Państwo silne wobec słabych! Izabela Majewska miała 66 lat…

Date:

Państwo Tuska miało być państwem praworządnym. Tak przynajmniej słyszeliśmy przez lata, kiedy to Koalicja Obywatelska była w opozycji. Miało przywracać standardy, których podobno wcześniej brakowało. Miało skończyć z państwem opresyjnym, z politycznym używaniem instytucji, z nadgorliwością aparatu, z przekonaniem, że skoro państwo może coś zrobić, to znaczy, że powinno to zrobić. I to wszystko psu na budę…

Piękne słowa. Szkoda tylko, że rzeczywistość tak często okazuje się ich karykaturą. Izabela Majewska miała 66 lat. Niska emerytura. Rak piersi. Człowiek chory, należący do grupy ryzyka zawału i wylewu. W styczniu 2025 roku napisała w internecie między innymi: „Giń, człeku”. Czy to były słowa godne pochwały? Nie. Czy mieściły się w kanonie kultury? Można dyskutować, tak samo jak nad stwierdzeniem, że „da się komuś z baśki” – uderzy głową (proszę mnie poprawić jeżeli to nie p. Jerzy Owsiak do badających przeszłość Lecha Wałęsy).

Ale od kiedy w państwie prawa za jeden głupi i agresywny komentarz uruchamia się aparat, którego rozmach bardziej pasuje do walki z poważnym przestępstwem niż do reakcji na internetowy wpis? Policja ustaliła jej tożsamość. O 6.25 rano kobietę zatrzymano. Przeszukano mieszkanie. Zabrano telefon. A potem państwo pokazało, że potrafi prężyć muskuł i być naprawdę konsekwentne.

Zarzuty.

Środki zapobiegawcze.

Obowiązek stawiania się na policji trzy razy w tygodniu.

Zakaz opuszczania kraju.

Zakaz kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem.

Zakaz publicznego wypowiadania się o sprawie.

Czy wszystko odbywało się w ramach obowiązującego prawa? Nie śmiem wątpić. Ale właśnie w tym miejscu zaczyna się cała hipokryzja opowieści o praworządności. Bo przecież praworządność nie miała oznaczać jedynie tego, że państwo potrafi znaleźć paragraf. Miała oznaczać także umiar, proporcjonalność i szacunek dla obywatela. Zwłaszcza dla tego słabego. Zwłaszcza dla tego, którego nie lubimy. Zwłaszcza dla tego, który powiedział coś (może i) głupiego. I właśnie tu wychodzi na jaw różnica między praworządnością jako zasadą a praworządnością jako politycznym hasłem.

Kiedy trzeba było krytykować poprzednią władzę, słyszeliśmy nieustannie, że państwo nie może być narzędziem odwetu. Że policja i prokuratura nie mogą służyć do zastraszania obywateli. Że aparat państwa powinien być powściągliwy. Że człowiek nie może być miażdżony przez instytucje tylko dlatego, że znalazł się po niewłaściwej stronie barykady.

Zatem gdzie podziały się te zasady, kiedy władzę objęli ci, którzy wcześniej tak pięknie o nich mówili? Czy praworządność jest uniwersalną zasadą, czy może zależy od tego, kto siedzi przy władzy i kto siedzi na ławie oskarżonych? Czy obywatel ma być chroniony przed państwem tylko wtedy, gdy państwo jest kierowane przez politycznych przeciwników? Czy nadgorliwość aparatu jest zła tylko wtedy, gdy dotyka naszych? To jest właśnie najbardziej obrzydliwy rodzaj politycznej hipokryzji. Nie chodzi nawet o to, że politycy czasem zmieniają zdanie. To zdarza się wszędzie.

Chodzi o coś gorszego.

O sytuację, w której wartości są traktowane jak pałka na przeciwnika, a nie jak zasady obowiązujące również wtedy, kiedy stają się niewygodne dla własnego obozu. Wtedy „praworządność” staje się tylko dekoracją. Ładnym słowem na konferencji prasowej. Hasłem na sztandarze. Państwo zaś pozostaje dokładnie tym samym państwem: silnym wobec słabego i bardzo ostrożnym wobec silnego.

Pani Izabela Majewska nie była człowiekiem potężnym.  Nie miała armii doradców. Nie miała politycznych przyjaciół. Miała telefon i konto w internecie. I państwo ten telefon znalazło. To akurat potrafiło zrobić błyskawicznie.

Dzisiaj pani Izabeli Majewskiej już nie ma. Nie wiem, co było przyczyną jej śmierci i nie będę urządzał z jej odejścia politycznej manipulacji. Tego nie wolno robić. Ale wiem coś znacznie prostszego. Państwo zdążyło ją zatrzymać. Zdążyło przeszukać jej mieszkanie. Zdążyło zabrać telefon. Zdążyło postawić zarzuty. Zdążyło nałożyć ograniczenia. Nie zdążyło natomiast doczekać końca sprawy.

