Prolog
Jutro znów zatrzymamy się na minutę ciszy. Zawyją syreny, na ulicach staną samochody, a pamięć przywoła jedną z najtragiczniejszych kart polskiej historii – Powstanie Warszawskie. Powrócą liczby. To liczby tak ogromne, że paradoksalnie przestają do nas przemawiać. Stają się statystyką.
Dlatego warto na chwilę odłożyć historyczne opracowania i spojrzeć na Powstanie oczami jednego człowieka. A właściwie – dziecka.
Wanda Przybylska miała zaledwie czternaście lat. Nie dowodziła oddziałem, nie wydawała rozkazów, nie pisała wojennych analiz. Pisała pamiętnik. Zwyczajny zeszyt, w którym zapisywała swoje lęki, marzenia, zachwyt nad gwiaździstym niebem, głód, modlitwę i coraz bliższą obecność śmierci. Jej „Cząstka mego serca” jest czymś więcej niż kroniką okupacji. To świadectwo dojrzewania w świecie, który odebrał dzieciom dzieciństwo, a wielu z nich – także życie.
Wanda nie znała swojej przyszłości. Pisała o nadziei, choć wokół płonęło miasto. Marzyła o nauce i pomocy rannym, choć sama wkrótce miała zginąć od odłamka pocisku. Zostało jej tylko jedno życie – krótkie, ale przeżyte z niezwykłą wrażliwością i miłością do Polski.
W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego oddajmy głos nie liczbom, lecz dziewczynce, która zdążyła zapisać cząstkę swojego serca, zanim wojna odebrała jej wszystko. Być może właśnie takie świadectwa najlepiej przypominają, że za każdą statystyką kryje się konkretna twarz, imię, marzenia i jedno – jedyne – ludzkie życie.
Henryk Piec
Pamiętnik Wandy Przybylskiej: „Cząstka mego serca”
Przeczytanie tego pamiętnika to jak:
„Ujrzenie światła uwięzionego w śmierci” *
45 tysięcy, a może 50 tyś. żołnierzy AK.
150 tysięcy, a może 180 tysięcy cywilów zginęło w Powstaniu Warszawskim.
Niewyobrażalne liczby. 12 ton popiołów.
Liczby zamieniają się, niestety, w ziarna piasku bez znaczenia, dlatego chcę Was zapoznać z cząstką serca Wandy Przybylskiej (ur. 10.06.1930 zm. 4.09 1944).
W czasie wojny Wanda pisze pamiętnik pod tytułem „Cząstka mego serca”. Jej zapiski z lat okupacji przetrwały wojnę i stały się jednym z najważniejszych świadectw dziecięcych doświadczeń II wojny światowej. Wanda opisała atmosferę tamtych dni. Zdążyła, zanim odłamek pocisku zgasił życie 14 letniej dziewczynki.
Wanda Przybylska rozpoczęła pisanie pamiętnika mając 12 lat, w okresie od lipca 1942 do 29 sierpnia 1944.
Fragmenty – skrócone przeze mnie do minimum – zapiski poszczególnych dni:
Warszawa, 27 -VI – 1944
„Pożegnanie roku szkolnego było z płaczem, ale nie z powodu złych stopni (…), całkiem przeciwnie – z tego, że rok był miły (…). Że było bardzo dobrze tak razem się uczyć. I że nie wiadomo, jaki będzie rok następny, czy będziemy się mogły uczyć i czy będziemy w ogóle jeszcze na świecie?!! (…). Cała Warszawa, cała Polska (a może i cały świat) drży w niepewności, a niepewność jest gorsza od wszystkiego. (Nie, napisałam głupstwo, wolę o sto razy być w niepewności, niż gdy ma się stać pewność, która przynosi zło.)”
VII. Niedziela
„A potem te wagony śmiertelnie rannych ludzi. (…) Patrzyłam na te śmiertelne rany, strasznie zniekształcone ciała, na umęczone ręce, rozpalone oczy i… musiałam miałam litość. (…) Niemcy wyrządzili nam bardzo dużo krzywd. I właśnie o tym myślałam dzisiaj. Myślałam, czy za te straszne krzywdy musimy i czy potrzeba się mścić. (…)”
14 – VII – Piątek
„Dziś była straszna strzelanina. (…). Trwała prawie godzinę (…) mało co, a bym ja też nie padła ofiarą tej strzelaniny. (…) Kule latały koło mnie (…). Potem słyszałam jęki tych, którzy byli ranni. (…) Straszne są czasy. Ani godziny, ani dnia, ani minuty nie jesteśmy pewni życia.”
