44,50 zł emerytury i rachunek wystawiony Kowalskiemu!

Date:

Są w Polsce rzeczy, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Na przykład wartość kultury. Albo wartość dziennikarstwa. Albo wartość pracy redaktora naczelnego. Chyba że akurat chcemy wystawić rachunek komuś innemu, a to już warto się zastanowić Z zainteresowaniem przeczytałem skargę p. Manueli Gretkowskiej, która dowiedziała się, że jej przyszła emerytura może wynieść 44 złote i 50 groszy. Pisarka wydała trzydzieści książek, płaciła podatki i — co zrozumiałe — uważa, że jej wkład w kulturę powinien mieć jakieś przełożenie na świadczenie emerytalne. Rozumiem rozgoryczenie. Współczuję, ale się nie zaciągam.

Ale skoro już zaczynamy rozmawiać o „wkładzie”, „dobru”, pracy i tym, kto komu powinien coś zapewnić, to chciałbym zaproponować mały eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie państwo redakcję Merkuriusza24.pl…

U nas również powstaje jakieś dobro. Teksty, wywiady, komentarze, materiały historyczne, informacje, analizy. Ktoś to wszystko pisze, redaguje, sprawdza, składa, publikuje i promuje. Czasem nawet w godzinach, w których normalni ludzie oglądają seriale, śpią, kochają się albo piszą książki…na sprzedaż lub tylko do cv.

Żaden z naszych dziennikarzy nie pobiera za tę pracę wynagrodzenia. Ż-A-D-E-N!

Nie dlatego, że odkryliśmy nową metodę księgowania pracy w kategorii „dobro duchowe”. Po prostu wszyscy pracujemy zawodowo poza Merkuriuszem24.pl. Z zawodowych zajęć utrzymujemy rodziny, płacimy rachunki, podatki składki za ZUS i – jak tylko starczy – kupujemy sobie lody i piwo (uwielbiam bakaliowe i „Żywe”). Ze składek ZUS — o ile system wcześniej nie wystrzeli w kosmos — będziemy mieli kiedyś wypłacane szalenie wysokie emerytury, no nie tak wysokie jak SB-cy w stanie spoczynku (danke Donald).

Wróćmy do problemów egzystencjonalnych. W wolnych chwilach robimy Merkuriusza24.pl. Dobrze? Źle? Ocenę zostawiamy naszym Czytelnikom i zajadłym wrogom.

Czyli mamy sytuację dość osobliwą: pracujemy zawodowo, a następnie po pracy pracujemy jeszcze raz, tylko że tym razem pro publico bono. I teraz pojawia się pytanie, które powinno chyba zainteresować również panią Gretkowską. Dlaczego właściwie ktoś miałby pracować na emeryturę kogoś innego? Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby szydzić z osoby, której system emerytalny wypłaci 44,50 zł. Uważam, że bardzo problematyczny jest sposób rozumowania, w którym „wkład w kulturę” automatycznie zaczyna być argumentem za tym, że ktoś inny powinien sfinansować jego konsekwencje emerytalne.

Bo jeśli tak, to świetnie.

Mam kilka propozycji.

Dziennikarz, który przez trzydzieści lat napisał tysiące tekstów, powinien otrzymywać „emeryturę dziennikarską”. Pisarz — „emeryturę literacką”. Malarz — „emeryturę malarską”. Muzyk — „emeryturę muzyczną”. A człowiek, który przez trzydzieści lat prowadził warzywniak i codziennie o szóstej rano otwierał sklep, powinien dostać medal z kartofla za „wkład w rozwój polskiej gastronomii”.  Medal chlebowy, czyli odpłatny.

Przy okazji proponuję jeszcze jeden eksperyment.

Skoro wkład w kulturę się liczy, to może zacznijmy liczyć również wkład tych, którzy tę kulturę finansują? Bo ktoś musi zapłacić składki. Ktoś musi zapłacić podatki. Ktoś musi zarobić pieniądze. Ktoś musi stworzyć przedsiębiorstwo, w którym ktoś inny dostanie umowę. Ktoś musi wykonać tę pracę. A później z tego całego systemu mają być finansowane emerytury: służba zdrowia, wojska, szkoły, kultury i wszystkie inne rzeczy, które bardzo chętnie określamy mianem „dobra wspólnego”.

I tu dochodzimy do szczególnie zabawnego paradoksu.

Redakcja Merkuriusza24.pl również – jak to ująłem już wcześniej – wytwarza dobro. Tyle że ZUS tego dobra nie widzi!

