Efez. Miasto, które odsunęło się od morza!

Date:

Najpierw jest kamień. Potem kolumna. Potem ulica, która prowadzi donikąd, choć kiedyś prowadziła do morza. Efez. Jedno z najlepiej zachowanych starożytnych miast rzymskich w Turcji. Kiedy idzie się jego ulicami, trudno oprzeć się wrażeniu, że mieszkańcy wyszli stąd przed chwilą. Zostawili domy, place, schody, świątynie. Zostawili miasto, które miało wszystko: pieniądze, handel, port, bogów i ludzi przekonanych, że ich świat będzie trwał wiecznie. Lepszy obraz antycznego miasta, z zachowanym układem ulic i budowli, widziałem właściwie tylko w jordańskim Gerazie.

Efez był miastem szczęśliwym. Miał morze. Morze oznaczało statki, towary, kupców, przybyszów, pieniądze. Przez port przepływał świat. A nad tym światem czuwała Artemida. Tak przynajmniej opowiada wirtualne muzeum. Artemida, bogini, której zawdzięczano pomyślność, której poświęcono monumentalną świątynię, jeden z cudów starożytnego świata. Miasto rosło w jej cieniu, wierzyło w jej moc i budowało swoją wielkość na jej imieniu.

A potem coś się zepsuło.

Najpierw ziemia zadrżała. Trzęsienie ziemi naruszyło porządek, który wydawał się niewzruszony. Potem morze zaczęło się cofać. Port tracił znaczenie, woda oddalała się od miasta, a wraz z nią odpływało jego bogactwo. Efez powoli tracił swój oddech. Ale nie tylko natura przyniosła zmianę. Pojawił się Paweł. Dla nas… święty Paweł. Człowiek, który przybył z inną opowieścią, inną wiarą, innym Bogiem. Zaczął podważać boskość Artemidy, bogini stworzonej przez ludzką wyobraźnię, ale dla mieszkańców Efezu prawdziwszej niż niejeden człowiek. Lud wzburzył się. Było blisko zamieszek. Wiara okazała się nie tylko sprawą duszy, lecz także interesu, pieniędzy, przyzwyczajenia. Ktoś przecież żył z Artemidy. Ktoś sprzedawał jej figurki. Ktoś zarabiał na pielgrzymach.

I tutaj kończy się muzealna opowieść.

Następna sala. Nagle radosny głos przewodnika oznajmia, że Artemida jednak nie opuściła swojego miasta. Pozostała z nim. A teraz możemy ją podziwiać. Stoi przed nami jej posąg. Kamienna, nieruchoma, otoczona światłem ekspozycji. Bogini przetrwała.

Tylko że między jedną salą a drugą zniknęło kilkaset lat.

Nie ma w tej opowieści miejsca na ponad siedem stuleci Bizancjum. Na chrześcijaństwo, które zapuściło tu korzenie. Na bazylikę świętego Jana, który nauczał w tych stronach i według tradycji został tu pochowany. Na Matkę Boską, której pobyt wiąże się z pobliskim Efezem, na jej ostatnie ziemskie chwile i Wniebowzięcie. To także jest część tej historii. Niemniej ważna, niemniej fascynująca. Ale wymaga innej opowieści, a może po prostu innego spojrzenia.

Przyjechałem właśnie po to, żeby patrzeć. Zobaczyć te miejsca, dowiedzieć się więcej, zrobić zdjęcia. Trochę szlakiem świętego Pawła, trochę szlakiem własnej ciekawości. Bo historia, którą czytamy w książkach, nabiera zupełnie innego wymiaru, kiedy stajemy na jej miejscu. Kiedy dotykamy kamienia, przechodzimy po ulicy, po której szli ludzie dwa tysiące lat temu, kiedy potykamy się o fragment kolumny albo omijamy rozsypane na drodze resztki czyjegoś domu.

Wtedy przeszłość przestaje być abstrakcją. Staje się przestrzenią.

Najpierw zatrzymuje nas biblioteka Celsusa. Fasada, kolumny, symetria, kamień, który mimo upływu wieków zachował swoją dumę. Patrzę na nią i przypominam sobie Petrę, najsłynniejszy widok świątyni wykutej w skale. Tam człowiek staje naprzeciw monumentalnej fasady wyrastającej z kamienia. Tutaj podobne wrażenie robi architektura, tyle że zbudowana, nie wykuta. Oba miejsca mają w sobie coś z ludzkiego uporu. Z potrzeby pozostawienia po sobie czegoś, co przetrwa człowieka.

Ale najciekawsze kryje się nie na zewnątrz.

Trzeba wykupić dodatkowy bilet, żeby wejść do kompleksu rzymskich domów. Wchodzę. I nagle zmienia się perspektywa. Przestaję oglądać miasto jako zbiór zabytków. Wchodzę do czyjegoś życia. Mozaiki na podłogach. Malowidła na ścianach. Pomieszczenia, przejścia, fragmenty wyposażenia. Ślady codzienności, które przetrwały znacznie dłużej niż ludzie, którzy je stworzyli. Przez chwilę mam osobliwe wrażenie, jakbym wszedł do mieszkań opuszczonych niedawno. Gospodarze wyszli tylko na chwilę. Zaraz wrócą. Ktoś zapali lampę, ktoś przejdzie przez pokój, ktoś zawoła z sąsiedniego pomieszczenia.

Ale nikt nie wraca…

Zostają ściany, kolory, wzory. Zostaje przestrzeń, która kiedyś była czyimś światem. I to chyba najbardziej porusza w Efezie. Nie wielkość świątyń ani monumentalność bibliotek. Nie nawet historia bogów i cesarzy. Najbardziej porusza zwyczajność. Ślady ludzi, którzy jedli, rozmawiali, kłócili się, wychowywali dzieci, martwili o jutro. Tak samo jak my dzisiaj.

Wychodzę z domów na główną ulicę. Słońce oświetla kamienie. Turyści przesuwają się powoli między kolumnami. Robią zdjęcia, zatrzymują się, ruszają dalej. Miasto trwa, choć nie ma już portu, który dawał mu życie. Morze jest daleko. Artemida została w muzeum, Paweł w historii chrześcijaństwa, Jan w bazylice, a Maryja w tradycji i wierze.

Efez pozostał pomiędzy nimi.

I może właśnie dlatego tak fascynuje. Jest świadkiem świata, który nie skończył się jednego dnia, ale odchodził warstwa po warstwie. Jedni bogowie ustępowali miejsca innym, zmieniały się języki, imperia, religie. Morze cofnęło się, ludzie odeszli, kamień pozostał. Historia Europy, historia świata, historia naszych przodków. Nie jest zamkniętą księgą. Trzeba ją na nowo odczytywać, czasem także poprawiać, kiedy ktoś opowie ją zbyt pośpiesznie albo pokaże tylko te strony, które pasują do wystawy.

W Efezie najlepiej czyta się ją stopami. Idąc po kamieniach, które pamiętają więcej, niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić.

Fotoreportaż z Efezu można zobaczyć tutaj: https://www.facebook.com/photo/?fbid=29192519983718928&set=pcb.29192531503717776

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Miasto, które wyrosło z białej wody!

Wyszedłem z amfiteatru i ruszyłem dalej. Przede mną rozciągało...

Zanim zastygł świat!

Tego ranka morze było spokojne. Rozlewało się błękitem u...

Via Partenope – perła Neapolu!

Jako się rzekło, że Neapol potrafi pozytywnie zaskoczyć, słowa...

Miasto, które zachowało twarze umarłych!

Najpierw jest światło. Potem schody. Na końcu schodów zaczyna...