Dopóki jeszcze można iść…

Date:

Od wielu lat jestem w drodze. Właściwie od „momentu” nawrócenia. Tysiące kilometrów i setki spotkań z ludźmi wielu języków, kultur i religii, dają mi obraz wielkości ludzkiego ducha i wielkiej, kosmicznej, niepojętej tajemnicy cudu, jakim jest życie.
Nie umniejszając innym formom wędrowania, nie zamieniłbym plecaka i kostura na samochód czy pociąg. Dlaczego?
Bo interesuje mnie radykalna „bezpośredniość” doświadczania życia. Być może z podobnego powodu chętniej sięgam po książki pisane przed epoką internetu, zanim wynaleziono funkcję „kopiuj-wklej” i chat-boty.
Wiem że jestem dinozaurem i wymrę jak one, wyparte z planety przez osobniki mniejsze, sprytniejsze i lepiej przystosowane.
Wiem także, ze podobną intensywność i głębię doświadczeń, za którymi tęsknię, przeżywają pielęgniarki na dziecięcej onkologii, osoby walczące ze swoimi nałogami czy choćby małżonkowie, którzy wbrew wszystkiemu trwają w wierności małżeńskiej przysiędze…
Ja jednak, robiąc kolejny krok w niepewność w pieszej wędrówce, realnie smakując słony pot spływający z twarzy, świadomie doświadczam chrzęstu żwiru pod nogami, wsłuchuję się w krzyk orła nad stepem i podziwiam prawdziwy, wielobarwny łuk tęczy w mgiełce wody nad wodospadem.
Nie jestem krytykiem postępu, który uważam za nieuchronny, ani rozwiązań, które coraz bardziej oddzielają człowieka od „bezpośredniości” doświadczania życia. Nie wykluczam także, ze nowych narzędzi można używać bez straty „ostrości” obrazu.
Patrzę jednak ze smutkiem, jak zapracowani i przestraszeni, skupieni na srebrnych ekranach, szukamy ulgi i zapomnienia w ulubionych serialach i tiktokach…wybierając rafę koralową na wielkiej domowej plazmie niż wyjście do lasu, gdzie przecież czyha borelioza, wilgoć i katar.
Dlatego kontakt ze światem nieuchronnie i coraz silniej zapośredniczamy przez media. Wygoda, bezproblemowość i głód nowych, coraz intensywniejszych, lecz często pustych i powierzchownych emocji – sprawiają, że „bezpośredniość”, „autentyczność”, „źródłowość” życia jawią się coraz częściej jako mity bądź formy utopii uprawiane przez dziwaków lub szaleńców. Podobnie jak tradycyjne formy religijne budzą nieufność i obawę, że są jakąś formą ucieczki bądź podejrzanego radykalizmu.
To samo dzieje się z kulturą, życiem społecznym i religią. Wszystko ma się stawać łatwiejsze, bezproblemowe i dostępne dla każdego bez wysiłku. Wartościowe niczym „piękna” i chrupiąca pszenna bułka z Żabki.
Zamiast jednej tożsamości, jednego świata, jednego piękna i jednej prawdy, mamy wiele tożsamości, wiele światów, wiele prawd i listę płci, z której każdy młody człowiek może wybrać coś dla siebie.
Mamy w końcu świat pluralizmu, o który chodziło Marksowi czy Spinellemu.
Czy jestem więc pesymistą?
Nie! Bynajmniej. To, że mój świat odchodzi, a ja wraz z nim, sprawia, że czas, jaki pozostał, cały czas „gęstnieje”, a intensywność przezywania tego wszystkiego, co z niego zostało, czyni życie jeszcze bardziej faszynującym.
Zresztą to wszystko, o czym tu piszę, to tylko moje prywatne zdanie. A ja jestem tylko słabym człowiekiem i często się mylę…

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Ludzie chorzy z nienawiści do piękna?

Są takie dzieła, wobec których człowiek staje bezradny nie...

Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Głos, którego nie zdołano uciszyć!

Są ludzie, których życie trwa dłużej niż ich ziemska...

X. Stanisław Małkowski 1944-2026

Odszedł ksiądz Stanisław Małkowski – wielki Polak, kapłan wierny...

Kościół na ławie oskarżonych!

Prolog Sprawa Osiedla Maltańskiego pokazuje, jak łatwo w debacie publicznej...