Premier wraz z Ministrem finansów ogłosili kolejny akt altruizmu UE wobec Polski. Oto łaskawie pozwolono nam na zaciągnięcie pożyczki na zakupy związane z obronnością. Według Premiera Donalda Tuska, za ten akt niezwykłej łaski powinnyśmy UE dziękować na kolanach, a Minister Domański każdego, kto ma wątpliwości co do tej pożyczki nazywa głupcem (no cóż nawet lakierki nie ukryją wystającego z nich produktu ubocznego młócenia zbóż).
A więc o co tu chodzi, skoro aż tak rozedrgani są członkowie rządu? Tak rozemocjonowani i niezdrowo wręcz podnieceni? Czym jest ten nadzwyczajny dar jaki my niewdzięczni dostajemy od UE? Otóż, zapewne realizując niemiecką agendę i na rozkaz Berlina (via Bruksela), rząd w ramach wspomnianego w tytule programu SAFE zamierza pożyczyć 43,7 mld euro. Czyli około 185 miliardów złotych. Spłata tej pożyczki ma być rozłożona na 45 lat. Tak więc zadłużamy i dzieci, i wnuki. A w zasadzie oddajemy je w niemiecką niewolę kredytową na lata.
Rządzący twierdzą, że 80 procent tych środków będzie wydatkowanych w polskim przemyśle zbrojeniowym, a oprocentowanie jest niebywale korzystne. Czyżby cuda się zdarzały? Ależ nie. Mamy do czynienia z kolejną próbą zniszczenia polsko-amerykańskich relacji (w tym przypadku biznesowo-obronnych) oraz założeniem kolejnych łańcuchów na naszą wolność i suwerenność.
W tym artykule jest za mało miejsca na pełną analizę tych skomplikowanych sideł, ale warto przedstawić choć kilka widocznych gołym okiem negatywów. Jednak przed ich pokazaniem warto wskazać na bardzo istotną w tym kontekście rzecz. Otóż Polska, już ładnych parę lat temu, zdecydowała się na kompleksowe zakupy broni i systemów obronnych z 2 kierunków. Od USA i Korei Południowej. I ten program realizujemy. Z tych kierunków kupujemy broń pancerną, systemy rakietowe, wozy opancerzone, systemy serwisowe dla czołgów, samoloty, śmigłowce itd. Kupujemy sprzęt najlepszej jakości, sprawdzony w boju. Co więcej, kupujemy go od rzetelnych kontrahentów, potrafiących terminowo realizować dostawy, a zamówienia składamy w oparciu o własną, suwerenną wizję uzbrojenia naszej armii.
W tym kontekście program SAFE jest absolutnie szkodliwy dla realizacji spójnego planu modernizacji sprzętowej polskiego wojska. Nagle, zgodnie z jego zapisami, musielibyśmy kupować sprzęt produkowany w UE i Wielkiej Brytanii, a zamknąć sobie drogę do kontynuowania realizowanego już planu zakupów z USA i Korei Południowej. Zamiast Abramsów czy czołgów K2 Black Panther mielibyśmy kupować niemieckie Leopardy, których Niemcy nie potrafią wyprodukować w wystarczającej ilości nawet dla siebie (problemy z amunicją do nich już przechodziliśmy). A może miałaby znów wrócić sprawa Caracali i pożegnanie z Black Hawkami oraz Apachami? Niemcy by tego chcieli, bo Polską obronność mają w głębokim poważaniu, a przy okazji nabiliby pieniędzmi swoje portfele. No i warto zbrojącego się sąsiada mieć jednak na smyczy.
Szanowni Państwo, każdy sprzęt wojskowy to tylko wierzchołek góry lodowej. Za nim idą systemy naprawcze, serwis, logistyka, szkolenia załóg i obsługi technicznej itd. To są gigantyczne koszty. My to robimy od lat w kontekście sprzętu z USA i Korei Południowej. Mamy to już mocno zaawansowane. Ze względu na wskazane elementy (koszty, logistyka, spójność technologii) normalne państwa skupiają się zawsze na systemach monolitycznych. Nikt nie kupuje 10 rodzajów czołgów od Sasa do Lasa, bo to jest samobójstwo. Chyba, że celem jest skrajna anarchia w systemie uzbrojenia. A więc pieniądze z SAFE to w efekcie potencjalna dewastacja polskiej koncepcji uzbrojenia.
Ale idźmy dalej, w tym programie mamy zawarty mechanizm ścisłej warunkowości (znamy to z KPO i wiemy o co chodzi). A więc gdy tylko nie będziemy na kolanach realizowali dyktatu Brukseli (czyli Berlina) to się nam środki zablokuje i zostaniemy z niczym. Dalej, kredyt w walucie, która nie jest walutą własną jest zawsze ryzykowny. Dywagacje, o tym, że 80% tych pieniędzy zainwestujemy we własny przemysł zbrojeniowy, tak jak to, że nie będziemy tego kredytu spłacać z budżetu MON to kolejne rządowe kłamstwa. Na dowód tego wystarczy pokazać dwie poprawki opozycji, które mówiły o tym by te elementy były zagwarantowane ustawowo, a które rządzący w Sejmie odrzucili. Czyli wiemy już, że to kłamstwa i fikcja. Na końcu warto też wspomnieć, że z tego cudownego programu nie skorzystali sami Niemcy. Co za nowina!
I można by tu przytaczać jeszcze wiele tego typu druzgoczących dla tej pożyczki faktów. Ale sprawa jest w zasadzie banalnie prosta. Niemcy taki mechanizm, via UE, stosują nie pierwszy raz. Mówią tak: słuchajcie, pożyczymy wam pieniądze. Wy za te pieniądze musicie kupić nasz sprzęt. Czyli to co wam pożyczymy, wpompujecie w nasz przemysł (a więc pierwszy raz nam te pieniądze oddacie). Potem nam ten kredyt spłacicie (drugi raz nam oddacie pieniądze). No i na koniec, w podziękowaniu za ten piękny gest jaki wobec was wykonujemy zapłacicie nam jeszcze odsetki od tego kredytu. I wszystko jasne.
No może jeszcze, aby się „polaczki” nie zbuntowała, bo choć mamy tu swojego jurgieltnika w postaci Premiera oraz cały szereg nowych targowiczan w postaci ministrów i zwolenników tego rządu, to jednak sprawy dopilnuje w polskim Sejmie nasz, niemiecki Ambasador. Nie macie Państwo deja vu? Bo ja widzę od razu carycę Katarzynę i jej ambasadorów. Widzę targowiczan i sprzedawczyków. Historia lubi się powtarzać. Podobno jako farsa. Ale w tym przypadku raczej jako kolejna tragedia, którą sami sobie ściągamy na głowę. SAFE, to kolejny etap demontażu Polski jako suwerennego kraju. Niemcy nigdy nie rezygnują. Oby Pan Prezydent tego nie podpisał.




