Konserwatyści tylko protestują? Rytuał nie ocali cywilizacji

Date:

Ostrzega Pan, że ruchy narodowe przejęły dziś część haseł, które niegdyś były charakterystyczne dla chrześcijańskiej prawicy. Czy istnieje ryzyko, że z czasem również te nowe środowiska zostaną wykorzystane przez lewicę do realizacji jej celów politycznych?

Takie ryzyko jest jak najbardziej realne i znajduje potwierdzenie w historii. Współczesne ruchy narodowe przejęły wiele postulatów, które przez dziesięciolecia stanowiły fundament chrześcijańskiej prawicy: szacunek dla narodu jako wspólnoty historycznej i kulturowej, obronę rodziny, sprzeciw wobec ponadnarodowych struktur, które oddaliły się od swojej pierwotnej misji, oraz krytykę ideologii prowadzących do rozkładu tożsamości. To zjawisko ma również pozytywny wymiar, ponieważ ruchy te wypełniły ideową pustkę pozostawioną przez dawne partie chadeckie, które przejęły język rewolucji 1968 roku i współczesnego wokizmu. Historia uczy jednak, że ruchy ograniczające się wyłącznie do politycznego sprzeciwu, bez odbudowy głębszych fundamentów duchowych i antropologicznych, są wyjątkowo podatne na przejęcie i wykorzystanie. Jeśli nie będą mocno zakorzenione w chrześcijańskiej wizji człowieka – uznającej go za istotę skierowaną ku transcendencji oraz postrzegającej naród, rodzinę, język ojczysty i kulturę jako podstawowe przestrzenie jego zakorzenienia – z czasem również one mogą zostać zinstrumentalizowane przez lewicę. Może to przybrać różne formy. Ruchy narodowe mogą zostać sprowadzone do czysto ekonomicznego nacjonalizmu, wciągnięte w kolejne projekty ideologiczne albo podporządkowane tym samym ośrodkom władzy, przeciwko którym dziś występują. Charles de Gaulle traktował narody jako wał ochronny przed wszelkimi formami imperializmu – nie tylko państwowego, lecz także międzynarodowego, który dziś coraz częściej ukrywa się pod hasłami „uniwersalnych wartości” i wokizmu. Wiedział, że słabość zawsze prowokuje przeciwnika do działania. Wojna na Ukrainie nie jest przyczyną obecnego kryzysu Zachodu, lecz jego konsekwencją. Europa utraciła kompas w polityce, dyplomacji, gospodarce, polityce migracyjnej, a nawet w sposobie zarządzania pandemią. Kiedy Bruksela, Berlin i Paryż koncentrują swoją uwagę na małżeństwach jednopłciowych, promocji radykalnego feminizmu czy ruchu Black Lives Matter, zaniedbując kwestie bezpieczeństwa i suwerenności państw, zewnętrzna ingerencja staje się realnym zagrożeniem. Tak samo dzieje się w przyrodzie – drapieżnik zawsze atakuje najsłabsze zwierzę. Polityka nie rządzi się innymi prawami. Jeżeli nowe ruchy nie połączą idei suwerenności z odnową duchową, z powrotem do tego, co przez pokolenia uważano za oczywiste – że istnieją wartości trwałe, niepodlegające relatywizacji ani ideologicznym eksperymentom, zakorzenione w transcendentnym rozumieniu ludzkiej egzystencji – staną się jedynie kolejnym narzędziem w rękach silniejszych graczy. Niebezpieczeństwo nie polega więc na tym, że są to ruchy narodowe. Niebezpieczeństwo polega na tym, że mogą stać się równie ideowo puste, jak wcześniej stały się puste partie chrześcijańsko-demokratyczne. Jeżeli jednak do tego dojdzie, wcześniej czy później pojawią się nowe alternatywy. Tak działa każde społeczeństwo. Społeczeństwa mają naturalną zdolność przywracania naruszonej równowagi. Podobnie funkcjonuje natura – nie może być inaczej. Jedna i druga są bowiem owocem Bożego aktu stworzenia.

Czy współczesne ruchy określające się jako konserwatywne rzeczywiście bronią chrześcijańskiej wizji człowieka, czy też czasami ograniczają się jedynie do politycznego sprzeciwu wobec europejskiej lewicy – bardziej jako rytuału niż prawdziwego oporu?

