Polityczne pogo w Waszyngtonie: Klich, Trump i uścisk na wagę złota

Date:

Dzieją się rzeczy epokowe, które zmienią bieg historii, a świat już nie będzie taki sam, jak wczoraj. I też nasi szanowni czytelnicy zastanawiają się, co takiego istotnego wydarzyło się – a co niestety przeoczyli – że środowiska polityczne (szczególnie te polskie) wstrzymały oddech i jedzie na oparach tlenu. Oczywiście chodzi o uścisk dłoni, jakim prezydent Trump obdarzył naszego charge d’affaires w Waszyngtonie – Bogdana Klicha.

Bogdan Klich – perła w koronie KO – zrzekł się mandatu senatora w listopadzie 2024 r. i wówczas, decyzją ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, objął kierowanie ambasadą RP w Waszyngtonie. Na nominację Klicha nie zgodził się jednak prezydent Andrzej Duda, a teraz podobne stanowisko przedstawia Karol Nawrocki. Zgoda głowy państwa jest konieczna, aby zostać ambasadorem RP. Wokół tej placówki trwają polityczne tańce pomiędzy Dużym a Małym Pałacem. Chociaż taniec, to za dużo powiedziane – raczej jest to chaotyczne pogo (polega na skakaniu w miejscu, często w rytm szybkiej muzyki, przy czym ludzie mogą wpadać na siebie).

Teraz punkt zdobył Mały Pałac, bo uścisk prezydenta Trumpa jest – jakby nie było – na wagę złota olimpijskiego, a może nawet uścisku von der Leyen. I tak oto polskie elity, które zwykle z trudem unoszą wzrok znad własnych interesów, uczą się historii… poprzez uścisk dłoni. Bo jeśli świat się zmienia, to najlepiej widać to… z kolan. Także – na naszych oczach – dzieją się rzeczy „historyczne”, a polskie elity reagują na nie z gracją zastraszonych zajęcy. Mały Pałac triumfuje, Duży Pałac marszczy czoło, a reszta wstrzymuje oddech, jakby od tego gestu zależała kondycja państwa, a nie jedynie ego i pozycja kilku osób w gabinetach. Pogo trwa – skoki, zderzenia, krzyk triumfu nad niczym – i nikt nie pyta, czy to ma sens, bo w polskiej polityce sens jest tylko wtedy, gdy można go ubrać w gest służalczości wobec kogoś ważniejszego.

W skrócie: w Polsce nie rządzą fakty ani zasługi, lecz gesty i spektakle udawanej wielkości. Bogdan Klich miał szepnąć do prezydenta Trumpa: „Panie prezydencie, Polska jest wdzięczna”, na co prezydent USA odpowiedział mu jednym słowem: „dobrze”. Dobrze, że nie powiedział „niedobrze”, bo wtedy byłoby (chyba) źle! Ale Klich mógł pocałować w rękę… oj niedobrze! Gdyby pocałował, to przecież pogilgałby ego prezydenta Trumpa w samo centrum i żaden Nawrocki już by go z Waszyngtonu czołgiem nie zdołał usunąć, że o Tusku nie wspomnę. Jakie to wszystko śmieszne. Stał sobie człowiek niewinny w szeregu innych zaproszonych, ktoś mu rękę podał i od razu wielkie halo. Ale mam nadzieję, że rękę będzie mył? Kto, kto? Oczywiście, że nasz charge d’affaires w Waszyngtonie!

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Reinkarnacja Kaliguli?

Mógł Kaligula mianować swojego ulubionego konia senatorem, może Tusk...

„Demokracja walcząca”, a może „demokracja rozbójnicza”?

Pojęcie „demokracji rozbójniczej” (czy też „demokracji bandyckiej”) to termin...

Islandia zatrzasnęła brukselskim biurokratom drzwi przed nosem!

Bruksela dostała właśnie lekcję, której najbardziej nie lubi. Krótka....

Zaproszenie na progu płonącego domu. Hiszpańska polityka migracyjna wystawia rachunek

Kiedy granica staje się tylko teorią, hiszpańska polityka migracyjna przynosi zapaść w Ceucie. To nie histeria sąsiadów, lecz rachunek za wysyłanie w świat niebezpiecznych sygnałów bez pokrycia.