Kobieta umarła. Procedura została. I może właśnie dlatego ta historia jest tak gorzka. Bo można zasłaniać się przepisami. Można powoływać się na procedury. Można mówić, że wszystko było zgodne z prawem. Tylko że człowiek, który naprawdę wierzy w państwo prawa, powinien zadać jeszcze jedno pytanie: czy skoro państwo mogło, to rzeczywiście musiało?

To pytanie powinno być zadawane zwłaszcza tym, którzy jeszcze niedawno z wielkim przejęciem opowiadali nam o państwie przyjaznym obywatelowi, a na koszulkach nosili hasło KONSTYTUCJA. Bo jakże łatwo mówić o standardach, kiedy rozlicza się poprzedników. Jakże łatwo krzyczeć o wolności słowa, kiedy słowa wypowiadają nasi ludzie. Znacznie trudniej zachować te same zasady wtedy, gdy ktoś napisze coś przeciwko człowiekowi, którego chroni sympatia wpływowych środowisk.

I wtedy wychodzi szydło z worka.

Okazuje się, że niektórzy kochają wolność słowa pod warunkiem, że słowa są właściwe. Kochają praworządność pod warunkiem, że wyrok jest politycznie wygodny. Kochają prawa człowieka pod warunkiem, że człowiek należy do właściwego obozu. To nie jest praworządność. To jest partyjna wersja moralności. A państwo nie powinno mieć partyjnej wersji moralności. Powinno mieć jedną miarę. Dla naszych. Dla waszych. Dla lubianych. Dla nielubianych. Dla tych, którzy piszą mądre rzeczy. I dla tych, którzy piszą rzeczy głupie.

Bo prawdziwy egzamin z wolności słowa nie odbywa się wtedy, gdy ktoś mówi coś, z czym się zgadzamy. Odbywa się wtedy, gdy ktoś mówi coś, co nas oburza. Prawdziwy egzamin z praworządności nie odbywa się wtedy, gdy państwo ściga człowieka, którego wszyscy uważają za winnego. Odbywa się wtedy, gdy państwo ma przed sobą człowieka słabego, samotnego i politycznie nieistotnego. I wtedy właśnie trzeba umieć powiedzieć: dosyć.

Izabela Majewska nie może już tego od państwa zażądać.

Nie może zapytać, dlaczego o świcie przyszła policja. Nie może zapytać, czy wszystkie te środki były naprawdę konieczne. Nie może doczekać końca swojej sprawy. Nie może usłyszeć wyroku uniewinniającego, jeśli taki byłby jej udziałem. Może więc pozostaje nam zapytać za nią. Gdzie podziała się ta praworządność, którą tak gorliwie obiecywano Polakom? Gdzie jest ta wrażliwość na słabego obywatela? Gdzie jest ta ostrożność wobec państwowej przemocy? Gdzie jest ten szacunek dla człowieka, który miał być przecież najważniejszy? A może wszystko było tylko kwestią zmiany miejsc? Może problemem nie było to, że państwo jest zbyt silne. Może problemem było tylko to, że przez pewien czas nie ci ludzie trzymali za rękę państwową pałkę.

To byłaby bardzo smutna odpowiedź.

I dlatego ta historia powinna pozostać w pamięci nie jako opowieść o jednej emerytce i jednym komentarzu. Lecz jako przestroga. Bo państwo, które dziś demonstruje swoją siłę wobec słabego obywatela, jutro może znaleźć kolejnego słabego obywatela. A kiedy już znajdzie, zawsze znajdzie się jakiś paragraf. Czasem największym kłamstwem, jakie państwo może sobie powiedzieć, jest przekonanie, że zgodność z procedurą automatycznie oznacza sprawiedliwość. Nie oznacza.

Państwo naprawdę silne nie musi udowadniać swojej siły schorowanej emerytce. Państwo naprawdę praworządne nie musi wykorzystywać całego arsenału, tylko dlatego, że może. A państwo naprawdę uczciwe politycznie powinno stosować własne zasady także wtedy, kiedy dotyczą jego własnych ludzi. Inaczej pozostaje tylko hipokryzja. I państwo silne wobec słabych. Bardzo silne.

Izabela Majewska RIP

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Państwo na cudzej klamce!

Sejm porządkuje wykonywanie wyroków ETPC. Pytanie brzmi: kto naprawdę...

Tusk kapituluje!

No i stało się. Miało być wielkie „koniec Bizancjum”,...

Nie da się tego wyleczyć? O polityce, która zamieniła się w chorobę!

Motto: Co nas nie zabije, to nas wzmocni (Nietzsche) Mam...

50 milionów euro dla Ukrainy. A co Polska dostaje w zamian?

Polska właśnie przekazała Ukrainie 50 milionów euro. Prawie ćwierć...