Jak powszechnie wiadomo pan premier trudno łączy kropki. I to nie jest zwykły brak wyobraźni czy chwilowy deficyt kofeiny. To raczej stan permanentny, forma politycznego daltonizmu, w którym jedne fakty znikają, inne rozmnażają się jak stado królików, a trzecią kategorię – najbardziej kłopotliwą – wypiera się (jak nie przymierzając) w toalecie.
A zaczęło się od wypowiedzi lokalnego polityka z AfD Fabiana Kibla (tak się chyba tłumaczy jego nazwisko na polski), że „Polacy są Afroamerykanami Europy, a Polska jest największym zagrożeniem dla Niemiec i dokonała zaboru niemieckich ziem”. Warto zaznaczyć, że mamy do czynienia z wypowiedzią niemieckiego polityka na bardzo niskim szczeblu (zatem nie za bardzo wiadomo, dlaczego na te słowa zareagował premier 37-milionowego państwa), ale uczciwie należy przyznać, że wśród części Niemców takie myślenie jest wciąż obecne — straszą bagienne duchy przeszłości.
A zaczęło się od Fryderyka II Hohenzollerna, zwanego Fryderykiem Wielkim, króla Prus, który w sposób skrajnie pogardliwy określał Polaków mianem „Irokezów Europy” – jako kraj rzekomo zacofany i niezdolny do rządzenia. O ile Fryderyk jednak coś w historii ważył, o tyle Fabian waży tyle co nic. A nawet owe „nic”, to waga zdecydowanie przestrzelona.
Dlaczego zatem premier Tusk „odpalił się”? A „odpalił się” następująco:
„Panowie Nawrocki, Kaczyński i Mentzen! Liderzy ulubionej przez was niemieckiej partii AfD właśnie oświadczyli, że Polacy są 'Afroamerykanami Europy’ z wiecznym kompleksem krzywdy, że jesteśmy większym zagrożeniem niż Rosja i że ograbiliśmy Niemcy z ich ziem. Wstyd mi za was!” — napisał Donald Tusk na portalu X.

Jak to się premierowi połączyło? Nie wiem. Trudno jednak nie zauważyć, że pewna część społeczeństwa zaczęła w tę grę ochoczo grać. Bo skoro premier nie łączy kropek, to może i my – jego zwolennicy – przestaniemy? Fakty? Wolne żarty! Fakty nie mają znaczenia, gdy emocje żwawo stepują po deskach sceny.
Kto dzisiaj pamięta, że Nord Stream budowali, a tym samym finansowali rosyjskie zbrojenia szerokim strumieniem, przyjaciele pana Tuska? A co robiła Francja, na której czele stoi Emanuele Macron, dobry znajomy Donalda?
Otóż Francja w latach 2014–2020 roku sprzedawała Rosji sprzęt wojskowy mimo embarga. Były to m.in. kamery termowizyjne do czołgów oraz systemy nawigacyjne i detektory podczerwieni montowane w myśliwcach i śmigłowcach bojowych rosyjskiego lotnictwa. Wartość sprzętu szacowana jest na 152 mln euro. Sprzęt ten jest obecnie wykorzystywany na wojnie w Ukrainie. Można? No, można!
Nie chce powiedzieć, że gdyby AfD była przy władzy, to by nie robiła dealu z Rosją Putina. Zakładam, że też by robiła, ale to jest jedynie moje przypuszczenie, sądzę, że bliskie prawdy, ale jednak przypuszczenie. Koleżeństwo Donalda Tuska realnie (wręcz namacalnie) wspierało Putina, ba nawet sam Donald Tusk mówił o tym, że „z prezydentem Putinem przypilnujemy, by nikt piachu w tryby nie sypał”. I komu i za co teraz ma być wstyd?
Gdy premier Tusk wchodzi w emocjonalny sprint, rozsądek zostaje na ławce rezerwowych. Czy każdy niemiecki polityk niskiego szczebla jest godzien uwagi premiera Rzeczypospolitej? Jeśli tak, to spodziewajmy się, że następnym razem Donald Tusk zareaguje na wpis sołtysa z Badenii albo na komentarz anonimowego użytkownika portalu dla miłośników niemieckich owczarków.
Tymczasem największa ironia polega na tym, że premier, oburzając się na rzekome „niemieckie zagrożenie”, milcząco omija własne towarzystwo polityczne. Bo to nie AfD, lecz jego europejscy przyjaciele przez lata budowali z Rosją gazową pępowinę. Nie AfD napychała Kremlowi kieszenie miliardami z Nord Streamu. Nie AfD łamała embargo i wysyłała Putinowi sprzęt, który dziś celuje w ukraińskie miasta. A jednak nagle, to AfD ma być wcielonym złem, a jego liderzy — osobistą traumą polskiego premiera. Zaiste, kropki połączone jak nigdy.
Kiedy premier, zamiast łączyć kropki, zaczyna je rysować od nowa — według własnego widzimisię — to nie mamy już do czynienia z poważnym państwem, tylko zabawną kolorowanką. A kolorowanki, jak wiadomo, są dla dzieci. I to takich, które jeszcze nie nauczyły się, że rzeczywistość prędzej czy później każe im te kredki odłożyć głęboko do szuflady.