24 – VII – poniedziałek
„Ach, jak dobrze jest marzyć! Siedzę…marzę… Jak cudnie szemrzą sosny. Melodia płynie z wiatrem i ją słyszę (…)”
25 – VII – 1944
„Niebo było usiane gwiazdami. Była pogodna, cudna noc. Wtem zrobiło się przeraźliwie jasno. To rakiety. Widok prześliczny. Lekko spada i powoli zatrzymuje się. Zawisa w powietrzy nad czarnym lasem. (…) Ach, gdyby nie groza chwili, można byłoby się zachwycać. Ale przecież rakieta paląca się oświetla miejsce, gdzie się zrzuca bombę.”
1 – VIII – 1944 r. Wtorek
„Siedzę na balkonie. (…). Jest teraz wpół do czwartej i za pół godziny ma się zacząć powstanie. Tak, aby jutro nie było już Niemców. (…) Przez cały czas słychać huki i strzały. (…) Pali się -jaka wielka łuna (…) O Boże, czy dożyjemy jutra? (…) Teraz położę się trochę i pomodlę się za tych, co zginęli i co żyją, a są w wielkim niebezpieczeństwie.”
2 – VIII – 1944. Środa
„Na ulicy koło nas robiło się barykadę. Wszyscy (kto żyw) biegli i nosili meble i inne sprzęty, rąbali chodniki i sypali ziemię. (…) Wszystko idzie wyśmienicie. (…) Przed chwilą przechodzili nasi żołnierze i prowadzili jeńców, Biliśmy żołnierzom brawo. (…) Na całej ulicy w każdej bramie są flagi. (…) Po pięciu latach!…”
4 – piątek
„Chłopaki trzymają się bardzo dzielnie (…), ale cóż?… niedługo zabraknie naboi. Żadnej pomocy od Bolszewików ani Anglików.”
5 – VIII – sobota
„Niemcy bombardują ciągle.”
6 – VIII – niedziela
„Jesteśmy przygotowani na śmierć. Gdzie wpadną Ukraińcy wszystkich wyrzynają. Myślę, że teraz na świecie to już chyba nie ma ludzi.”
7 – VIII – poniedziałek
„Patrzymy jak nasze oddziały, nasze chłopaki walczą dzielnie i nie załamują się. To jest wstyd, że my zaczynamy tracić nadzieję.”
8 – VIII – wtorek
„Jest dziś cisza. (…) Dlaczego się nic nie dzieje? (…) Żyjemy nerwami.”
9 – środa
„Jestem przeraźliwie głodna.”
11 – piątek
„Muszę zwiewać z pokoju frontowego, bo kulki zaczynają świstać -”
12 – sobota
„Ach, gdybym mogła pracować tak jak moja siostra w szpitalu! Ale cóż, do tego jestem znów za młoda. A na pewno, gdy już będę miała szesnaście lat, to nie będzie już wojny i rannych i znów na nic się nie przydam -”
13.08.1944
„Cały dom się trząsł, szyby dzwoniły i wydawało mi się, że podłoga się ugina, ściany walą w ogóle byłam w dezorientacji.”
14 – poniedziałek
„(…) czekamy tylko i modlimy się o lepszą przyszłość dla nas i dla naszej Ojczyzny.”
15 – wtorek
„Niemcy znów podpalają szeregi domów miotaczami min. (…) W ogóle całe dzielnice Warszawy płoną lub już spłonęły. Żyjemy w ogniu i w okropnych dymach. (…). Były też wypadki, że kobiety i dzieci pędzili przed czołgami, po to, aby nasi żołnierze nie mogli do tych czołgów strzelać. Barbarzyństwa, okropne, straszne rzeczy. (…) Tak, takie miasto jak Warszawa będzie i musi istnieć, bo umie sobie wywalczyć wolność, wolność, która jest rzeczą najważniejsza dla każdego człowieka i dla każdego kraju. (…) Dni dzisiejszej Warszawy to krwawa manifestacja, ale bohaterska i piękna, tak że każde nawet najmniejsze dziecko może się poszczycić, być dumne, że jest w Warszawie, że bierze w niej udział.”