Współczesne ruchy określające się mianem konserwatywnych rzeczywiście czasami bronią chrześcijańskiej wizji człowieka, jednak znacznie częściej ograniczają się do politycznego sprzeciwu – bardziej jako pewnego rytuału niż rzeczywistego oporu. Prawdziwy opór wymaga bowiem czegoś więcej niż tylko głosowania przeciwko komuś lub wygłaszania słów sprzeciwu. Wymaga odbudowy całego cywilizacyjnego porządku. Rewolucja 1968 roku wyrwała człowieka z ram i norm, które wcześniej przyjmował jako oczywiste: rodziny, wspólnoty społecznej, religii, państwa, tradycji i sztuki. Były to swoiste „megality sensu”, które dziś niemal całkowicie zniknęły. Człowiek wyzwolony od dawnych ograniczeń nie czuje już winy, gdy żyje ponad swoje możliwości – pojawiły się karty kredytowe i kultura życia na kredyt. Autorytet nauczyciela został zrównany z autorytetem ucznia, autorytet ojca uległ osłabieniu – dziś często to dzieci zaczynają dyktować warunki rodzicom. Greta Thunberg stała się symbolem tego nowego porządku. Również klasa polityczna uległa degradacji. Dawniej elity polityczne reprezentowały pewną ideę służby i odpowiedzialności, którą Ernst Kantorowicz opisywał w dziele „Dwa ciała króla” – władca nie miał kierować się własnym interesem, lecz dobrem wspólnoty. Dziś ta idea niemal całkowicie zanikła. Królowa Elżbieta II była jedną z ostatnich przedstawicielek dawnego modelu monarchii i służby publicznej. Jej następcy w dużej mierze należą już do świata autopromocji i kultury osobistego wizerunku. Prawdziwy konserwatyzm musi odrzucić tę logikę w całości. Musi bronić przekonania, że człowiek jest istotą poszukującą sensu i że ostatecznie odnajduje go w wymiarze transcendencji. Musi bronić rodziny, narodu i kultury jako przestrzeni zakorzenienia – jako jedynego antidotum na cywilizacyjne zagubienie. Kiedy konserwatyzm ogranicza się wyłącznie do sprzeciwu wobec lewicy, staje się od niej zależny. Staje się jej lustrzanym odbiciem. Jego tożsamość zaczyna być określana nie przez własne wartości, lecz przez reakcję na działania przeciwnika. Dziś widzimy, że część ruchów konserwatywnych zaczyna to rozumieć. Wciąż jednak zbyt wiele z nich zadowala się samym rytuałem sprzeciwu. A rytuał nie ocali cywilizacji. Ocalić ją może jedynie powrót do tego, co przeczuwał słynny francuski pisarz André Malraux: że „wiek XXI będzie wiekiem duchowym albo nie będzie go wcale”.

Czy kryzys europejskiej centroprawicy oznacza koniec tradycyjnego podziału na „lewicę i prawicę”, skoro w pewnym sensie niemal wszystko stało się już „lewicowe”? Jaki nowy podział ideologiczny możemy przewidywać w przyszłej Europie?

