Przyczynek do wywiadu. Spotkanie Patti Smith z papieżem Leonem XIV
31 lipca Patti Smith (ur. 1946) to amerykańska wokalistka, poetka, autorka tekstów i artystka, uznawana za jedną z najważniejszych postaci punk rocka i alternatywnej muzyki) odbyła prywatną audiencję u papieża Leona XIV w Pałacu Apostolskim w Watykanie. Rozmowa trwała około 40 minut i – według ks. Antonio Spadara, wieloletniego przyjaciela artystki i podsekretarza ds. kultury i edukacji w Watykanie – miała bardzo ciepły i emocjonalny charakter. X. Spadaro opisał atmosferę jako spotkanie przypominające rozmowę „dwojga dawnych przyjaciół”, którzy dzielili się wspomnieniami, marzeniami, muzyką i nadziejami. Po spotkaniu Patti Smith opublikowała w mediach społecznościowych fotografię z papieżem, opatrując ją krótkim komentarzem: „To chwila, która już zawsze będzie wywoływać uśmiech”. Watykan również udostępnił zdjęcia i informacje dotyczące audiencji. Artystka nie jest katoliczką. Szczególną sympatią darzyła papieża Franciszka – w 2014 roku, na jego zaproszenie, wystąpiła podczas koncertu bożonarodzeniowego w Watykanie.
Z bp. Marianem Elegantim, emerytowanym biskupem pomocniczym diecezji Chur w Szwajcarii, o autorytecie papieża, spotkaniach z celebrytami i chrystocentryzmie, rozmawia Henryk Piec
Jeśli papież spotyka się z osobą, której poglądy pozostają w sprzeczności z nauczaniem Kościoła, czy rzeczywiście ryzykuje w ten sposób osłabieniem autorytetu papiestwa? A może przeciwnie – może w ten sposób realizować ewangeliczne posłannictwo, docierając również do tych, którzy myślą inaczej? Gdzie, zdaniem Waszej Ekscelencji, przebiega granica między duszpasterską otwartością a legitymizowaniem poglądów sprzecznych z nauczaniem Kościoła?
Pytanie brzmi przede wszystkim: dlaczego ci ludzie szukają spotkania z papieżem? Czy tylko po to, aby zrobić sobie z nim zdjęcie i w ten sposób nadać sobie większą rangę, podczas gdy nie wykazują najmniejszej gotowości do zakwestionowania czy zmiany swoich poglądów? W takiej sytuacji papież powinien raczej odmówić audiencji, aby nie narażać się na kompromitację. Należałoby jasno pokazać, z jakiego powodu papież udzielił im prywatnej audiencji i na jakim etapie znajduje się dialog z tymi osobami w odniesieniu do ich publicznie znanych poglądów sprzecznych z nauczaniem Kościoła. Papież nie jest po to, aby jedynie wymieniać uprzejmości z ludźmi, którzy akurat są w Rzymie i chcą po prostu należeć do „ligi” osób, którym papież udziela prywatnych audiencji. W przeciwnym razie audiencje stają się banalne i są stratą czasu. Jeśli spotkanie jest nieuniknione i chodzi jedynie o zachowanie uprzejmości, już sama jego krótkość mogłaby być pewnym komunikatem. Ja jednak zachowałbym ostrożność i byłbym powściągliwy, jeśli chodzi o publikowanie zdjęć z takiej wizyty.
Wasza Ekscelencja uważa, że papieże stali się „zbyt ludzcy”, a ich osobowość coraz bardziej przesłania sprawowany przez nich urząd. Czy jednak nie istnieje niebezpieczeństwo, że zbyt mocne podkreślanie dystansu i papieskiego majestatu stworzy obraz papieża oddalonego od zwykłych ludzi – a tym samym obraz będący przeciwieństwem Chrystusa, który spotykał się z grzesznikami, celnikami i ludźmi spoza religijnego establishmentu?
Kiedy Jezus spotykał się z ludźmi, działo się to z różnych powodów. Po pierwsze, aby uwolnić ich od publicznego potępienia, jeśli byli – publicznie znanymi rzeczywistymi lub rzekomymi – wielkimi grzesznikami, jak celnicy. Po drugie, aby przekazać naukę lub dokonać cudu. Po trzecie, z powodu prawdziwej przyjaźni. Te spotkania nigdy nie były banalne. Zawsze służyły prawdzie, objawieniu siebie lub zbawieniu dusz. Nigdy nie dochodziło do takiego spotkania tylko po to, aby należeć do jakiejś grupy albo być miłym i przystępnym. Przeciwnie, Jezus zachowywał również pewną niedostępność i godność. Ludzie zastanawiali się, czy mogą zadać Mu kolejne pytanie. Niekiedy pytanie od początku dotyczyło kwestii doktrynalnej. Inni zbliżali się do Niego – co dla wszystkich było jasne – jako grzesznicy pragnący nawrócenia. Wtedy pozwalał nawet całować swoje stopy. Nie pokazałby się jednak po prostu w serdecznej zażyłości z Herodiadą, bez jasnego wskazania, że przedmiotem takiego spotkania jest jej nawrócenie. Poza tym papież nie udziela przecież zwykłym ludziom czterdziestominutowej prywatnej audiencji, której towarzyszy odpowiednia medialna oprawa. Takie audiencje otrzymują gwiazdy i inni celebryci – i właśnie to krytykowałem.
