(ang. post-truth) to sytuacja, gdy fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. Jest to sytuacja, w której prawda staje się drugorzędna, a manipulacja informacją wypiera merytoryczną dyskusję w mediach i polityce.
Pojęcie prawdy jest kluczowe dla funkcjonowania każdej społeczności. Nie można przeprowadzić poprawnego rozumowania i wyciągnąć właściwych wniosków, prawidłowo postąpić, jeśli nie ustali się co jest prawdą. Trudno wyobrazić chociażby wymierzanie sprawiedliwych wyroków, jeśli w postępowaniu nie ustali się prawdy. Prawda – według klasycznej definicji – oznacza właściwość polegającą na zgodności opisu z faktycznym stanem rzeczy.
Myśliciel starożytności Arystoteles, twórca definicji prawdy: „Powiedzieć, że istnieje, o czymś, czego nie ma, jest fałszem. Powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą.” Nie budzi chyba wątpliwości, że odwoływanie się do prawdy, dążenie do niej zawsze ostatecznie decydowało o wszystkim co ludzi w życiu osiągali. Niestety współcześnie rola prawdy w życiu społeczeństw maleje – dowodzi się coraz częściej, że nie ma ona większego znaczenia. Słyszymy też, że nie ma jednej prawdy, albo że jeśli jest jakaś prawda, to ona „leży po środku”. Zarzucono dochodzenie do prawdy, a na plan pierwszy wysuwa się nie tyle przedstawianie faktów, ile rozliczne „narracje”, a więc ich opisy.
Według Arystotelesa narracja to opowieść posiadająca początek, środek i koniec oraz wiążący ją główny wątek. Tymczasem współcześnie narracja zaczęła oznaczać coś innego – stała się sposobem na omijanie prawdy. Wmawia się ludziom, że mamy różnorodne „narracje”, czyli odmienne, ale mimo to równoprawne opowieści interpretujące fakty. Przy tym w takiej narracji każdy fakt może stać się czymś zupełnie innym od tego, co naprawdę miało miejsce. Nie decyduje prawda, ale opinia tego, kto przedstawia fakt, czyli snuje swoją narrację. W mediach, w życiu publicznym wmawia się ludziom, że nawet to, co na własne oczy widzą, czy słyszą, jest też tylko kwestią „narracji”. A skoro są one różne to nie decyduje co jest prawdą, ale stosunek emocjonalny do tego opisu, odczucia którym ulega odbiorca takiej narracji.
Jednak nie koniec na tym. Redaktorzy „Oxford Dictionaries” uznali, że 2016 rok w języku najlepiej odzwierciedla słowo „post-truth”, czyli „post-prawda”. Termin odnoszący się do sytuacji, w której obiektywne fakty nie mają większego znaczenia, ale odwołania do czyichś emocji i osobistych przekonań. Posługująca się narracją post-prawda zagościła zwłaszcza w polityce. Wyraża się też w ciągłym szumie informacyjnym, w którym zacierają się granice między faktem a opinią, prawdą i fałszem, informacją i dezinformacją. Przy czym nawet dementowane fałszywe informacje żyją własnym życiem wpływając na umysły odbiorców, a politycy nie konkurują ze sobą, starając się diagnozować problemy i przedstawić rozwiązania tylko dążą, aby mobilizować wokół siebie emocje i uprzedzenia grup wyborców, posługując się hasłami pozbawionymi związku z rzeczywistością. To zjawisko ujawnia się także w polskiej polityce, gdzie coraz częściej dominują emocje, a przegrywają racje rozumowe.
Amerykański pisarz Steve Tesich napisał: „Do tej pory dyktatorzy musieli włożyć sporo pracy w to, by ukryć prawdę. My, przez nasze działania, pokazujemy, że nie jest to już dłużej konieczne. Uzyskaliśmy zdolności pozwalające odebrać prawdzie jakiekolwiek znaczenie. […] jako wolni ludzie, zdecydowaliśmy się żyć w świecie „post-prawdy”.
W logice klasycznej, nauce o sposobach jasnego i ścisłego formułowania myśli, o regułach poprawnego rozumowania i uzasadniania twierdzeń mamy dwie wartości logiczne: prawda – fałsz. Marksiści posługiwali się logiką dialektyczną w której obok prawdy i fałszu były jeszcze „pod-prawda” i „pod-fałsz”. W przypadku post-prawdy mamy kłopot nie tylko taki, że wypiera ona prawdę, ale że wraz z tym znika fałsz i nie pojawił się żaden post-fałsz.






