Motto: „Polscy żołnierze! … Teraz zostaniecie rzuceni do piekła Cassino” – niemiecka ulotka skierowana do polskich żołnierzy

W polskim serialu telewizyjnym „Dom” znajduje się niezwykle poruszająca scena pokazująca, jak wielkie znaczenie dla Polaków miała pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino”. Akcja rozgrywa się niedługo po zakończeniu II wojny światowej w lokalu z dancingiem. Gdy orkiestra zaczyna grać słynną pieśń, pijana Basia Lawinówna próbuje wyciągnąć jednego z mężczyzn do tańca. Wtedy podchodzi do niej jeden z gości i mówi stanowczo: „Tego się nie tańczy!” Ta krótka scena doskonale oddaje szacunek, jakim otaczano utwór będący symbolem ofiary polskich żołnierzy walczących pod Monte Cassino.
Zdobycie Monte Cassino przez 2 Korpus Polski w maju 1944 roku było jednym z najważniejszych wydarzeń w historii polskiego udziału w II wojnie światowej. Bitwa, która trwała od stycznia do maja 1944 roku, należała do najcięższych i najbardziej krwawych walk całej kampanii włoskiej. Jej głównym celem było przełamanie niemieckiej Linii Gustawa, blokującej aliantom drogę na Rzym. Szczególną rolę odegrał w niej generał Władysław Anders oraz dowodzony przez niego 2 Korpus Polski. To właśnie polscy żołnierze 18 maja 1944 roku zdobyli ruiny klasztoru Monte Cassino, ponosząc przy tym ogromne straty. Zwycięstwo to stało się symbolem odwagi, poświęcenia i walki o honor Polski.
Droga z łagrów pod Monte Cassino
Monte Cassino było niezwykle trudnym celem militarnym. Położony wysoko na wzgórzu klasztor benedyktynów dawał Niemcom doskonałą kontrolę nad okolicą i drogą prowadzącą do Rzymu. Wzgórza wokół klasztoru zostały zamienione w system bunkrów, stanowisk karabinów maszynowych i artylerii. Wcześniejsze ataki wojsk amerykańskich, brytyjskich, francuskich i nowozelandzkich kończyły się niepowodzeniem oraz ogromnymi stratami. W maju 1944 roku alianci rozpoczęli czwartą ofensywę, a najtrudniejsze zadanie powierzono Polakom.
Żołnierze 2 Korpusu byli w większości ludźmi, którzy przeszli przez sowieckie łagry i wraz z armią Andersa opuścili Związek Sowiecki. Dla wielu z nich walka miała wymiar nie tylko militarny, ale przede wszystkim patriotyczny — chcieli udowodnić, że Polska mimo okupacji nadal walczy o wolność. Pierwsze polskie natarcie rozpoczęło się nocą z 11 na 12 maja 1944 roku. Żołnierze musieli zdobywać strome wzgórza pod silnym ostrzałem niemieckim. Najcięższe walki toczyły się o wzgórza „593″ i „569″, kluczowe dla zdobycia klasztoru. Ataki wielokrotnie załamywały się pod ogniem przeciwnika, a straty były ogromne. Mimo to Polacy nie wycofali się.
Po kilku dniach rozpoczęto kolejne natarcie. Niemcy, zagrożeni okrążeniem przez inne oddziały alianckie, zaczęli opuszczać swoje pozycje. Rankiem 18 maja patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich wkroczył do ruin klasztoru i zawiesił biało-czerwoną flagę. W ruinach odegrano hejnał mariacki. Moment ten przeszedł do historii jako symbol polskiego triumfu.
Jak Niemcy wspominali Polaków?
Rudolf Böhmler z 3. Pułku Spadochronowego wspominał:
„Polacy walczyli z niezwykłą odwagą i zaciekłością, która robiła wrażenie nawet na doświadczonych żołnierzach frontowych.”
Relacje niemieckich spadochroniarzy były podobne:
„Polacy atakowali raz za razem, mimo że ich straty były straszliwe.” „Ataki Polaków były fanatycznie zacięte i prowadzone bez oglądania się na straty.” „Tylko spadochroniarze utrzymywali jeszcze wzgórza. Ale każdy wiedział, że Polacy nie zrezygnują.”

Cena zwycięstwa
Cena zwycięstwa była jednak bardzo wysoka. Poległo ponad 900 polskich żołnierzy, a kilka tysięcy zostało rannych. Na cmentarzu pod Monte Cassino znajdują się dziś groby z napisem:
„Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie.”
Bitwa zajmuje szczególne miejsce w polskiej pamięci narodowej. Jej symbolem stała się pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino”, napisana przez Feliksa Konarskiego:
„Czerwone maki na Monte Cassino Zamiast rosy piły polską krew.”
Słowa te podkreślają dramatyzm walk i ogrom poświęcenia polskich żołnierzy. Sam generał Anders powiedział po zwycięstwie:
„Żołnierz polski bił się o wolność wszystkich narodów, ale umierał z myślą o Polsce.”
