Europa zmaga się z kryzysem imigracyjnym – Szwecja płaci za wyjazd imigrantów, a Matteo Salvini staje przed sądem za obronę granic. Czy polityka migracyjna Zachodu prowadzi do samozagłady?
Mnie się wydawało (od zawsze), że nigdy nie można było podejść do pasa granicy państwa, bo tam w krzakach czaili się strażnicy z bloczkiem mandatowym i z pistoletem gotowym do strzału.
Nic tak nie przemawia do wyobraźni jak bezpośredni przykład, a do rozumu – gdy człowiek osobiście potknie się o przeszkodę, którą sam przed sobą postawił.
Kiedy granica staje się tylko teorią, hiszpańska polityka migracyjna przynosi zapaść w Ceucie. To nie histeria sąsiadów, lecz rachunek za wysyłanie w świat niebezpiecznych sygnałów bez pokrycia.
Gdy narodowe tragedie zastępuje polityczna farsa, a rakiety w rzepaku stają się narzędziem władzy. Czy groteskowe zarządzanie strachem to jedyny pomysł rządzących na zaczarowanie rzeczywistości?
Miało być taniej i nowocześnie, a kończy się kursem survivalu. Gdy ceny na rynkach szybują, rząd ma prostą radę: kawa z żołędzi. Czy po mirabelkach i pokrzywie przyjdzie pora na trawę z trawnika?