Następny potop z… papieru. Państwo żebraków

Date:

Rozejrzyjmy się dookoła. Wszędzie dotacje, dopłaty, subwencje, granty, przyznanie środków. Staliśmy się społeczeństwem żebraków, petentów proszących o jałmużnę i zasiłek. Kiedyś dziady proszalne oblegały lokalne fary, dzisiaj napierają na wszelkiej maści urzędy, biura, placówki. Miliony wniosków, rubryki, podpisy, wyliczenia… I oczekiwanie na decyzję: dadzą czy nie dadzą. Różnica jest taka, że pod kościołami dawaliśmy (i nadal dajemy) własne – ciężko zarobione – pieniądze, a urzędnicy rozdają nie swoje. Paniska rozdające cudzy grosz. Chyba łatwiej byłoby napisać, na co nie ma dotacji, niż wymienić listę produktów i przedsięwzięć – na co można otrzymać subwencje. Ostatnio nawet na klub dla swingersów… Wystarczy wiedzieć, gdzie, w którym okienku i kiedy, a żaden pot na czole nie wystąpi. Biurokracja (a przecież ona jest konsekwencją koncepcji politycznej) to dobrze zorganizowana zaraza.

I tak oto powstał nowy narodowy sport: bieganie z segregatorem pełnym wniosków o kasę. Dawniej człowiek zakładał firmę, bo miał pomysł, zapał, trochę odwagi i brał się do roboty. Dziś zakłada firmę z myślą: „może akurat coś skapnie”. Zamiast przedsiębiorczościpolowanie na programy operacyjne; zamiast pracy – kolekcjonowanie formularzy. Nasi przodkowie w pocie czoła orali ziemię, rąbali lasy, wytyczali drogi, a my orzemy… unijne wytyczne. I żeby jeszcze ktoś w tym gąszczu wniosków, protokołów, kartek i załączników czuł wstyd! Skądże. Przeciwnie – z dumą i przekonaniem, że przecież nam się należy, bo inni też biorą.

Państwo w tym wszystkim przytakuje, niczym pobłażliwy wujek, który daje kieszonkowe na byle co, byle było „ładnie na papierze”. I tak rośnie nam pokolenie, które na pytanie „z czego żyjesz?” odpowiada bez mrugnięcia okiem: „z projektów”. Jak mawiał mój świętej pamięci kolega: „To nie robota, to proszenie, tylko w garniturze.”

I może właśnie w tym tkwi cały dramat – że żebranina, którą kiedyś uprawiano pod kościołem, dziś odbywa się w klimatyzowanych biurach, z kawą latte i tabletem pod pachą. I nazywa się to dumnie: pozyskiwaniem środków.

Państwo, niczym roztargniona ciotka z Ameryki, rozdaje te swoje prezenty, byle komu, byle jak, byle szybko, byle w statystykach się zgadzało. I jeszcze oczekuje wdzięczności, jakby czyniło nam łaskę. Tymczasem jedyne, co naprawdę czyni, to wychowuje całe pokolenia, którym już nawet do głowy nie przyjdzie, że można coś zrobić bez formularza A-7b, pieczątki z okienka 12 i dwóch załączników w formacie PDF. Bo po co? Przecież wszystko jest za darmo – tylko trzeba umieć się ustawić.

I kiedy tak patrzę na ten festiwal czekania na „decyzję pozytywną”, myślę sobie, że nasz kraj dawno przestał przypominać poważne państwo. Bardziej jesteśmy jak wielki turniej bowlingowy, w którym każdy ustawia kolejny wniosek w kolejce i czeka, aż urzędnik – niczym łaskawe bóstwo – strąci kręgle swoim podpisem. A potem wszyscy świętują i zapominają, że ta kula wcale nie była ich. Że toczyła się za cudze pieniądze.

I w tym wszystkim niepokoi mnie już tylko jedno: że w końcu zabraknie nam okienek, bo kolejka żebracza rośnie szybciej niż PKB. Ale spokojnie, znajdzie się sposób – z pewnością powstaną jakieś nowe programy pt. „Dopłaty do dopłat”, „Grantów na pisanie grantów”, „Subwencji na naukę składania wniosków o subwencje”.

Następny potop będzie z papieru.

Konrad Dziecielski
Konrad Dziecielski
k.dziecielski@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Wielopoziomowa gra prezesa czy polityczny slam? Strategia na krawędzi chaosu

Czy Mateusz Morawiecki to tylko pionek w wyrafinowanym planie Jarosława Kaczyńskiego? Analizujemy, czy to nowe otwarcie, czy jedynie próba ratowania pozycji poprzez stary układ w nowym przebraniu.

Tajwan na krawędzi historii Świat przyspiesza. Czy zdążymy go zrozumieć?*

Czy rok 2026 przyniesie „Nową Jałtę”? Trump, Xi Jinping i walka o teraflopy AI zmuszają nas do pytania: czy potrafimy jeszcze zrozumieć świat w rytmie równowagi i uniknąć globalnej katastrofy?

Idy Kwietniowe w PiS: rozłam, ambicje i cena politycznej zdrady

Sytuacja w PiS przypomina ateński rozkład. Czy Mateusz Morawiecki to współczesny Brutus? Analizujemy, dlaczego wewnętrzny rozłam w PiS przed wyborami może stać się prezentem dla obozu rządzącego.

Chaos Trumpa czyli początek nowego ładu? Europa na marginesie

Podczas gdy świat widzi chaos, Waszyngton precyzyjnie demontuje stare strefy wpływów. Od Zatoki po Somaliland trwa Wielka Gra Trumpa. Czy Polska wykorzysta szansę, gdy Europa trafia na margines?