Kolumbia i Meksyk kontra Trump: Migranci, kalkulator i złoto

Date:

Read this text in English.

Koleżeństwo dziennikarze o poglądach liberalno-lewicowych zacierają ręce. Nie z zimna, ale z zadowolenia. Kolumbia i Meksyk zapowiedziały, że nie przyjmą swoich rodaków wyrzuconych z USA. Tak więc cały misternie pleciony plan Trumpa spalił na panewce! „USA nie mogą traktować kolumbijskich migrantów w sposób poniżający” – oświadczył przywódca Kolumbii. „Jeśli chodzi o repatriacje, zawsze będziemy przyjmować Meksykanów powracających na nasze terytorium z otwartymi ramionami” – czytamy w komunikacie MSZ Meksyku, a jednocześnie kraj ten nie pozwolił na lądowanie samolotu z imigrantami. O co więc chodzi?

Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Też bym chciał – gdybym był prezydentem Meksyku – aby do każdego imigranta dołączono sztabkę złota oraz czek na 5 USD. Sztabka złota, bo wiadomo, że aniołków Amerykanie nie odsyłają, ale ludzi „z przeszłością”, kryminalną przeszłością i należałoby dla nich wybudować jakieś zamknięte sanatorium. Ktoś przytomny na umyśle zapyta, a te 5 USD? A te 5 USD na przeżycie pierwszego miesiąca przez szczęśliwie powracających na łono ojczyzny.

Nie chcę martwić koleżeństwa dziennikarzy, ale kraje Ameryki Łacińskiej mają słabe karty w tej grze i skazane są na przyjmowanie ciosów, a w zupełnie krótkiej perspektywie – byłyby i tak liczone na deskach. Właśnie, w czasie gdy piszę ten materiał, doszła do mnie informacja, że jednak Kolumbia zgodziła się – bez żadnych ograniczeń – przyjmować imigrantów deportowanych z USA. Imigranci mają być nadal przywożeni do Kolumbii przez amerykańskie samoloty wojskowe, przeciwko czemu pierwotnie Bogota protestowała. Teraz jednak – jak podaje Waszyngton – Kolumbia zgadza się przyjmować samoloty wojskowe z imigrantami „bez ograniczeń i opóźnień”. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro musiał od jakiegoś przyjaciela dostać kalkulator lub inne liczydło. Nieważne co, ale mu wyszło, że jak się postawi, to mu nie wyjdzie.

Stany Zjednoczone posiadają potencjał, by przeczekać opór niechętnych reemigracji państw. Jeżeli taki Meksyk będzie trwał w „imigranckiej herezji”, to Waszyngton wynajmie jakąś wyspę (lub kilka) od Bantustanu i tam przekieruje niechcianych gości. I niech się wtedy Meksyk martwi co z nimi zrobić: czy ściągnąć do domu, czy dosłać nasion, by mogli uprawiać sobie ogródki. Ważne zastrzeżenie, że nie są to ludzie stworzeni do pielenia grządek!

Ale ja właściwie nie o reemigrantach, a o tym zadowoleniu koleżeństwa dziennikarzy, że już w pierwszych dniach Trumpowi podwinęła się noga. Radość, która kipi pod skórą i szuka ujścia, by wybić się na powierzchnię i pokazać konserwatywnemu światu przecudnej urody gest Kozakiewicza. Niedobrze, że koleżeństwo się tak podnieca, bo może okazać się, że Bantustan leży gdzieś na mazowieckich piaskach lub na Pojezierzu Warmińsko-Mazurskim, gdzie onegdaj talibowie lądowali w Klewkach. I wszyscy śmiali się ze śp. Andrzeja Leppera (z piszącym te słowa włącznie), a teraz muszę pokornie szczekać pod stołem. Także lepiej, aby Meksykanie przyjmowali, bo może okazać się, że nasz rząd za sznur szklanych paciorków gotów jest się podjąć jakiejś humanitarnej misji. W relacjach Polska-USA jest jak w małżeństwie, w którym jedna osoba ma zawsze rację, a druga – to mąż. I już wiemy, kto w tym związku jest żoną.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Zaproszenie na progu płonącego domu. Hiszpańska polityka migracyjna wystawia rachunek

Kiedy granica staje się tylko teorią, hiszpańska polityka migracyjna przynosi zapaść w Ceucie. To nie histeria sąsiadów, lecz rachunek za wysyłanie w świat niebezpiecznych sygnałów bez pokrycia.

Od tragedii do farsy. Polska między narodowym mitem a polityką strachu!

Gdy narodowe tragedie zastępuje polityczna farsa, a rakiety w rzepaku stają się narzędziem władzy. Czy groteskowe zarządzanie strachem to jedyny pomysł rządzących na zaczarowanie rzeczywistości?

Od szczawiu do dębu. Kawa z żołędzi jako nowy program socjalny rządu

Miało być taniej i nowocześnie, a kończy się kursem survivalu. Gdy ceny na rynkach szybują, rząd ma prostą radę: kawa z żołędzi. Czy po mirabelkach i pokrzywie przyjdzie pora na trawę z trawnika?

12 tysięcy zamiast 60. Wielka obietnica dostała mały druk!

Doczekaliśmy się. Wreszcie po 1000 dniach rządzenia wprawdzie miało...