Kryzys europejskiej centroprawicy nie musi oznaczać końca tradycyjnego podziału na lewicę i prawicę. Pokazuje jednak, że dawny podział stał się coraz mniej wyraźny, ponieważ niemal wszystkie główne siły polityczne przyjęły założenia „lewicowe” w sensie antropologicznym. Większość establiszmentowych ugrupowań zaakceptowała bowiem podstawowe założenia wywodzące się z rewolucji 1968 roku: przekonanie, że człowiek jest przede wszystkim produktem środowiska społecznego, że tradycyjne więzi należy poddawać dekonstrukcji, że naród jest p ojęciem podejrzanym, że rodzina jest jedynie jedną z wielu możliwych form życia, a religia powinna zostać sprowadzona wyłącznie do prywatnej sfery. Nowy podział ideologiczny, który dziś się kształtuje, będzie coraz bardziej przebiegał między tymi, którzy bronią konkretnego człowieka – zakorzenionego w historii, kulturze i duchowości – a tymi, którzy opowiadają się za jego rozmontowaniem w imię abstrakcyjnie rozumianego postępu, inkluzji i posthumanizmu. Taki kierunek prowadzi jednak do osłabienia społeczeństw, dlatego Europa coraz wyraźniej pozostaje w tyle. Wojna na Ukrainie nie jest więc przyczyną tego kryzysu, lecz jego konsekwencją. Europa utraciła swój polityczny i cywilizacyjny kompas. Jej słabość zachęca do działań tych, którzy chcą ją wykorzystać. A źródłem tej słabości jest fakt, że europejskie elity porzuciły fundamenty, na których wyrosła zachodnia cywilizacja. Jacques Attali już w 2006 roku zapowiadał nadejście „hiperimperium” – świata bez państw, w którym człowiek staje się wiecznym nomadą, oderwanym od swoich miejsc zakorzenienia, a czas i ciało zostają sprowadzone do roli towarów. Dziś obserwujemy realizację części tych przewidywań. Nowy podział polityczny będzie więc przebiegał między tymi, którzy bronią człowieka jako istoty poszukującej sensu, a tymi, którzy redukują go do roli konsumenta i konstruktu ideologicznego. Istnieje jednak jeszcze poważniejszy problem: podział na Europę, która przetrwa i Europę, która tego nie dokona. Jak wskazuje politolog Alexandre del Valle, część państw Europy Zachodniej w wyniku niekontrolowanych zmian demograficznych oraz wieloletniego ustępowania wobec presji islamistycznej osiągnęła punkt krytyczny. Zachodnie elity polityczne i społeczne poprzez obojętność, bezkrytyczne promowanie multikulturalizmu oraz brak zdecydowanej reakcji dopuściły do powstania w europejskich miastach silnych równoległych społeczności, które odrzucają integrację i podważają podstawy miejscowej kultury. W wyniku tej systemowej utraty cywilizacyjnej pewności siebie oraz odrzucenia własnych tradycyjnych wartości Europa Zachodnia stoi dziś przed poważnym wyzwaniem dotyczącym zachowania swojej tożsamości. Radykalne środowiska potrafią wykorzystywać mechanizmy demokracji do zwiększania swoich wpływów politycznych i religijnych. W perspektywie kilku dekad sytuacja może przypominać pod pewnymi względami los dwóch części dawnego Imperium Rzymskiego. Zachodnie Cesarstwo Rzymskie upadło w V wieku, podczas gdy jego wschodnia część przetrwała jeszcze niemal tysiąc lat – aż do roku 1453. Podobny scenariusz może, moim zdaniem, dotyczyć współczesnej Europy. Europa Zachodnia – szczególnie kraje Beneluksu, Francja, Wielka Brytania, a być może również Hiszpania i Portugalia – będzie stopniowo tracić swój dotychczasowy charakter kulturowy i ulegać dalszym procesom de-europeizacji. Europa Środkowo-Wschodnia – szeroki pas obejmujący Bułgarię, Rumunię, państwa Grupy Wyszehradzkiej, Ukrainę oraz większość Austrii i południowych Niemiec – może natomiast zachować znacznie większą ciągłość kulturową i społeczną, pozostając bliższa obecnemu modelowi.

„Poznaliśmy koszty Europy. Ale jakie są jej zyski?” – powiedział Nigel Farage. Dokąd, Pana zdaniem, prowadzi Europę lewicowa agenda, którą wspierają również chrześcijańscy demokraci?

Pytanie Farage’a nie jest retoryczne. Jest diagnozą. Koszty Europy są namacalne: uzależnienie energetyczne wykorzystywane przez Moskwę, przełom demograficzny, o którym wielu nie chce mówić otwarcie, rolnictwo doprowadzane do kryzysu przez ideologię klimatyczną oraz wojna u granic Europy, która stała się możliwa dopiero wtedy, gdy kontynent utracił wewnętrzną siłę i odporność. Zyski natomiast stają się coraz bardziej abstrakcyjne – i coraz bardziej ideologiczne. Lewicowa agenda, którą chrześcijańscy demokraci stopniowo przejęli, nie prowadzi do silniejszej Europy. Prowadzi do Europy, która utraciła zdolność odróżniania tego, co konieczne, od tego, co jedynie modne. Kiedy partie, które niegdyś opierały się na chrześcijańskim personalizmie, przyjęły logikę, według której naród jest pojęciem podejrzanym, rodzina jest tylko jedną z wielu możliwych form życia, a każda nowa mniejszość musi stać się absolutnym priorytetem, otworzyły drzwi procesowi, którego nie da się już zatrzymać w ramach tych samych instytucji. Rezultatem nie jest „więcej Europy”. Rezultatem jest Europa, która sama produkuje niepewność. Sztuczna inteligencja wkracza dziś w przestrzeń, w której człowiek coraz częściej nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytanie: po co istnieje. Wojna na Ukrainie nie jest wyłącznie zewnętrznym wstrząsem – jest również odbiciem wewnętrznego kryzysu Europy. Kiedy kontynent przez dwie dekady inwestuje swoją energię przede wszystkim w ideologie dotyczące płci, moralizowanie wokół klimatu i nieustanną krytykę własnych korzeni, zamiast wzmacniać suwerenność, niezależność energetyczną i perspektywy demograficzne, staje się łatwym celem. Agenda, którą dziś wspierają również ci, którzy nadal określają się mianem chrześcijańskich demokratów, nie buduje cywilizacji. Ona ją rozmontowuje. Prowadzi do sytuacji, w której instytucje są silne, ale ludzie słabi; w której normy mają charakter globalny, lecz poczucie sensu zanika na poziomie lokalnym; w której wszystko wydaje się dozwolone – poza obroną tego, co przez wieki uczyniło Europę Europą. A kiedy przychodzi rachunek – w postaci wojny, inflacji, presji migracyjnej czy utraty poczucia sensu – okazuje się, że tych obiecywanych zysków nigdy nie było. Były jedynie koszty, które dziś ponoszą ci, którzy nadal wierzą, że cywilizacja potrzebuje czegoś więcej niż tylko sprawnego zarządzania.

