Starsi czytelnicy, którzy doświadczyli życia w PRL-u, pamiętają że komunistyczna władza opierała swe rządy na obietnicach (niespełnionych), kłamstwie, strachu i terrorze. Wśród kłamstw założycielskich tzw. Polski Ludowej, do których można zaliczyć kłamstwo katyńskie o rzekomo dokonanym przez Niemców ludobójstwie na polskiej elicie oraz mit PKWN, jako oddolnie utworzonej na wyzwolonych terenach samodzielnej władzy reprezentującej polski naród, odcinek wojskowy zabezpieczał – by użyć tamtego języka – mit bitwy pod Lenino.
No, ja rozumiem że istnieje polityka historyczna, że mity są potrzebne, różne tam stare baśnie o Piastach czy opowieści o bitwie na Psim Polu. Ale żeby zaraz z klęski i masakry robić święto Wojska Polskiego, niechby nawet „ludowego”? A wystawienie nas Niemcom przez sowietów przedstawiać jako wielkie polsko-radzieckie braterstwo broni?…
Żeby to zrozumieć trzeba się cofnąć do początku tej historii, czyli 17 IX ’39, kiedy w wyniku skoordynowanej agresji niemieckiej (1 IX) i sowieckiej państwo polskie przestało istnieć a jego obywatele znaleźli się pod brutalną, nastawioną na wyniszczenie narodu okupacją. Jej elementami były: dekapitacja elit, werbowanie kolaborantów, zamknięcie w więzieniach i obozach koncentracyjnych członków ruchu oporu i osób, które potencjalnie mogłyby go tworzyć oraz wywłaszczenie i deportacje na wielką skalę.
W wyniku tych działań w głąb Rosji, przez półtora roku, do czerwca 1941 roku zostało wywiezionych co najmniej 340 tysięcy Polaków (Związek Sybiraków mówi o milionie), z których znaczna część już nie żyła. Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej 22 VI ’41 i układ Sikorski-Majski zmienił położenie polskich więźniów i zesłańców. Objęła ich „amnestia”, mogli wstępować do Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS, których dowódcą został gen. Władysław Anders. Do Armii Andersa dotarło ponad sto tysięcy ocalałych, w tym 1/3 cywilów dla których była to większa szansa przetrwania, brakowało jednak oficerów.
Informacje o ich losie kończyły się na wiośnie 1940 i ich pobycie w obozach jenieckich. Ponieważ sowietom nie udało się ich en masse pozyskać, wyselekcjonowali kilkuset rokujących jakąś nadzieję a ponad 22 tysiące wymordowali. Ludobójstwo na bezbronnych jeńcach, dokonane wiosną 1940 roku w Katyniu i innych miejscach, nie miało precedensu w dziejach. Do momentu odkrycia tej zbrodni i ogłoszenia o niej światu przez niemieckie media (13 IV ’43), Stalin i jego ludzie zwodzili i premiera Sikorskiego i generała Andersa groteskowymi opowieściami, jakoby jeńcy (niezauważeni w takiej ilości w policyjnym państwie) przedostali się do Mandżurii albo przejęli ich Niemcy.
Polska elita zginęła, bo Stalin traktował ją jako wrogów komunizmu i przeszkodę w sowietyzacji Polski. Podobnie widział żołnierzy Andersa, którzy doświadczywszy „sowieckiego raju” nie mogli być użyteczni w jego planach. Jako „sojuszników” nie mógł ich wymordować dlatego zgodził się na ich przejście do Iranu i służbę u Brytyjczyków. Zresztą po niepowodzeniu „Barbarossy” i zwycięstwie pod Stalingradem otworzyły się przed nim nowe perspektywy. Mógł , spychając Niemców na zachód zająć kraje Europy Środkowej i przy okazji „wyzwolenia” włączyć je do swojej strefy wpływów.
Jego zachodni alianci zgodzili się na ten plan na konferencji w Teheranie (XII ’43) a Stalin miał już przygotowaną ekipę wypróbowanych towarzyszy do zainstalowania w Polsce, jako nowej „ludowej” władzy. Stanowili ją w Sowietach starzy komuniści z KPP, którzy przetrwali czystki z końca lat 30-tych (np. tow. Alfred Lampe) i zasileni kolaborantami z I okupacji sowieckiej z lat 1939-1941 (Wanda Wasilewska) utworzyli organizację o wdzięcznej acz kłamliwej nazwie Związek Patriotów Polskich. W kraju zapleczem przyszłej władzy była reaktywowana KPP, pod mylącą nazwą PPR (Polska Partia Robotnicza), której skrót niepodległościowe podziemie trafnie rozwijało jako Płatne Pachołki Rosji.
