„Dowiozą czy nie?” – fraza z PRL wraca do polityki

Date:

Starsi pewnie pamiętają charakterystyczny klimat panujący za „komuny” w kolejkach przed sklepami. Ludzie stali „cierpliwie” i pytali: rzucą czy nie rzucą, dowiozą czy nie dowiozą (słowem: będzie kiełbasa czy nie będzie). Mistrzem „ceremonii” był Kierownik sklepu, on wiedział i decydował, miał „władzę”, ludzie pilnowali kolejki, żeby nikt się nie wkręcił „na krzywy ryj”.

Oczywiście kolejek nie było przed Pewexami, było w nich „wszystko”, a w kolejkach nie stali również ci, którzy mieli „dojścia”, „talony” (na przydział „dóbr luksusowych”). W kolejkach stał LUD (lud pracujący miast i wsi i „inteligencja podłego stanu”…). Lud czekający na „dowózkę”, gdy się już wściekł, to zabierał się za „wywózkę” – na taczkach… kierowników, prezesów, sekretarzy. „Dowiozą-wywiozą”, to podstawowy schemat „polityki” komuny.

Dziś – dziwne? – retoryka „dowożenia” powróciła do kanonu słów – wytrychów w debatach publicznych. Politycy obiecują, że coś „dowiozą”, a ich oponenci oskarżają, że „nie dowieźli”. Powraca stara „nowo-mowa”. Gra pozorów. W końcu, gdy ktoś coś obiecuje (uroczyście!) i nie dotrzymuje obietnicy (zobowiązania), to nie mówimy, że „nie dowiózł”, ale że nie dotrzymał zobowiązania. I mamy problem: czy składał obietnice, których nie mógł spełnić (nierealistyczne, obiecywał „gruszki na wierzbie”) – fantazjował czy kłamał (oszukiwał)? Stwierdzenie, że czegoś „nie dowiózł” oddala pytanie o status moralny polityka (oszust, kłamca?), co najwyżej jest wykrętną formą usprawiedliwiania – chciał, ale „przypadek” lub dywersja wrogów uniemożliwiła realizację obietnicy. Nie dowiózł, zdarzyło się, „taki mamy klimat”. Poszukajmy „winnego”. Komuniści mieli uniwersalny wykręt – „knowania imperialistów”, dziś politycy szukają dywersji w spisku „deep state” lub niedoskonałości prawa, przepisów… A lud wiedział swoje: kiełbasę zjedli komuniści albo przyjaciele z ZSRR. Komuniści oczekiwali od ludu „zaufania” i „posłuszeństwa”, a jak już coś zepsuli, to szukali usprawiedliwień tego, że „nie dowieźli”, w innych, nie w sobie. Nie mieli żadnego interesu, by okazywać lojalność wobec tych, których oszukiwali w imię własnych i cudzych („internacjonalistycznych”) interesów. Dobrze wiedzieli, że ich „wywiozą”, że wiara w słuszność „idei” nie uchroni ich przed klęską (upadkiem).

Wierzyli, że liczy się tylko… „siła”.

* tytuł pochodzi od redakcji M24

prof. Jan Poleszczuk
prof. Jan Poleszczuk
z uniwersytetu w Białymstoku jan.poleszczuk@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Orban, Trump i polityczna herbatka. Co się stało nad Balatonem? Fikołki polskiej prawicy*

Czy polska prawica przegapiła moment, w którym Viktor Orban i Donald Trump stracili kontakt z rzeczywistością? Analizujemy, dlaczego uparte bronienie dawnych idoli to droga donikąd i polityczne samobójstwo.

Czołgiem przez paragrafy: Dlaczego psucie prawa to rachunek, który zapłacisz Ty

To nie kabaret, to rzeczywistość. Gdy Trybunał staje się piaskownicą, a psucie prawa standardem, fundamenty państwa drżą. Dowiedz się, dlaczego za polityczną wojnę elit zapłacimy my wszyscy.

Lojalność ważniejsza niż MAGA. Gdy Donald Trump atakuje papieża

Czy polityka może unieważnić autorytet Piotra? Donald Trump atakuje papieża w imię wyborczej gry. Jako wierni tradycji mówimy: stop. Są granice, których konserwatyście przekroczyć nie wolno.

Sala kolumnowa, „ślubowanie” i dworzanie z bajki Andersena

Czy można ślubować komuś, kogo nie ma w pokoju? Analizujemy czwartkowe wydarzenia w Sali Kolumnowej. Dowiedz się, dlaczego nowi sędziowie TK przypominają nam zagubionych dworzan z bajki Andersena.