizować lub sprowadzać do wizualnego eksperymentu. I zdaje się z tym mamy do czynienia w bazylice Santa Maria della Sanità.

Można oczywiście odpowiedzieć, że sztuka współczesna ma prawo prowokować, burzyć przyzwyczajenia i wywoływać ostre dyskusje. Zgoda. Ale prowokacja nie jest jeszcze argumentem, a szok nie jest miarą wartości. Najłatwiej zwrócić na siebie uwagę, przekraczając kolejną granicę. Znacznie trudniej stworzyć coś, co wymaga od człowieka skupienia, podnosi jego myśl ku niebu i pozostawia go bogatszym, niż był przedtem. Jeszcze trudniej stworzyć dzieło, które nie potrzebuje objaśniającego je manifestu, ponieważ jego forma, kompozycja i symbolika rzeczywiście przemawiają do odbiorcy.

Nie każda sztuka musi być piękna w sensie klasycznej harmonii. Nie każde dzieło musi zachwycać spokojem, proporcją i doskonałością wykonania. Także brzydota, rozpad, cierpienie i niepokój mogą stać się językiem sztuki. Chrześcijaństwo nie odwraca przecież wzroku od ran, bólu ani śmierci. Ale czym innym jest ukazanie brzydoty, aby odsłonić prawdę o ludzkim losie, a czym innym uczynienie z niej wartości samej w sobie. Czym innym jest artystyczne zmierzenie się z tajemnicą cierpienia, a czym innym wykorzystanie religijnego symbolu jako narzędzia prowokacji, która nie prowadzi do żadnego głębszego sensu.

Właśnie dlatego pytanie o sztukę sakralną nie sprowadza się do sporu między tradycją a nowoczesnością. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o relację między formą a znaczeniem, między artystyczną wolnością a odpowiedzialnością za miejsce, w którym dzieło zostaje umieszczone. Nowoczesność sama w sobie nie jest ani grzechem, ani gwarancją artystycznej wielkości. Tradycja zaś nie jest jedynie zbiorem dawnych form, które należy bezmyślnie powtarzać. Jest pamięcią kultury, szkołą wrażliwości i dziedzictwem, z którym można prowadzić twórczy dialog. Nie trzeba kopiować dawnych mistrzów, aby rozumieć, dlaczego ich dzieła przetrwały stulecia i nadal nas zachwycają.

Piękno może prowadzić człowieka ku Bogu nie dlatego, że jest luksusowym dodatkiem do wiary, ale dlatego, że pozwala mu dostrzec w świecie coś więcej niż przypadek i przemijanie. Wspaniała architektura świątyni, światło przenikające przez witraże, skupiona twarz Madonny, majestat bizantyjskiej ikony czy prostota krucyfiksu mogą przemawiać do człowieka, zanim jeszcze zacznie on analizować ich teologiczne znaczenie. Piękno nie zastępuje wiary, ale potrafi przygotować dla niej przestrzeń.

Nie oznacza to, że każde dzieło sakralne ma być przyjemne dla oka albo że religia może istnieć wyłącznie w otoczeniu estetycznej doskonałości. Oznacza natomiast, że piękno ma swoją duchową powagę. Nie jest dekoracją, którą można dowolnie zastąpić czymkolwiek, co akurat wyda się oryginalne. W tradycji chrześcijańskiej sztuka sakralna ma pomagać w przejściu od tego, co widzialne, do tego, co niewidzialne. Jeżeli zatem forma przyciąga uwagę wyłącznie do samej siebie, a symbol religijny staje się jedynie elementem konstrukcji, trzeba zapytać, czy rzeczywiście służy ona kontemplacji, czy raczej ją utrudnia.

