13 XII ’81 Czas Apokalipsy! Wrona łamie skrzydła Orła

Date:

Właśnie mijają 44 lata od wprowadzenia stanu wojennego. Czym był stan wojenny? Z punktu widzenia komunistycznej władzy była to, w krótkoterminowej perspektywie udana, operacja spacyfikowania polskiego społeczeństwa i utrzymania nad nim kontroli przez kolejne osiem lat. Trzeba tu dodać, że zmianą było zastąpienie partyjnych bonzów towarzyszami w mundurach, co jednak istoty tej niewydolnej, niesprawiedliwej, nieefektywnej i pasożytniczej władzy nie zmieniło.

W perspektywie dłuższej komuniści ponieśli klęskę, i nie chodzi tu o oddanie władzy (podzielenie się) w 1989 roku. Stalinowski projekt tzw. Polski ludowej, zapoczątkowany w 1944 roku, po dwóch pieredyszkach, najpierw towarzysza „Wiesława” (socjalizm z ludzką twarzą) w 1956, potem towarzysza Edwarda (druga Polska) w 1971, utracił w latach 80-tych zdolność poruszania i przyciągania młodych ludzi. On tak naprawdę skończył się 13 grudnia 1981 roku. Siłą inercji i działań represyjnych reżym jeszcze trwał, ale gnił. Nie był w stanie wyprowadzić gospodarki z kryzysu, a społeczeństwa z apatii. Jego atrakcyjność przeminęła, ideowców zastąpili pragmatycy i karierowicze, dla których przystąpienie do PZPR było wyborem sytuacyjnym.

Świetlana przyszłość – jak zawsze i wszędzie gdzie komuniści próbowali ją realizować – nie ziściła się i wielu rozczarowanych towarzyszy przestało wierzyć w jej nadejście. Niektórzy w swoim rozgoryczeniu nawet zwrócili partyjne legitymacje po wprowadzeniu stanu wojennego. Nas jednak nie interesują emocjonalne dylematy właścicieli prylu (za Herbertem), czy ich oddolnych popleczników, ale odczucia zwykłych ludzi, którym przyszło w nim żyć.

Milcząca większość, zmuszona do wegetacji w państwie „czerwonej burżuazji” lat 70-tych, nienawidziła komunizmu za jego szarzyznę, syf i beznadzieję, za wszechobecne kłamstwo i upodlenie, za brak wolności i godności. Wybór Karola Wojtyły na papieża, jego pierwsza pielgrzymka do Kraju i pamiętne słowa:

„o Duchu, który miał zstąpić i odnowić oblicze tej ziemi”

sprawiły, że ta większość się policzyła, uświadomiła sobie swoją siłę i się zorganizowała. I jak radził Kuroń, zamiast palić komitety założyła własne.

Powstanie Solidarności po sierpniowych strajkach w 1980 roku było niezwykłym fenomenem. Po 35 latach prania mózgów, mozolnego urabiania, ulepiania nowego sowieckiego człowieka, przez szkołę, organizacje młodzieżowe, telewizję i inne media, przez socjalistyczną popkulturę, przez możliwość ułatwionego awansu społecznego jaki oferowała Partia, okazało się że wolnościowe ciągoty Polaków są silniejsze. Choć do PZPR należało na przełomie lat 70/80-tych 3 miliony ludzi (na 35 milionów zamieszkujących PRL), to do Solidarności wstąpiło ponad 10 milionów, w tym wielu członków Partii.

Dość szybko się okazało, że Solidarność jest nie tylko niezależnym i samorządnym związkiem zawodowym, ale i szerokim ruchem społecznym o republikańskim, wolnościowym, narodowym i chrześcijańskim charakterze. Pamiętam ten ogromny potencjał nadziei na lepszą Polskę, na lepsze życie jaki wygenerowała Solidarność i jej sukcesy: podwyżki płac, wolne soboty, msza niedzielna w radio, Tygodnik Solidarność, niezależne harcerstwo, niezależne organizacje rolnicze i studenckie, odkłamanie niektórych „białych plam” w historii, nawet powstanie Solidarności funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Pamiętam też wzajemną życzliwość, pomoc i współdziałanie ludzi, poczucie jedności i solidarności, jakie udało się zbudować. Czasy te nazwano potem 16-miesięcznym karnawałem Solidarności.