Patrząc z perspektywy chrześcijańskiej: czy największym zagrożeniem dla Europy jest dziś ekspansja lewicowych ideologii, czy raczej utrata przez europejskie elity zdolności rozpoznania i obrony własnych fundamentów kulturowych?

Jeżeli spojrzymy rzeczywiście z perspektywy chrześcijańskiej – a w gruncie rzeczy trudno wskazać inną autentyczną perspektywę dla Europy – odpowiedź jest jasna i bezlitosna. Największym zagrożeniem dla Europy nie jest dziś wyłącznie ekspansja lewicowych ideologii. Są one niebezpieczne, oczywiście – są destrukcyjne, stanowią kontynuację marksizmu, freudyzmu i rewolucji 1968 roku, która rozpoczęła proces rozkładu zachodniej cywilizacji od wewnątrz. Jednak same w sobie są jedynie narzędziem, jedynie symptomem. Prawdziwą katastrofą i rzeczywistym zagrożeniem cywilizacyjnym jest utrata przez europejskie elity zdolności rozpoznania i obrony własnych fundamentów kulturowych. Te fundamenty są chrześcijańskie. Bez nich Europa przestaje być Europą. Robert Schuman wyraził to jasno: „Europa będzie chrześcijańska albo nie będzie jej wcale”. Tymczasem dzisiejsze elity – zarówno te w Brukseli, jak i w europejskich stolicach – nie chcą albo nie potrafią już tego dostrzec. Zamiast bronić duchowego centrum naszej cywilizacji, systematycznie je wypierają: poprzez ideologie, biurokrację, konsumpcjonizm oraz fałszywie rozumianą „otwartość”, która w rzeczywistości oznacza rozmywanie własnej tożsamości. Kiedy elity tracą kontakt z transcendencją, z prawdą o człowieku stworzonym na obraz Boga, wówczas wszystko zaczyna się rozpadać. Społeczeństwo może przetrwać kryzys gospodarczy, a nawet klęskę militarną. Nie może jednak przetrwać utraty cywilizacyjnej pewności siebie. I właśnie z tym mamy dziś do czynienia. Lewicowe ideologie zyskują wpływy przede wszystkim dlatego, że elity nie są już zdolne powiedzieć: to są nasze fundamenty i będziemy ich bronić. Dlatego największym zagrożeniem jest dziś wewnętrzna kapitulacja. Dopóki europejskie elity nie powrócą do uznania i obrony chrześcijańskich korzeni Europy, wszystkie pozostałe zagrożenia – ideologiczne, migracyjne czy geopolityczne – będą rozwijać się jeszcze szybciej.

cdn 12.08.26

Prof. dr Boštjan Marko Turk (ur. 1 lutego 1967 r. w Lublanie) jest słoweńskim literaturoznawcą, profesorem literatury francuskiej na Uniwersytecie w Lublanie, autorem publikacji naukowych, eseistą i komentatorem życia publicznego. Doktorat z literatury francuskiej uzyskał na Université Paris-Sorbonne (Paris IV), gdzie prowadził badania nad twórczością Paula Claudela. Jego zainteresowania naukowe obejmują literaturę francuską i słoweńską, historię idei, filozofię kultury oraz związki literatury z przemianami społecznymi i politycznymi Europy Środkowej. Jest autorem licznych monografii, artykułów naukowych i esejów publikowanych w językach słoweńskim, francuskim i innych językach europejskich. Prof. Turk współpracował z wieloma europejskimi ośrodkami akademickimi, m.in. we Francji, Czechach, Słowacji, Polsce i Chorwacji. Jest członkiem Europejskiej Akademii Nauk, Sztuk i Literatury w Paryżu oraz Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk w Salzburgu. Jego dorobek łączy badania literackie z refleksją nad kulturą, historią idei i współczesnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi Europy.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Konserwatywne samobójstwo. Jak europejska prawica oddała duszę i przyspieszyła rozkład Zachodu

Europejska chadecja porzuciła swoją tożsamość w obawie przed lewicową presją. Prof. Boštjan Turk ujawnia, jak rewolucja 1968 zrodziła wokizm i zapoczątkowała nieodwracalny rozkład Zachodu.

Prawda nie zależy od oklasków!

Z arcybiskupem Georgiem Gänsweinem, wieloletnim osobistym sekretarzem papieża Benedykta...