Generał powinien rozpoznawać ruchy nieprzyjacielskich wojsk, przewidywać zagrożenia militarne, planować obronę kraju i przygotowywać armię na najgorsze scenariusze. Powinien wiedzieć, skąd nadlatują rakiety, jak neutralizować drony, jak chronić granice i jak reagować na rzeczywiste zagrożenia. Tymczasem generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, postanowił najwyraźniej poszerzyć zakres swoich kompetencji. Zamiast wypatrywać wroga za granicami, zaczął dostrzegać go pod Trybunałem Konstytucyjnym. Protestujący obywatele? Być może element operacji obcego państwa!
Trzeba przyznać, że to wyjątkowo oryginalna koncepcja bezpieczeństwa narodowego. Kiedy inni generałowie martwią się o rakiety, czołgi, systemy obrony powietrznej i gotowość bojową, nasz generał najwyraźniej dostrzega strategiczne zagrożenie w ludziach z transparentami. Można odnieść wrażenie, że polski wywiad wojskowy powinien czym prędzej wyposażyć demonstrantów w identyfikatory, a służby specjalne rozpocząć analizę pochodzenia farby drukarskiej użytej do wykonania protestacyjnych haseł. W końcu nigdy nie wiadomo, czy za zwykłym markerem nie stoi ruska onuca.
Ironia tej sytuacji jest szczególnie gorzka. Polska armia potrzebuje generałów, którzy potrafią odróżnić rzeczywiste zagrożenie militarne od politycznego sporu. Potrzebuje ludzi, którzy w sytuacji kryzysowej zachowają zimną krew, a nie takich, którzy każdą demonstrację potrafią zamienić w potencjalną operację specjalną. Bo jeśli na tym ma polegać strategiczne myślenie, to być może zamiast sztabu generalnego wystarczyłby dobry komentator telewizyjny z nieco bujniejszą wyobraźnią.
Co gorsza, generał najwyraźniej zapomina o fundamentalnej różnicy: armia ma bronić obywateli, a nie podejrzewać ich o to, że są wrogami państwa. Mundur nie daje prawa do traktowania demokratycznego sprzeciwu jako zagrożenia. Gwiazdki na pagonach powinny oznaczać odpowiedzialność, doświadczenie i profesjonalizm, nie zaś przywilej do wygłaszania politycznych diagnoz bez przedstawienia przekonujących dowodów.
Można więc postawić pytanie: czy naprawdę największym problemem polskiego bezpieczeństwa są dziś obywatele protestujący pod Trybunałem, czy raczej niebezpieczna łatwość, z jaką niektórzy przedstawiciele władzy i Sztabu Generalnego zaczynają widzieć w krytyce państwa zagrożenie dla samego… państwa?
Bo wróg nie zawsze stoi za granicą, ale też nie każdy, kto stoi pod Trybunałem, jest jego agentem. Czasami jest po prostu obywatelem. I dobrze byłoby, żeby pan generał tę elementarną różnicę zechciał zauważyć. Jakby co – mam zapasową lornetkę.
I na zakończenie chciałbym przywołać rozmowę z pewną osobą, z którą diametralnie (politycznie) nie zgadzam się, a która to osoba, gdy gen. Kukuła został „wynaleziony” przez PiS, miała o nim jak najgorsze zdanie. Wiadomo, że – tutaj posłużę się kultowym cytatem z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”- „To złodziej. I pijak. Bo każdy złodziej, to pijak” (piszę w przenośni o każdej osobie współpracującej z PiS). Przyznaję, że nie widziałem żadnych powodów, by wieszać na panu gen. Kukule psy. Nie znałem człowieka, był no name, stał prosto, salutował właściwą ręką i gdy maszerował, to jedną nogę zawsze zostawiał z tyłu. Dlaczego nie dać człowiekowi szansy? I teraz przyznać muszę, że przypadek pana generała potwierdza krążącą w świecie polityki teorię, że politycy PiS ręki do swoich nominatów nie mieli, oj nie mieli. Także sypię głowę popiołem i pędzę do Canossy.




