Powiem Wam historię. Krótką. Niby zwykłą. A jednak… coś tu zgrzyta. Czytam o tym co się dzieje i oczom nie wierzę. Zaraz pewnie usłyszę, że „Kubicki znowu szuka dziury w całym”, że „manipuluje”, że „się czepia”.
Jest sobie urząd i to mega poważny Kancelaria Premiera Tuska. A w nim wydział taki z tabliczką, że „równość”, „prawa”, „szacunek”. Wszystko się zgadza, papier przyjmie wszystko. No i pracuje tam kobieta. Ogarnia temat, robi robotę, awansuje, jest zastępczynią dyrektora od… równego traktowania. Brzmi jak z podręcznika, prawda?
I nagle… bach! Zostaje odwołana ze stanowiska wicedyrektora. Myślicie: pewnie zdarzą się, nic nadzwyczajnego? Ale nic z tych rzeczy. Powód? Pani mecenas, która tam pracowała, śmiała… urodzić dziecko. Tak, dobrze czytacie. Sześć tygodni po porodzie, w samym środku połogu, kiedy człowiek ledwo kontaktuje z rzeczywistością, dostaje pismo, że jak tylko skończy jej się macierzyński, to do widzenia, dziękujemy, proszę szukać nowej roboty. Dziękujemy, do widzenia.
A swoją drogą… serio? W departamencie od równego traktowania tak z nią postąpili? „Najciemniej pod latarnią” to mało powiedziane. W miejscu, które ma uczyć całą Polskę, jak nie dyskryminować, wycinają matkę, bo „blokuje etat”.
Bo wiecie… my mamy w Polsce wszystko: rady kobiet, mamy pełnomocników, mamy w rządzie panią Minister Kotulę z Lewicy (tak, tę od równości!), która o te prawa dba pewnie nawet przez sen. Strajk Kobiet w gotowości, transparenty wyprane… Brzmi jak bajka? Tylko potem przychodzi rzeczywistość i mówi: „sprawdzam”. I wychodzi jak wychodzi.
A swoją drogą… zastanawiam się, gdzie są teraz te wszystkie bojowniczki o wolność i równość? Gdzie te płomienne przemówienia? Czy jak „swoi” robią takie numery, to nagle chowamy głowę w piasek i udajemy, że pada deszcz? Ryba psuje się od głowy, A tu? Jakoś spokojnie.
No i teraz pytanie, takie bez złośliwości (albo może trochę ): Czy my naprawdę walczymy o prawa kobiet, czy tylko dobrze o tym opowiadamy? Pytanie do Was: jak myślicie, czy doczekamy się jakiejś realnej reakcji, dymisji, przeprosin? Czy może standardowo, rozejdzie się po kościach, a za tydzień nikt nie będzie pamiętał, bo wrzucą nam jakiś inny temat zastępczy?
* tytuł pochodzi od redakcji M24