Nie widzi naszych tekstów. Nie widzi naszych zarwanych wieczorów. Nie widzi weekendów, gdzieś trzeba gdzieś jechać, bo się redaktorowi naczelnemu zachciało… Nie widzi telefonów, wiadomości, korekt i godzin spędzonych przed komputerem. Nie wystawia za to składek. Nie dolicza nam punktów do przyszłej emerytury.

I — co najważniejsze — nikt z nas nie uważa, że skoro tworzymy coś wartościowego, to państwo powinno (w związku z tym) przesłać nam pieniądze na konto. Być może jesteśmy naiwni. A może jeszcze gorzej. Być może nie rozumiemy współczesnej ekonomii „dobra wspólnego”. Bo wygląda na to, że w pewnych środowiskach (szczególnie tych o prominencji lewicowej) działa ona następująco: „Moja praca jest dobrem dla społeczeństwa, więc społeczeństwo powinno mi zapłacić. Natomiast twoja praca jest twoją prywatną sprawą”. Bardzo wygodna figura. Zwłaszcza jeśli uda się znaleźć kogoś, kto – w myśl tej zasady – zapłaci.

Tylko że w tym momencie pojawia się pytanie bardziej fundamentalne: czy naprawdę chcemy budować państwo, w którym każdy rodzaj aktywności społecznie wartościowej ma być automatycznie przeliczany na publiczne świadczenie? Bo wtedy szybko okaże się, że lista roszczeń będzie nieskończona. A budżet — jak zwykle — skończony. W powoli mijającym roku: szalone 300 miliardów złotych deficytu! A KO ostatniego słowa jeszcze nie powiedziała!

Nie twierdzę, że państwo nie powinno pomagać ludziom, którzy – nie ze swojej winy – znaleźli się w trudnej sytuacji. Powinno. Nie twierdzę też, że system emerytalny jest doskonały. Nie jest. Twierdzę natomiast coś znacznie prostszego. Nie każdy, kto robi coś wartościowego, ma tym samym prawo do cudzych pieniędzy. My, w Merkuriuszu.24 też robimy coś, co uważamy za szalenie ważne i wartościowe. Robimy to po godzinach. Nie pobieramy za to pensji. Nie wystawiamy państwu faktury za „wkład w kulturę”. Nie domagamy się specjalnej emerytury za napisane teksty. Nie twierdzimy, że skoro wykonujemy pracę społecznie pożyteczną, to ktoś inny powinien teraz przejąć obowiązek utrzymywania nas. Każdy ma prawo weprzeć nas, jak uważa za stosowne. Jedni wrzucą grosik inni się za nas pomodlą.  Każda forma wsparcia jest dla nas ważna, szczególnie ta ostania. Różnica między nami a lewicującymi elitami polega na tym, że my decyzję oddajemy w ręce Czytelników, nie kierujemy oczekiwania wobec państwa, które, gdy tylko przychyliło ucha ku naszym roszczeniom, zabierze Kowalskiemu i dla redaktorowi naczelnemu Merkuriusza24.pl

Może więc zanim zaczniemy pytać, kto powinien pracować na czyjąś emeryturę, warto najpierw zadać inne pytanie: Dlaczego człowiek, który po godzinach bez wynagrodzenia tworzy dobro dla innych, miałby być zobowiązany do finansowania emerytury człowieka, który za swoją pracę otrzymywał wynagrodzenie, ale – z jakiś tylko sobie znanych powodów – nie odprowadzał składek do ZUS?

Bo jeśli odpowiedzią jest: „ponieważ jego praca była cenna dla kultury”, to mamy złą wiadomość.

Praca dziennikarzy Merkuriusza24 – w mojej ocenie – jest bardzo cenna. Tylko ZUS jeszcze o tym nie wie, ale jak się dowie, to będziemy opływać miodem i mlekiem. Hough!

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Nie wyć! Przekonywać. Lekcja rok po wyborach!

Nie mamy zwyczaju wchodzić w polemikę z lewicowymi komentatorami,...

Twarda polityka czy polityczna brawura? Problem z językiem prezydenta.

Przyznam, że nawet słynne zapowiedzi Szymona Hołowni o „wdeptywaniu...

Robert Frost, poeta: „Dobry płot czyni dobrych sąsiadów.”

Kryzys migracyjny w Hiszpanii stał się jednym z najważniejszych...

Zginęła Polka. Zamiast o terroryście – debata o „mowie nienawiści”

Po krwawym zamachu islamistycznym podczas tzw. Parady Równości w...