O co chodzi marszałkowi Hołowni? Chocholi taniec przed wyborami

Date:

Jakiś czas temu marszałek Sejmu p. Szymon Hołownia zaprezentował czarny scenariusz, który rzekomo nas czeka. Otóż w wyniku nadchodzących wyborów prezydenckich możemy mieć czterech prezydentów – tego, który wygra wybory, tego który będzie drugi i nie uzna wygranej pierwszego, on sam Szymon Hołownia, jako że będąc marszałkiem Sejmu jest drugą osobą w państwie i zgodnie z konstytucją w sytuacji braku prezydenta obejmuje obowiązki prezydenta, no i czwartym prezydentem miałby być obecnie urzędujący PAD, który rzekomo miałby nie ustąpić z urzędu, ze względu na brak wyboru nowego prezydenta. No, niezła Kasandra z naszego Marszałka.

A ponieważ pan marszałek nie chce, aby ta kasandryczna przepowiednia się spełniła, więc jak słówko się rzekło (że może być czterech prezydentów) to i kobyłka jest u płotu (czyli ustawa, która rzekomo ma do tego nie dopuścić). W miniony piątek Sejm przegłosował, przygotowaną przez pana marszałka, tak zwaną „ustawę incydentalną”, która zatwierdzenie ważności wyborów prezydenckich oddaje w gestię piętnastu sędziów Sądu Najwyższego z najdłuższym stażem.

W tej sytuacji rodzi się następne pytanie. Czy według obecnie obowiązującego prawa nie ma w Polsce żadnej instytucji, która uznaje ważność lub nieważność wyborów prezydenckich? Nic podobnego! Taka instytucja jest! W polskim porządku ustrojowym o ważności wyborów prezydenckich decyduje Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. W związku z powyższym rodzi się następne pytanie. Jeżeli takie gremium jest, to po co powoływać nowe?

Odpowiedź na to pytanie brzmi następująco. Neo-sędziowie! Sytuacja polityczna u nas jest taka, że obecnie rządząca koalicja nie zgadza się z reformą sądownictwa, którą przeprowadził PiS, gdy (w wyniku wygrania demokratycznych wyborów) rządził państwem przez dwie kolejne kadencje. Ta rządząca obecnie koalicja sama siebie nazywa „demokratyczną”. Ale owa „demokratyczna” koalicja, inaczej niż PiS, rządzi nie dlatego, że wygrała wybory! W ostatnich wyborach parlamentarnych nie było komitetu wyborczego Koalicji Demokratycznej! Wszystkie partie, które tworzą rząd, w wyborach startowały osobno. Dopiero po wyborach dogadały się, aby uzyskać większość parlamentarną i utworzyć rząd.

Ok, taka procedura tworzenia rządu w państwach demokratycznych jest powszechnie stosowana i nie ma w niej nic, co by naruszało demokratyczny porządek. Ta rządząca obecnie koalicja „demokratyczna” ma także prawo nie zgadzać się z reformami sądownictwa, które przeprowadziło PiS. W tym też nie ma nic nagannego i niezgodnego z demokracją. Większość parlamentarna na prawo zmieniać porządek prawny i obowiązujący w Polsce system taką możliwość przewiduje. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, trzeba uchwalić nową ustawę, przyjąć ją w Senacie i uzyskać podpis Prezydenta.

No i dobrze, ustawa została uchwalona a Senat niewątpliwie ją przyjmie. Ale pozostaje jeszcze podpis Prezydenta. I tu zaczynają się schody. Prezydent prawdopodobnie jej nie podpisze a koalicja „demokratyczna” nie ma większości kwalifikowanej, aby odrzucić weto prezydenta. Czyli innymi słowy, nie ma mandatu społecznego do wprowadzania w życie zmian ustrojowych w państwie.

I tutaj nasuwa się kolejne, trzecie już pytanie. Po co w takim razie cała ta szopka z ustawą „incydentalną”? Czy chodzi o to, że sędziowie mianowani jeszcze przez Radę Państwa PRL-u, dają większą gwarancję rzetelnego ustalenia wyników wyborów, niż sędziowie mianowani przez prezydenta A. Dudę? A może chodzi o skompromitowanie urzędującego prezydenta, że wszystko blokuje? I przekonanie wyborców do tego, aby głosowali na kandydatów wystawionych przez rządzącą koalicję? A może chodzi jeszcze o coś innego? O przygotowanie gruntu do unieważnienia wyborów, gdy wygra kandydat nie ten, co potrzeba?

Dużo pytań się nasuwa w kwestii o co chodzi marszałkowi Hołowni z ustawą incydentalną, która dla uznania ważności wyborów prezydenckich jest zupełnie zbędna. Zbędna, ponieważ istnieje izba SN, która ma do tego pełne kompetencje. A sędziowie, którzy w niej zasiadają, są legalnymi sędziami tak samo jak i ci, którzy mieliby to czynić w wyniku wejścia w życie tejże ustawy incydentalnej.

Tadeusz Hatalski
Tadeusz Hatalski
kpt. ż.w., Członek Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Wybory czy następne pokolenie? Kulisy unijnego paktu.

Unijny Pakt o Migracji wchodzi w życie. Polska dostała rok zwolnienia z solidarności. Czy to sukces rządu, czy tylko wyborcza zasłona dymna, po której zapłacimy za cudze błędy migracyjne? Sprawdzamy.

Państwo waleczne, pizza niebezpieczna. Jak gdański fiskus uratował budżet przed krewetkowym terroryzmem

Gdy państwo urządza polowanie na pizzę z krewetkami, a prokuratura ściga dziennikarza za ostre słowa, czas zapytać o granice absurdu. Czy urzędnicza machina potrafi być silna już tylko wobec słabych?

Czekając na ostatniego świadka. Jak wygrać wojnę o pamięć metodą na przeczekanie.

Niemieckie odszkodowania od ośmiu dekad leżą na stole. Gdy Warszawa przypomina o rachunku, Berlin zaczyna grać na zwłokę. Czy współczesna dyplomacja polega wyłącznie na czekaniu na ostatniego świadka?

Order Orła Białego, dyplomacja na kolanach i fetysz wdzięczności. Koniec epoki potakiwania

Polityka to nie konkurs sympatii, a sojusz wymaga wzajemności. Spór o Order Orła Białego brutalnie obnaża polską naiwność i dyplomację opartą na ciągłym nadstawianiu drugiego policzka.