Trybunały za czołgami, czy czołgi za trybunałami – czyli co ciekawego w TVN

Date:

Jestem „po lekturze” jakiegoś programu publicystycznego w TVN – Kawa pod ławą, czy coś w ten deseń. Zasadniczo nie oglądam, bo zwyczajnie szkoda czasu – ludzie opowiadają tam takie banialuki, że zęby bolą niemiłosiernie, a gdzie tu w niedzielę znaleźć taniego stomatologa??? (wiem: oksymoron). A ponadto – biorący udział w programie robią to pod własnymi nazwiskami, twarzy nie zasłaniają, nie używają modulatora głosu – znaczy nie wstydzą się wypowiadanych kwestii.

Dyskutowali dziennikarze głównego nurtu m.in. o tym, że prezydent Trump nie przewiduje postawienia Władimira Władimirowicza Putina przed jakimś międzynarodowym trybunałem sprawiedliwości, co by owe gremium publicznie wybatożyło go albo i nawet wtrąciło do jakiegoś ciemnego lochu. Fakt ten wywołuje wzburzenie u dyskutantów, jak u mojej babci kradzież rodzynek ze świątecznego sernika.

Otóż zwycięzcy nie tylko piszą historię, nie tylko korzystają z łupów, ale i wymiar sprawiedliwości trzymają na krótkiej smyczy. Zwycięzcy dysponują prawem weta! Świat właśnie tak funkcjonuje – nie wedle wzniosłych deklaracji lecz wedle układu sił. Trybunały, rezolucje, apele o „rozliczenie zbrodni” są dodatkiem, ornamentem, czasem kwiatkiem do kożucha, a czasem listkiem figowym, którym przykrywa się bezradność.

Czy ktoś pociągnął do odpowiedzialności alianckich dowódców za to, że kazali zbombardować Drezno? Przypomnijmy, że dowództwo alianckiego lotnictwa zadecydowało o przeprowadzeniu bezprecedensowego bombardowania, które miało zmieść z powierzchni ziemi miasto. Drezno nie miało obrony przeciwlotniczej. Nie było też istotne ani z wojskowego, ani ze strategicznego punktu widzenia. Wyrok na miasto został wydany w listopadzie 1944 roku, kiedy to trafiło na osławioną „listę śmierci” marszałka Royal Air Force, Arthura Harrisa, nie bez powodu nazywanego „Rzeźnikiem”.

Do dziś badacze nie są zgodni, jak ocenić decyzję aliantów o przeprowadzeniu tych ataków w przededniu kapitulacji III Rzeszy. Część uznaje naloty dywanowe na Drezno i inne niemieckie miasta za zbrodnię wojenną. Niektórzy uważają, że było to zło, ale konieczne do złamania morale wroga. Są wreszcie i tacy, którzy uznają bombardowania za usprawiedliwiony odwet. Tak jak marszałek RAF Arthur „Rzeźnik” Harris, który – zapytany o moralną ocenę tych działań – miał stwierdzić: „Oni zasiali wiatr, niech więc teraz zbiorą burzę”.

Niezależnie od oceny moralnej marszałek Harris nie miał możliwości wyłożyć swoich racji przed sądem. Zresztą nikomu nie przyszło do głowy, by stawiać marszałka przed jakimkolwiek trybunałem. Ba, nadano mu tytuł szlachecki i wystawiono pomnik w Londynie. Czyli bohater. Albo przykład jakże nam bliski.

W styczniu tego roku premier Donald Tusk poinformował, że rząd zapewni wolny i bezpieczny udział władzom Izraela w obchodach rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz i że żaden przedstawiciel izraelskich władz nie zostanie zatrzymany. W ten sposób premier Tusk zareagował na list prezydenta Dudy, w którym ten prosił o zapewnienie ochrony przed aresztowaniem premierowi Izraela, który podlega nakazowi aresztowania wydanemu przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z oskarżeniem o zbrodnie wojenne w Strefie Gazy.

Zadziwiający sojusz ponad podziałami. Ale za Netanjahu stoi potęga Izraela. Dlatego zadziwia mnie to moralne oburzenie lewicujących komentatorów, którzy zachowują się tak, jakby odkryli, że woda jest mokra, a polityka cyniczna.

Otóż była, jest i będzie. Jeśli ktoś wierzył, że światowa sprawiedliwość działa jak urząd skarbowy, to znaczy, że pomylił lekcję historii z katechezą. Putin nie stanie przed trybunałem nie dlatego, że jest niewinny, lecz dlatego, że posiada przewagę na froncie, a USA chcą tę wojnę zakończyć. I to czym prędzej.

Saddam Hussein nie zawisł dlatego, że nagle świat przejrzał na oczy i dojrzał w nim sadystę, ale dlatego, że dyktator nie miał już ani armii, ani parasola ochronnego wielkich mocarstw. Miloszević trafił do Hagi, bo Serbia była… słaba. Zwycięzcy są niewinni z definicji, przegrani – mają winę zapisaną w DNA.

I jeszcze jedno: najbardziej bawi mnie wiara, że politycy kierują się kategoriami moralnymi w takim sensie, w jakim rozumie je publicystyka śniadaniowa. Moralność w polityce nie istnieje!

Dlatego, drodzy państwo z telewizyjnych studiów, zanim znów dostaniecie ataku egzaltacji na widok brutalnej rzeczywistości, proponuję zimny prysznic z historii. Ona już wiele razy pokazała, że trybunały idą za czołgami, a nie odwrotnie.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Złom, którego nikt nie chciał… a jednak walczył! Cena niewdzięczności!

Polska oddała Ukrainie „wojskowy złom”? Gdy ważyły się losy Kijowa, liczyły się sekundy, a nie fabryczna folia. Prof. Szeremietiew brutalnie rozlicza medialne mity i ujawnia, jak było naprawdę.

„Krzyk, którego nie udało się zagłuszyć”. Gdynia oddała głos ofiarom Wołynia!

Trójmiasto oddało hołd ofiarom Krwawej Niedzieli. Pierwszy Marsz Wołyński w Gdyni przyniósł wstrząsające relacje świadków i głośne żądanie prawdy oraz ekshumacji. „Wołyń wciąż woła o pamięć”.

Między Moskwą a Kijowem. Polska nie musi wybierać historycznego kłamstwa!

Stosunki polsko-ukraińskie są napięte do granic możliwości. A jednak...

Od partnera do bankomatu. Najdroższa naiwność Europy? Polska polityka wobec Ukrainy.

Oddajemy rakiety, a podziękowania płyną do Berlina. Polska polityka zagraniczna wciąż wierzy w romantyczne gesty, podczas gdy inni twardo negocjują. Kiedy wreszcie zaczniemy wymagać?