Ale, chociaż Solidarność nie kontestowała ustroju ani zależności od ZSRS, sowieckie kierownictwo uznało ją za „kontrrewolucję”, a lokalny partyjny establishment za zagrożenie dla dominującej pozycji i przywilejów. Dlatego, gdy jedną ręką Partia podpisywała porozumienia kończące sierpniowe strajki ’80 roku, drugą rozpoczęła przygotowania do „usmierienia polskowo matieża”. Po rozmowach Jaruzelskiego z Breżniewem okazało się, że polscy towarzysze nie otrzymają bratniej pomocy i z kontrrewolucją będą się musieli rozprawić własnymi rękami.

Pod względem logistycznym i psychologicznym stan wojenny był majstersztykiem peerelowskich służb. Przygotowania udało się utrzymać w tajemnicy, w ciągu kilku dni zatrzymano i internowano pięć tysięcy działaczy, sparaliżowano łączność, przejęto lub zamknięto media i rozpoczęto wielką goebbelsowską operację wbijania w głowy przekazu o wielkim dobrodziejstwie jakim był zamach Jaruzelskiego (nielegalny nawet w świetle ówczesnego prawa). Czynnego oporu, poza paroma miejscami (kopalnie „Wujek” i „Manifest lipcowy”), w zasadzie nie było. Akcja 13 XII ’81 była nokautem i sparaliżowaniem Solidarności, a dla narodu przetrąceniem skrzydeł.

Z towarzysza Jaruzelskiego zrobiono wzorzec odpowiedzialnego patrioty, który zapobiegł anarchii, brakom w zaopatrzeniu w podstawowe artykuły, potencjalnemu terrorowi wymierzonemu w działaczy PZPR, a nawet – półgębkiem dawano do zrozumienia – wejściu sowietów i „bratnich wojsk” z NRD i Czechosłowacji. Duża część społeczeństwa w to uwierzyła i nawet dziś wielu Polaków widzi w towarzyszu „Wolskim” zbawcę narodu, a nie sowieckiego oficera w polskim mundurze.

Jak dziś ocenić stan wojenny? To przede wszystkim tragedia jaką była śmierć ponad setki ofiar zastrzelonych w manifestacjach, zakatowanych na posterunkach, skrytobójczo zamordowanych. Lista ofiar mogła być jednak większa, gdyby władza, której nie obeschła na rękach krew 50 tysięcy ofiar z czasów stalinowskich, zdecydowała się na brutalniejsze rozwiązania.

Z Polski uciekło, wyjechało, zostało wypchniętych ponad milion ludzi, którym komunizm odebrał perspektywy i nadzieje. Wielu działaczy Solidarności zostało złamanych, wielu zwerbowanych jako tajni współpracownicy, a niektórzy zalegendowani jako niezłomni bojownicy, którzy – zaproszeni przez generała Kiszczaka do okrągłego stołu – sfraternizowali się z komunistami i cynicznie okantowali naiwne społeczeństwo. Zmarnowaliśmy osiem lat, a co gorsza owocem zgniłego kompromisu zawartego w 1989 roku jest III Rzeczpospolita, która dla pamiętających czasy komuny jest PRL-em. Zwłaszcza w wydaniu aktualnej władzy.

„Akcja 13 grudnia była przetrąceniem skrzydeł narodu.”

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Bratobójczy ogień, Radio „Wanda” i stalinowska cenzura. Cena, jakiej zażądało Monte Cassino

Mit, który zrodził się we krwi. Zamiast pompatycznej laurki – bratobójcze strzały, psychologiczne gierki i żołnierze Andersa, którym ojczyzna odpłaciła zdradą. Tak wyglądało Monte Cassino.

Między honorem a katastrofą. Dlaczego Józef Beck odrzucił pakt z Hitlerem i zapłacił za to Polską?

Józef Beck odrzucił pakt z diabłem, wybierając honor. Dziś krytycy widzą w nim tchórza. Czy ustępstwa wobec III Rzeszy ocaliłyby Polskę, czy zgotowałyby nam los niewolników?

Zamach majowy. O tym, że mniejsze zło jest gorsze od mniejszego dobra.

Historia wybacza zwycięzcom, ale zamach majowy to żaden triumf. To krwawy pucz, który zastąpił kruchą demokrację republiką kolesi, brukując niekonstytucyjną drogę do narodowej katastrofy w 1939.

Wybór, który ważył wieki: Czy dzisiejsze kierunki dla Polski wymyślono 450 lat temu?

Wschód, Zachód czy własna droga? Sprawdź, jak fascynująca debata o kierunki dla Polski po śmierci ostatniego Jagiellona stała się lustrem dla naszych współczesnych lęków i narodowych nadziei.