Bolesław Wieniawa-Długoszowski – pierwszy ułan Rzeczypospolitej, który skoczył w wieczność!

Date:

Bolesław Wieniawa-Długoszowski był jednym z najbardziej niezwykłych ludzi II Rzeczypospolitej. Generał, lekarz, poeta, artysta, kawalerzysta, adiutant marszałka Józefa Piłsudskiego i pierwszy ułan Rzeczypospolitej – stał się symbolem epoki pełnej odwagi, fantazji i dramatów. Jego życie przypominało scenariusz filmu: od Legionów Polskich, przez wielką karierę wojskową i dyplomatyczną, aż po tragiczną śmierć w Nowym Jorku w 1942 roku.

Gdyby Polska miała swojego d’Artagnana, musielibyśmy go szukać nie w powieściach, lecz w aktach personalnych Wojska Polskiego II RP. Nazywał się Bolesław Ignacy Florian Wieniawa-Długoszowski, herbu Wieniawa. Lekarz, poeta, malarz, wolnomularz, kawalerzysta, ulubiony adiutant marszałka Piłsudskiego, ambasador, a przez trzy dramatyczne dni – prezydent Rzeczypospolitej. Człowiek, o którym mówiono, że gdy wchodził do lokalu, milkły rozmowy, a kieliszki same podnosiły się do toastu. Legenda ułańskiej fantazji, gorącego patriotyzmu i tragicznego finału, który do dziś budzi więcej pytań niż odpowiedzi.

Urodził się 22 lipca 1881 roku w Maksymówce na Kresach, w rodzinie o patriotycznych tradycjach. Ojciec brał udział w powstaniu styczniowym. Wychowywał się w Bobowej pod Nowym Sączem – majątku, gdzie szlachecka tradycja mieszała się z codzienną galicyjską rzeczywistością. Młody Bolesław był nieokiełznany. Wyrzucany ze szkół za temperament, uciekał z jezuickiego rygoru w Chyrowie, zdawał maturę eksternistycznie. Studiował medycynę we Lwowie, kończąc z wyróżnieniem, ale serce ciągnęło go ku sztuce. Berlin, Paryż – Akademia Sztuk Pięknych, cyganeria, pierwsze małżeństwo z operową śpiewaczką Stefanią Calvas. Tam, w Paryżu, spotkał Piłsudskiego. To spotkanie odmieniło wszystko. Związek Strzelecki, Legiony, Pierwsza Kompania Kadrowa. Wieniawa ruszył w bój jak na bal – z szablą i uśmiechem, który rozbrajał wrogów skuteczniej niż kule.

W Legionach stał się ułanem z krwi i kości. Beliniak, dowódca plutonu, uczestnik wszystkich bitew I Brygady. Potem adiutant Naczelnego Wodza – najbliższy współpracownik Piłsudskiego. Marszałek cenił w nim nie tylko lojalność i odwagę, ale też tę specyficzną mieszankę inteligencji, uroku i szaleństwa, która czyniła z Wieniawy idealnego emisariusza w najdelikatniejszych misjach. W czasie wojny polsko-bolszewickiej – kawaleria, sztab, bitwy. Po wojnie: attaché w Bukareszcie, komendant Garnizonu Warszawy, dowódca pułku, brygady, dywizji. Generał dywizji. Pierwszy ułan Rzeczypospolitej. Jego życie prywatne to gotowy scenariusz na film, jakiego w międzywojennej Polsce nikt nie odważyłby się nakręcić. Kobiety, konie, hulanki, dowcipy sypiące się jak iskry z podków. „Umiłowanie kobiet, koni i hucznej zabawy” – jak sucho notuje Wikipedia, ale w rzeczywistości było to coś więcej: barwna, pełnokrwista egzystencja człowieka renesansu, który nie znosił nudy i sztywniactwa (jak sam mawiał: koń, koniak, kobiety). Wolnomularz, poeta, przyjaciel artystów. Cytowano go w całej Polsce: anegdoty, bon moty, powiedzonka („Panowie, zaczęły się schody”), które stały się częścią narodowego folkloru. Był celebrytą, zanim wynaleziono to słowo. Jedni go uwielbiali, inni – zwłaszcza przeciwnicy sanacji – nienawidzili z całej duszy. Dla nich uosabiał wszystko, co złe w „rządach pułkowników”: butę, hulaszczy styl, brak powagi.