Żeby przeprowadzić podmianę władz, Stalin musiał jeszcze skompromitować rząd emigracyjny i dowództwo struktur podziemia w kraju. Pretekstem do zerwania stosunków dyplomatycznych z rządem Sikorskiego był polski wniosek do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o bezstronne i rzetelne zbadanie ujawnionej przez Niemców zbrodni katyńskiej. Niemcy liczyli że ich rewelacje wbiją klin w koalicję antyhitlerowską.
Strona sowiecka uznała polską inicjatywę za oburzającą insynuację i zarzuciła Polakom kolaborację z rządem niemieckim, który w tym samym czasie złożył podobny wniosek. Ordynarnie przeprowadzona metodą „łapaj złodzieja” operacja powiodła się, ponieważ nasi cyniczni i wyrachowani anglosascy sojusznicy woleli udawać, że wierzą sowietom i nie zrażać sobie potężnego i jakże ofiarnego, choć nie bezinteresownego, partnera.
A gdzie w tym wszystkim żołnierze spod Lenino? Ograniczenie a w końcu wstrzymanie przez sowietów rekrutacji do Armii Andersa pozostawiło na „nieludzkiej ziemi” nadal kilkaset tysięcy Polaków. W swej rozpaczliwej sytuacji mieli oni tylko jedną opcję powrotu do Polski. Było nią zgłoszenie się do Związku Patriotów Polskich. ZPP roztoczył nad nimi opiekę społeczną, humanitarną i edukacyjną, ale jednocześnie urabiał ich propagandą i werbował do nowej Armii Polskiej w ZSRS, której dowódcą został dezerter z Armii Andersa , płk. Zygmunt Berling. Tak zwane Ludowe Wojsko Polskie miało u boku Armii Czerwonej wkroczyć do Polski i dopomóc w zainstalowaniu u władzy wyznaczonych przez Stalina komunistów.
Pierwszą wielką jednostką LWP była 1. DP im. Tadeusza Kościuszki. Utworzono ją w maju 1943 roku, dowodził nią gen. Berling a już pięć miesięcy później, niedostatecznie wyszkolona, bez doświadczenia frontowego, dowodzona w dużej mierze przez sowieckich oficerów jednostka miała wziąć udział w walkach na Białorusi i odbyć swój chrzest bojowy. 12 października 1943 r., w ramach operacji orszańskiej, Polacy mieli zaatakować na dwukilometrowym odcinku frontu Niemców w pobliżu miejscowości Lenino.
Kościuszkowcy, mimo ofiarności i woli walki, doznali całkowitej klęski. Złożyły się na nią błędy dowództwa, brak należytego przeszkolenia, trudny, podmokły teren, braki w zaopatrzeniu i amunicji, brak wystarczającego wsparcia ze strony flankujących Dywizję oddziałów sowieckich i friendly fire z ich strony oraz przewaga ogniowa i powietrzna Niemców. W rezultacie dwudniowych walk jednostka straciła około 3 tysiące zabitych, rannych, zaginionych i wziętych do niewoli, co stanowiło 1/4 stanu osobowego, było katastrofą i spowodowało jej wycofanie z linii frontu.
Straty te przewyższały straty II Korpusu w bitwie o Monte Cassino. Potwierdzały również obawy generała Andersa jeszcze z czasów pobytu w Rosji, co do przebiegu walk polskich jednostek pod sowieckim dowództwem. Skoro nie liczyło się ono z własnymi stratami, jakże miałoby nie szafować krwią i życiem polskich żołnierzy?
Mimo oczywistej porażki peerelowska propaganda przedstawiała bitwę pod Lenino jako wielkie zwycięstwo polskiego oręża i wspaniały przykład braterstwa broni z radzieckimi towarzyszami. Od 1950 roku 12 października stał się Dniem Wojska Polskiego i jako święto obchodzono go do końca PRL-u. usuwając pamięć o prawdziwym Święcie Żołnierza z 15 sierpnia, ustanowionym na pamiątkę bitwy warszawskiej 1920 roku.
Fałsz kłamliwego święta miał ukryć rzeczywistą klęskę, zdyskredytować Armię Andersa, jako tę, która „odmówiła walki”, potwierdzić że szlak bojowy rozpoczęty pod Lenino był „najkrótszą i jedyną właściwą drogą” do wyzwolenia Polski i przesłonić gorzką prawdę, że służba wywiezionych Polaków w komunistycznym wojsku była jedyną szansą wyrwania się z „nieludzkiej ziemi”




