Wyrok w Rzeszowie: Czy szkoła ma teraz uczyć matematyki czy metafizyki?

Date:

Uczeń w okresie tranzycji ma prawo do tego, by zwracać się do niego innym imieniem niż metrykalne. Nawet jeśli nie doszło do formalnego uzgodnienia płci ani do oficjalnej zmiany imienia – wskazał Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w prawomocnym wyroku. Jak widać nasze sądy są nie tylko szalenie wolne (chodzi oczywiście o czas) ale niektórym sędziom trudno połączyć kropki. Sprawdzić czy aby sędzia dzień wcześniej nie był u Józefa na imieninach…

Co będzie kolejnym razem? Wiktor zechce być Napoleonem, Batmanem albo (nie daj Boże) kapitanem Klosem, paradującym w niemieckim uniformie, który na widok innych mundurowych będzie zamawiał sławetne pięć piw! „Takie mam poczucie tożsamości, proszę wysokiego sądu” – powie nasz Hans Klos, który (do dzisiaj) nie wiadomo dla którego wywiadu pracował. A sąd, usłyszawszy taką deklarację, połączy kropki tak, by wyszła gwiazda Dawida, krzyż maltański albo flaga koloru tęczy – zależnie od etapu, który aktualnie wyznaczy postęp z Brukseli.

Oczywiście zaraz ktoś powie: „Ależ to nie to samo!”. Owszem, nie to samo – dziś. Problem w tym, że granice, które jeszcze wczoraj wydawały się oczywiste, dziś są gumowe jak regulamin szkolnego konkursu. W efekcie nauczyciel matematyki zamiast liczyć całki, będzie studiował najnowszy suplement do Dziennika Ustaw w sprawie aktualnego imienia ucznia z ławki trzeciej od okna. A wychowawca – zamiast wychowywać – będzie zarządzał arkuszem Excel z kolumną „tożsamość tygodnia”.

Państwo, które nie radzi sobie z egzekucją alimentów, dziurą budżetową wielkości Rowu Mariańskiego i kolejką do specjalisty (o dziwo żaden lekarz do mnie nie dzwoni), znalazło nową misję: subtelną korektę szkolnego dziennika pod kątem zmiany płci. I może to jest właśnie nasza specjalność – wielkie sprawy zostawiać historii, a drobiazgi podnosić do rangi przełomu cywilizacyjnego.

I tak oto państwo polskie, które w sprawie dziurawego chodnika potrafi medytować przez siedem lat, a sprawie wałęsających się po ulicach miast stad dzików (dziki najwyraźniej są elementem bioróżnorodności debaty publicznej) wykazuje zaskakującą bezradność, to w kwestii imion odkryło w sobie zwinność baletnicy. Piruet, plié i już: rzeczywistość prawna zmienia się szybciej niż dziewczyny Kalibabki.

Ja się osobie sędziowskiej nie dziwię, bo skoro odsłuchy z Parlamentu Europejskiego są takie, że deklaracja jest równie ważna co DNA, a może nawet ważniejsza, to osoba sędziowska jest kompletnie bezsilna. Cóż ma począć taka biedna osoba sędziowska wobec ciężaru epoki, w której słowo „czuję” waży więcej niż chromosom, a „oświadczam” potrafi przestawić zwrotnicę w miejscu, gdzie zasadniczo powinien znajdować się mózg?

W tej nowej metafizyce państwo przestaje być strażnikiem faktów, a staje się notariuszem subiektywnych opinii. Wystarczy odpowiednio sformułowana deklaracja i już – rzeczywistość kłania się nisko. Wiktor? Aleksandra? A może jutro Napoleon, jeśli taka będzie potrzeba ducha? Proszę bardzo, byle wniosek był poprawnie napisany.

A może w nowoczesnym zarządzaniu krajem najpierw zmienia się imiona, potem rzeczywistość, a dopiero na końcu – asfalt. Jeśli o asfalcie w ogóle się myśli. Kiedy to się skończy? Wtedy, gdy zapadnie pierwszy wyrok (a co za tym wielomilionowe odszkodowanie) za pomoc w tranzycji. Dopiero gdy księgowy w ministerstwie zacznie nerwowo przeliczać zera, a ubezpieczyciel dostanie palpitacji serca, nagle odkryjemy, że oprócz deklaracji istnieje jeszcze coś tak przyziemnego jak odpowiedzialność.

Żeby sprawa była jasna: tym osobom trzeba pomóc, a nie je krzywdzić. Pomóc mądrze, cierpliwie, bez ideologii. Tymczasem taki wyrok – zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa – pcha osoby z takimi zaburzeniami na drogę pełną cierpienia i lęku. Z drugiej strony, jeżeli nauczyciele mają zaprzeczać oczywistym faktom (że mężczyzna to mężczyzna, a kobieta, to kobieta), to w jaki sposób mogą zbudować swój Autorytet wśród innych uczniów, którzy Aleksandrem/Aleksandrą nie są?

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.