W 1938 roku Józef Beck posłał go jako ambasadora do Rzymu. Bez dyplomatycznego wykształcenia, ale z klasą światowca. Wieniawa sprawdził się doskonale – organizator, zręczny polityk, człowiek, który potrafił rozmawiać z Mussolinim, hrabią Ciano i dworem. Gdy wybuchła wojna, prezydent Mościcki, internowany w Rumunii, wyznaczył go 25 września 1939 roku swoim następcą na wypadek opróżnienia urzędu przed zawarciem pokoju. Zgodnie z konstytucją kwietniową. Trzy dni Wieniawa był de facto głową państwa – pełnił obowiązki, choć formalnie urząd prezydenta nadal był obsadzony. Sprzeciw aliantów – Francji, Wielkiej Brytanii, a nade wszystko Władysława Sikorskiego i antypiłsudczykowskiej frakcji zrobiły swoje. Wieniawa zrzekł się urzędu a Raczkiewicz został prezydentem. Dla „pierwszego ułana” był to cios, ale lojalność wobec Polski przeważyła. Po klęsce Francji – Portugalia, potem Stany Zjednoczone.

W USA redagował „Dziennik Polski” w Detroit, pomagał uchodźcom i aplikował u Sikorskiego o jakiekolwiek zajęcie w wojsku. W marcu 1942 roku otrzymał nominację na posła RP na Kubie – placówkę ważną wywiadowczo, ale jednak peryferyjną. Kupował garnitury, przygotowywał się do misji. A jednak 1 lipca 1942 roku, rano, w piżamie, wyszedł na taras domu przy Riverside Drive 3 w Nowym Jorku. Uklęknął na balustradzie, przeżegnał się i skoczył. Z piątego piętra. Umarł w ambulansie. Oficjalnie: rozgoryczenie, depresja, poczucie bezużyteczności, plączące się myśli w liście pożegnalnym. Ale detale budzą wątpliwości do dziś: list pisany „na raty” piórem i ołówkiem, dziwna treść, brak symptomów depresji według żony i córki, znakomity humor tuż przed… Świadek zeznał: „On nie skoczył. On po prostu spadł. Jakby nie żył już tam na górze.” Sprawa pozostaje jedną z wielkich zagadek emigracji. W pogrzebie uczestniczył gen. George Patton.

Gorący patriotyzm Wieniawy nie podlega dyskusji. Kochał Polskę w sposób absolutny, po ułańsku – bez kalkulacji, z szablą w dłoni i sercem na ramieniu. Piłsudski był dla niego nie tylko wodzem, ale ojcem chrzestnym losu. Gdy Marszałek umarł, świat Wieniawy stracił kotwicę. Sanacja się rozpadała, nadchodziła nowa wojna, a on – legenda – musiał walczyć z intrygami i oskarżeniami. Wspomnieć trzeba też o mroczniejszym wątku: zamieszaniu wokół zaginięcia gen. Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego w 1927 roku. Zagórski, przeciwnik zamachu majowego, zniknął po aresztowaniu. Krążyły plotki o egzekucji w forcie brzeskim. Wieniawę, wraz z Kostkiem-Biernackim, wymieniano wśród tych, którzy mogli mieć związek z tą sprawą. Poszlaki, teorie spiskowe, brak twardych dowodów – klasyczna międzywojenna zagadka, w której cienie sanacyjnych porachunków mieszają się z legendą. Wieniawa nigdy nie został formalnie oskarżony, ale cień tej afery towarzyszył mu latami, zwłaszcza w ustach przeciwników.

Waldemar Łysiak, pisząc o podobnych postaciach, lubił podkreślać, że Polska zawsze traciła swoich największych w najbardziej idiotyczny sposób – przez intrygi, zawiść i brak wyobraźni. Wieniawa był tego przykładem. Bohater, który przeżył Legiony, bolszewików, kampanię wrześniową, a zginął na nowojorskim bruku, w pidżamie, z krzyżem na piersi. Nie doczekał wolnej Polski. Ale legenda przetrwała. Pierwszy ułan. Człowiek, który pił życie wielkimi haustami, a gdy uznał, że Polska już go nie potrzebuje – oddał jej resztę. Bo Polska dla takich jak on nie była abstrakcją. Była kochanką, matką, koniem i szablą jednocześnie. I gdy kochanka zdradziła, a szabla stępiła się o biurokratyczne biurka emigracji – zostało tylko jedno wyjście godne kawalerzysty. Skok w nieznane. Niech mu ziemia lekką będzie. I niech w niebie czekają na niego dobre konie, piękne kobiety, Marszałek i artyści z kielichem w dłoni. Bo tacy jak Wieniawa nie umierają. Oni tylko zmieniają garnizon.