Radio „Wanda” i wojna psychologiczna
Niemcy próbowali moralnie zdemobilizować polskich żołnierzy. Działała niemiecka stacja radiowa „Wanda” (Akcja Gwiazda Południa), nadająca z Rzymu audycje w języku polskim. Melchior Wańkowicz pisał:
„Te audycje mają w sobie coś tragicznego. (…) Oni nam tylko współczują, serdecznie współczują… Oni – wiedzą. (…) O Katyniu. O rosyjskich konszachtach. O oportunizmie Anglików.”
„Wanda” przekonywała polskich żołnierzy:
„Magiczne dwa słówka »do domu« otworzą wam linie niemieckie.”
Audycje budziły ogromne emocje. Anders nakazał nawet, by nie zabraniać żołnierzom ich słuchania. Wańkowicz wspominał:
„Czasem jakiś sprytny łącznościowiec włączy się i nagle z głośnika w środku mizdrzeń »Wandy« huknie: »Czekaj, stara kurwo! Będziesz wisieć!…«”.
„Wanda” okazała się żoną krakowskiego dziennikarza, a zatrzymana przez polski wywiad – nie zawisła. Wywieziono ją gdzieś pod Rzym i tam ją (w ustronnym miejscu) rozstrzelano.
Polacy po obu stronach frontu
Historia Monte Cassino jest jednak bardziej skomplikowana niż często przedstawiają ją patriotyczne opowieści. Po stronie niemieckiej również walczyli Polacy. Byli to głównie mieszkańcy Śląska, Pomorza i Wielkopolski wcieleni przymusowo do Wehrmachtu. Wielu podpisało volkslistę pod naciskiem okupanta lub zostało siłą zmobilizowanych.
Tragizm tej sytuacji najlepiej pokazuje fakt, że polskie mogiły znajdują się zarówno na cmentarzu polskim, jak i niemieckim. Znany jest nawet przypadek dwóch braci, z których jeden poległ, szturmując klasztor, a drugi — broniąc go w niemieckim mundurze. Jedną z najbardziej poruszających historii jest los Jana Gazura ze Śląska Cieszyńskiego. Służył on w niemieckiej drużynie obsługującej karabin maszynowy i wiedział, że jego pozycję atakują Polacy. Gdy nadarzyła się okazja, zawołał do nich gwarą śląską:
„Nie strzylejcie, jo je Polok!”
Polscy żołnierze oszczędzili go i zabrali ze sobą, a on jeszcze tego samego dnia walczył przeciwko swoim dawnym towarzyszom broni. Wielu Polaków wcielonych do Wehrmachtu po dostaniu się do niewoli przechodziło później do armii Andersa. Szacuje się, że do polskiego wojska trafiło od 70 do 90 tysięcy byłych żołnierzy Wehrmachtu.
Fałszywe oskarżenia
Wokół bitwy o Monte Cassino pojawiały się również kontrowersje i fałszywe oskarżenia dotyczące zachowania polskich żołnierzy. W 1983 roku zachodnioniemiecka telewizja wyemitowała reportaż, w którym oskarżono Polaków o zamordowanie rannych niemieckich spadochroniarzy po zdobyciu klasztoru. Najważniejszym świadkiem okazał się jednak niemiecki weteran Robert Frettlöhr — jeden z rzekomo zamordowanych żołnierzy. Publicznie oświadczył on, że reportaż był kłamstwem, ponieważ polscy żołnierze potraktowali rannych Niemców humanitarnie, dali im papierosy i zapewnili pomoc sanitarną. Historia ta stała się symbolem pojednania i dowodem, że mimo okrucieństwa wojny polscy żołnierze zachowali honor.
PRL kontra Anders
Zdobycie Monte Cassino miało ogromne znaczenie militarne i propagandowe. Otworzyło aliantom drogę do Rzymu i pokazało światu wartość bojową polskich żołnierzy. Jednocześnie wielu żołnierzy Andersa nie mogło wrócić do ojczyzny. Po wojnie Polska znalazła się pod wpływem Związku Sowieckiego, a komunistyczne władze przez lata odnosiły się wrogo do Andersa oraz żołnierzy 2. Korpusu.
Komunistyczna propaganda próbowała umniejszać znaczenie bitwy. Twierdzono, że zwycięstwo Polaków było jedynie „legendą opartą na emocjach”. Andersa oskarżano o niepotrzebne poświęcanie życia żołnierzy dla własnych ambicji politycznych. W propagandowych publikacjach pisano nawet, że Anders chciał:
„okryć własną zdradę purpurą polskiej krwi”.
Legenda, której nie udało się zniszczyć
Dziś historycy podkreślają, że wiele krytycznych opinii na temat Monte Cassino powstało właśnie w okresie stalinowskiej propagandy. Oczywiście działania 2. Korpusu można analizować również pod kątem błędów militarnych, jednak przez lata obraz bitwy był świadomie zniekształcany z powodów politycznych. Monte Cassino stało się polską świętością nie dlatego, że było zwycięstwem bez skazy, lecz dlatego, że stało się symbolem wierności Polsce mimo zdrady historii.