16 – środa
„O dwa domy dalej mamy megafon i słuchamy audycji radiowych oraz różnych pieśni i muzyki. Tak że nawet jest wesoło.”
17 – czwartek
„Spadł na nas grad pocisków z miotaczy ognia. (…)”
18 – piątek
„Siedzę długo – niebo robi się powoli usiane gwiazdami. Myślę o okropnościach przebytej wojny, o pięciu latach niewoli. Potem przenoszę się do teraźniejszości – do bohaterskiego powstania…i… wtedy przerywam rozmyślania… wsłuchuję się w tony (…) poważnej starej polskiej pieśni „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród…” A z oczu mimo woli płyną łzy.”
Wtorek – 22
„Była tylko jedna wesoła wiadomość. Niemcy zostali wykurzeni z PASTY. (…) Dziś już na PAŚCIE powiewa polska flaga (…). (Wieczór) Oho! Deszcz. Jak przyjemnie. Choć jest maleńki może odświeży trochę powietrze i może przygasi pożary, które ciągle są wokoło.”
24 – czwartek
„Nasi odparli wiele natarć niemieckich, a przede wszystkim zdobyli kilka pozycji niemieckich. Między innymi kościół Św. Krzyża, gdzie Niemcy bronili się. Walka trwała we wnętrzu kościoła. (…) Na koniec Niemcy podpalili go. Szkoda, bo to był ładny zabytek. W kościele byli uwięzieni Polacy, nawet dzieci.”
28 – wtorek
„Zwalił się ten dom naprzeciwko nas, gdzie mieszkali żołnierze. – Wyratowało się tylko czterech, a było ich czterdziestu. A jeszcze wczoraj wieczorem było tam tak wesoło, śpiewali sobie i grali (…) Gdy wyszłam na chwilę wieczorem ze schronu, zobaczyłam straszny widok, wszędzie ruiny. Wokoło ani jednego całego domu i… nie ma już mojego. (…) Toteż wylegliśmy ze schronu, i jak te mrówki, którym zburzą mrowisko, w tym samym miejscu biorą się i zaraz budują następne mrowisko, tak ci ludzie zaraz wzięli się do pracy.”
29 – sobota
„Życie jest teraz okropne. Śpi się i siedzi cały czas w piwnicy w tym brudzie i w wilgoci. (…) Gdy wyjdzie się na ulicę lub podwórko wszędzie wkoło gruzy lub ruiny.”
„My tacy mali,krok jeszcze – przejdziem w mit”— Krzysztof Kamil Baczyński
Wanda Przybylska poległa 4 września 1944 r. śmiertelnie raniona odłamkiem pocisku podczas ucieczki z płonącego klasztoru sióstr urszulanek przy ul. Gęstej.
Pozycja na murze pamięci: Kolumna: 70 | Miejsce: 45
Cześć Jej Pamięci
*parafraza z wiersza Gajcego
Tadeusz Gajcy „Z dna”
„Poeta, biały chłopiec o dłoniach kruchych jak pióro
wiedział już dawno o tym, kiedy w literach wierszy
wróżba pisała się sama i kształtem pochmurnym
wiodła sprawy ku światłu uwięzionemu w śmierci.”
Wanda Przybylska rozpoczęła pisanie pamiętnika mając 12 lat, w okresie od lipca 1942 do 29 sierpnia 1944. Dzieło miało kilka wydań. Ukazało się w Danii, we Włoszech, Francji, w Niemczech, a także w Japonii[2]. W Polsce zostało ogłoszone drukiem dwukrotnie – w latach 1964 i 1985. Cząstka mego serca – Wikipedia, wolna encyklopedia
Źródłem cytatów jest: Wanda Przybylska „Cząstka mego serca pamiętnik z lat wojny”, wydawnictwo Czytelnik 1964