wianiawabio

Gen. dyw. Bolesław Wieniawa-Długoszowski (1881–1942)

Należy do najwybitniejszych i zarazem najbardziej barwnych postaci w historii Wojska Polskiego. Był generałem dywizji, lekarzem medycyny, poetą, dyplomatą, adiutantem i jednym z najbliższych współpracowników marszałka Józefa Piłsudskiego. Zapisał się w dziejach jako legionista I Brygady, oficer kawalerii, ambasador Rzeczypospolitej we Włoszech oraz człowiek, który po internowaniu prezydenta Ignacego Mościckiego we wrześniu 1939 r. został wyznaczony na jego następcę – decyzja ta nie weszła jednak w życie z powodu sprzeciwu władz francuskich.

Wieniawa był człowiekiem o niezwykle szerokich horyzontach. Łączył wojskową dyscyplinę z talentem literackim, zamiłowaniem do sztuki i błyskotliwym poczuciem humoru. W międzywojennej Warszawie uchodził za symbol ułańskiej fantazji, elegancji i odwagi. Jednocześnie pozostawał lojalnym współpracownikiem Piłsudskiego, wykonując odpowiedzialne misje dyplomatyczne. Tragiczny finał jego życia nastąpił na emigracji w Nowym Jorku, gdzie zmarł 1 lipca 1942 r.

Bolesław Wieniawa-Długoszowski powiedział:

„Bijecie się o honor? A my o naszą wolność. Czyli każdy walczy o to, czego mu brak.” –  słowa skierowane do carskiego oficera w odpowiedzi na pytanie, o co się biją legioniści?

„Choćby z diabłem, byle do wolnej Polski.” – odpowiedź na słowa Sienkiewicza, który stwierdził, iż można tylko współczuć legionistom, skoro idą z Niemcami.

„Bo w sercu ułana, gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń.”

„Czysta wódka ani munduru, ani honoru oficera nie plami!”

O gen. Wieniawie-Długoszowskim:

„Uważaj człowieku, co robisz” – powiedział bezwiednie taksówkarz. To było przecież piąte piętro. Lecz człowiek ów jakby nie zdawał sobie z tego sprawy. Stwarzał wrażenie nieobecnego, pogrążonego w głębokiej modlitwie. I nagle spadł. Bez jednego ruchu, bez choćby najmniejszego gestu rozpaczy. Po prostu. Pochylił się i spadł. Pytany potem dziesiątki, setki razy przez policję i FBI o to, co widział i czy to było samobójstwo, nowojorski taksówkarz nie potrafił powiedzieć nic innego niż:  „Nie, on nie skoczył. On po prostu spadł. Tak, jakby nie żył już tam na górze”.

Autor: Dariusz Baliszewski, Historia nadzwyczajna, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2009, s. 98.

„Wypytywałem o was generała Krzemińskiego, nalegałem nań, by mi szczerze powiedział, czyście kiedykolwiek nie zrobili jakiegoś świństwa. I wie pan, pułkowniku, co odpowiedział generał? „Panie marszałku, głupstw na pewno bez liku, ale świństwa nigdy żadnego”.

Autor: Józef Piłsudski w rozmowie z płk. Wieniawą. Źródło: Mariusz Urbanek, Wieniawa. Szwoleżer na pegazie.

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Paweł Jasienica. Twardszy niż Bratny. Człowiek, który nie bał się niczego prócz hańby

Walczył z Niemcami i sowietami, tworzył wyobraźnię historyczną pokoleń, a w sypialni miał agentkę bezpieki. Paweł Jasienica nigdy nie został lokajem władzy. Poznaj cenę prawdziwej niezłomności.

Sypialnia na podsłuchu bezpieki. Jak miłość stała się raportem. Paweł Jasienica

Totalitaryzm nie musiał wyważać drzwi Pawła Jasienicy – wszedł pod postacią kobiety, której bezgranicznie zaufał. Prawda o małżeństwie z agentką SB, które zniszczyło życie wybitnego pisarza.

Gdy historia zmusza do podania ręki katu. Układ Sikorski-Majski.

Są w dziejach narodu chwile, w których polityka przestaje...

Wanda Przybylska. Gdy liczby stają się bezdusznym piaskiem, prawda o 1944 roku przemawia głosem dziecka.

Milionowe statystyki wojny zmieniają tragedię w bezduszny piasek. Wanda Przybylska miała 14 lat i ocaliła z płonącej Warszawy to, co najważniejsze: czystą wrażliwość i prawdę o człowieczeństwie.