Czy właściwym problemem jest samo spotkanie papieża Leona XIV z Patti Smith*, czy raczej sposób, w jaki takie spotkanie jest przedstawiane opinii publicznej? Innymi słowy: czy papież może prywatnie spotykać się z ludźmi bardzo odległymi od nauczania Kościoła, o ile nie pozwala na instrumentalizowanie swojego autorytetu do promowania ich poglądów?
Tak. Zgodziłbym się z takim ujęciem.
Wasza Ekscelencja opowiada się za większą ilością ciszy, modlitwy i studium, a za mniejszym aktywizmem i mniejszą liczbą podróży. Czy wycofanie się papieża z przestrzeni publicznej w epoce internetu i mediów społecznościowych rzeczywiście wzmocniłoby jego autorytet? Czy nie istnieje raczej niebezpieczeństwo, że miejsce papieskiego głosu zajmą po prostu inni – również tacy, którzy twierdzą, że mówią w imieniu Kościoła?
Uważam, że papież nie powinien wycofywać się z przestrzeni publicznej. Powinien jednak przede wszystkim nauczać, sprawować liturgię, głosić kazania i pisać, kiedy występuje publicznie. To ostatnie zresztą dzieje się często i przy szerokim przekazie medialnym. Do tego dochodzą audiencje, które rzeczywiście zasługują na tę nazwę i służą jasno określonym celom, odpowiednim dla jego urzędu, o których wcześniej mówiłem. Papież nie musi podróżować tak dużo, jak czynili to ostatni papieże – niejako po to, aby być obecnym prawie we wszystkich krajach. Kiedy papież przemawia, jest głosem Kościoła, a nie jakimś przypadkowym głosem, który uzurpuje sobie prawo do przemawiania w imieniu Kościoła. Wszyscy to rozumieją. Nie musi więc nieustannie zabierać głosu, aby tych, którzy uzurpują sobie takie prawo, pozostawić po prostu w ich nieistotności. Innych, którzy są heretykami, powinien natomiast jasno i publicznie potępiać.
Wasza Ekscelencja pisze, że papież podczas Mszy Świętej może stać się „kościelną gwiazdą”, przez co Chrystus zostaje zepchnięty na dalszy plan. Czy zatem nie należałoby poddać refleksji nie tylko zachowania papieża, ale również odpowiedzialności mediów, księży oraz wiernych, którzy często oczekują od papieża właśnie spektakularnej obecności?
Oczywiście. Można by również ustawić tron papieski w taki sposób, aby nie był ważniejszy od ołtarza. Wszystko musi być chrystocentryczne. Od A do Z. Wszyscy muszą tutaj współdziałać. Trzeba przeciwdziałać samonapędzającym się mechanizmom, czyli zjawiskom masowym, które wypierają lub mogłyby wyprzeć Chrystusa z centrum uwagi.
Wasza Ekscelencja przywołuje słowa Jana Chrzciciela: „On ma wzrastać, a ja mam się umniejszać” (J 3,30). Gdyby Wasza Ekscelencja miał wskazać jedną konkretną zmianę w sprawowaniu urzędu papieskiego, która najlepiej odpowiadałaby tej zasadzie – co by nią było? Czy chodzi przede wszystkim o sposób komunikacji, dobór spotkań, liturgię, podróże, czy raczej o powrót do bardziej jednoznacznego i klarownego głoszenia nauczania Kościoła?
Chodzi mi wyraźnie o to ostatnie: powrót do bardziej jednoznacznego i klarownego głoszenia nauczania Kościoła. W tym sensie papież jest jedynie głosem. Chrystus naucza przez niego. Trzeba ograniczyć dynamikę „supergwiazdy”, aby nie przesłaniać Chrystusa – Nauczyciela i Zbawiciela – własną osobowością, zachowaniami czy znanymi nam wszystkim zjawiskami masowymi.
Dziękuje za rozmowę
Biskup Marian Eleganti
Bp Marian Eleganti OSB (ur. 7 kwietnia 1955 r. w Uznach w Szwajcarii) jest szwajcarskim duchownym katolickim, benedyktynem i emerytowanym biskupem pomocniczym diecezji Chur. Po ukończeniu szkoły średniej w Einsiedeln studiował filozofię i teologię m.in. w Rzymie i Salzburgu, gdzie w 2003 r. uzyskał doktorat z teologii fundamentalnej. Jego rozprawa doktorska poświęcona była rozumieniu prawdy w myśli Romano Guardiniego.
W 1990 r. wstąpił do opactwa benedyktynów-misjonarzy St. Otmarsberg w Uznach. W 1994 r. złożył profesję wieczystą, a 23 czerwca 1995 r. przyjął święcenia kapłańskie. W 1999 r. został wybrany drugim opatem opactwa St. Otmarsberg i pełnił tę funkcję do 2009 r.
7 grudnia 2009 r. papież Benedykt XVI mianował go biskupem tytularnym Lamdia oraz biskupem pomocniczym diecezji Chur. Sakrę biskupią przyjął 31 stycznia 2010 r. W kolejnych latach pełnił m.in. funkcję wikariusza biskupiego dla Zurychu i Glarus, rektora seminarium duchownego St. Luzi w Chur oraz biskupiego wikariusza ds. nowej ewangelizacji, młodzieży i rodziny. W latach 2010–2018 był również biskupem odpowiedzialnym za duszpasterstwo młodzieży w niemieckojęzycznej części Szwajcarii i w Ticino.
Jego dewizą biskupią jest „Cor ad cor loquitur” – „Serce mówi do serca”.