W tym sensie piękno jest czymś więcej niż kwestią gustu. Oczywiście gust bywa różny, a osąd artystyczny nie zawsze jest jednoznaczny. Nie istnieje też jeden styl, który miałby monopol na wyrażanie wiary. Istnieją jednak kryteria, o których nie wolno zapominać: wewnętrzna spójność dzieła, jakość jego wykonania, siła symboliczna, adekwatność do miejsca i zdolność pogłębiania znaczenia, zamiast jego rozpraszania. W świątyni dochodzi do tego jeszcze jedno pytanie: czy dzieło pomaga człowiekowi zwrócić się ku temu, co święte?

Współczesna kultura zbyt często zdaje się mylić odwagę z bezczelnością, a nowatorstwo z demonstracyjnym lekceważeniem tradycji. Nie każda forma musi przypominać dawne mistrzostwo, ale każda powinna być zdolna obronić się czymś więcej niż deklaracją, że odbiorca nie dorósł do jej zrozumienia. Tajemnica nie jest tym samym co niejasność, głębia nie jest tym samym co niezrozumiałość, a intelektualna prowokacja nie stanowi automatycznie dowodu artystycznej wartości.

Jeżeli zaś ta instalacja rzeczywiście pozostaje w kościele od dwudziestu lat, jak usłyszałem od przewodnika, to rodzi się pytanie jeszcze poważniejsze: kto podjął decyzję o jej umieszczeniu i kto przez kolejne lata uznawał, że właśnie tak należy kształtować estetyczną wrażliwość wiernych? Dwadzieścia lat nie stanowi dowodu wartości. Czas potrafi utrwalić zarówno wielkość, jak i pomyłkę. Sama trwałość ekspozycji nie jest świadectwem jej artystycznej ani sakralnej zasadności. Z drugiej strony sama kontrowersyjność dzieła nie przesądza jeszcze o jego bezwartościowości. Tym bardziej potrzebna jest rzeczowa rozmowa o jego formie, przesłaniu i miejscu w przestrzeni liturgicznej.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Kościół rzymski, systematycznie odwraca się od piękna (współczesne bryły świątyń i ich wnętrza, aż proszą się, by zawezwać dywizjon Luftwaffe – używam tutaj oczywiście przenośni) i może w końcu utracić zdolność rozpoznawania, dlaczego piękno w ogóle ma znaczenie. Kiedy kunszt wielkich mistrzów zastępuje się prowokacją, harmonię przypadkowością, a szacunek dla symbolu demonstracyjnym naruszaniem jego powagi, nie musi to jeszcze oznaczać świadomej wrogości wobec sacrum. Może jednak świadczyć o obojętności na wartości, których wcześniej nie trzeba było nawet tłumaczyć.

Człowiek – jest to moja opinia – nie potrzebuje sztuki, która za wszelką cenę domaga się jego uwagi. Potrzebuje również takiej, która uczy go patrzeć głębiej. Takiej, która nie boi się piękna, ponieważ nie boi się prawdy. I takiej, która przypomina, że w świątyni najważniejsze nie jest dzieło ani jego twórca, lecz tajemnica, której dzieło powinno służyć.

Po prawej stronie obrazu wyróżniającego jest” Chrystus okryty całunem” (autorstwa Giuseppe Sanmartino) – szczęka sama opada do ziemi i będzie się już wlekła za mną do końca życia. Po lewej stronie opisywany krucyfiks w bazylice, którego autora nie znam i znać nie chcę. Ale szczęka też opada do ziemi…

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Głos, którego nie zdołano uciszyć!

Są ludzie, których życie trwa dłużej niż ich ziemska...

X. Stanisław Małkowski 1944-2026

Odszedł ksiądz Stanisław Małkowski – wielki Polak, kapłan wierny...

Kościół na ławie oskarżonych!

Prolog Sprawa Osiedla Maltańskiego pokazuje, jak łatwo w debacie publicznej...

W świecie algorytmów ojciec Kolbe wciąż patrzy na nas!

(...) Dzisiaj, gdy świat coraz częściej nagradza za skuteczność...