Hołownia i „zamach stanu” — gdy polityczna retoryka gubi się między fantazją a manipulacją

Date:

Zamach stanu, zamach stanu – krzyczy nieprzytomna z nienawiści opozycja. A wszystko zaczęło się od niewinnych słów pana marszałka Hołowni, który raczył powiedzieć (chyba był świadom): „Wielokrotnie proponowano mi, sugerowano, rozpytywano mnie, czy jestem gotowy przeprowadzić zamach stanu, bo do tego się to sprowadza – mówił Szymon Hołownia. – Przychodzili do mnie politycy, prawnicy, różni ludzie, którzy byli sfrustrowani wynikiem wyborów prezydenckich”. Marszałek Hołownia nie chciał zdradzić nazwisk zamachowców…Prawdopodobnie chodzi o jakieś silne uczucie, jakim pan marszałek obdarza grupę spiskowców, a musi ich być co najmniej dwóch, skoro Szymon Hołownia używa liczby mnogiej. A o co chodziło zamachowcom? Ano o to – by Zgromadzenie Narodowe – przesunąć w czasie o jakieś (dajmy na to) 5 lat, czyli do następnych wyborów prezydenckich. Wtedy też marszałek Hołownia zostałby po. prezydentem RP, a Karol Nawrocki trafiłby do współczesnej nam Berezy Kartuskiej, gdzie mogliby go reedukować towarzysze ze Służby Bezpieczeństwa, którzy waśnie otrzymali zwrot wysokich emerytur.

 

I o co ten cały krzyk? Przecież – i to wie każde dziecko powyżej lat 5 – nieważne jest, iż okradają gospodarza z krowy, ważne kto tę krowę kradnie. Jeżeli kradną ją pisiory, to wiadomo mamy do czynienia z czystej postaci przestępstwem. Z Ł O D Z I E J E. Jeżeli jednak krowa trafia w ręce przedstawiciela demokracji warczącej, to o czym tu pisać? Ba, to nawet dobrze, że krowa zmienia właściciela, bo od teraz może być już wyzwolona i szalenie postępowa. A u gospodarza – wiadomo – byk ją gwałcił (dom publiczny na otwartym ogniu), a na dodatek gospodarz okradał ją z mleka ulokowanego w cycuszkach. Sodoma i Gomora. Apokalipsa w pigułce. Jak mówiła moja babcia: Końca świata nadszedł początek. Nie po to demokracja walcząca objęła stery rządów 13 grudnia roku pamiętnego, by teraz jakiś „motłoch”, któremu się ubzdurało, że posiada jakieś prawa, wybierał sobie kogo chce! „Demokracja parlamentarna jest uzurpacją przez tłum. Nie liczba, lecz wartość powinna decydować” – mówił znany socjalista (z przekonania wegetarianin i miłośnik zwierząt) z krótkim wąsikiem pod nosem.

Wróćmy do naszego zamachu stanu. Dzień po sensacyjnym oświadczeniu marszałka, on sam doprecyzował pojęcie „zamach stanu”, bo jak powszechnie wiadomo nie zawsze „zamach stanu” oznacza „zamach stanu”. Czasami jest to hasło wywoławcze na imieniny do cioci, gdzie podawane są lukrowe ciasteczka i kawusia z mlekiem. Innym razem oznacza poszukiwanie czwartego do brydża, gdy nie chce się grać z „dziadkiem”. Jeszcze innym razem szukamy towarzystwa do wypitki, bo samemu pić nieładnie, a i nie ma komu ponarzekać na sytuację polityczną w kraju, Nadto pić samemu , to życie ze świadomością, że przyczajony alkoholizm drapie pazurami w drzwi. „Sformułowania >zamach stanu< użyłem (…) nie w znaczeniu prawnym – co zresztą w rozmowie zostało wyraźnie podkreślone – a politycznej diagnozy, opisu sytuacji” – tak marszałek Sejmu Szymon Hołownia tłumaczył jak rozumie pojęcie „zamach stanu”. Po tych słowach nie pozostaje nam nic innego jak wypić i to niemało, niezależnie czy mamy z kim, czy też nie. Na trzeźwo nie rozbierzesz…

Być może marszałek Hołownia w lot pojął słowa premiera Donalda krwawego Tuska, który przymknąwszy powieki rzekł: „Niepoważne słowa mogą zrodzić bardzo poważne konsekwencje (…). Słowa, gesty, nieostrożne decyzje, czasami mają konsekwencje dla ludzi, państw”. Prawdopodobnie w tym momencie marszałek Hołownia – będąc w pełnym galopie – stanął jak Struś Pędziwiatr. Znieruchomiał. Biedaczysko. Pamiętam zamach stanu: czołgi na ulicach, generałowie z miną jak z granitu, przemówienia w TVP, „Teleranek” internowany, Urban zerkający zza uszu…Teraz mam do czynienia z nową formą zamachu:  zamach stanu realizowany przez patentowych głupków, którym wydaje się, że są na polu golfowym przy ósmym dołku. Dobrze, że chociaż nie porozumiewają się przez… TikToka.

Niniejszym informuję, że zamach stanu został właśnie odwołany i możemy  iść zaparzyć sobie herbatę.

Henryk Piec
Henryk Piec
h.piec@merkuriusz24.pl

Wesprzyj portal Merkuriusz24.pl

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz nas wesprzeć, możesz wpłacić symboliczną kwotę na rozwój całego naszego portalu. Każda pomoc pozwala nam tworzyć więcej wartościowych treści i wspiera pracę całej redakcji. Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Subskrybuj

spot_imgspot_img

Popularne

Więcej w temacie
Powiązane tematy

Koniec epoki naiwności. Dlaczego świat nie przeczytał „Pana Tadeusza”

Polityka to nie rodzinny obiad, a waluta wdzięczności ma niską wartość. Sto miliardów złotych pomocy dla Ukrainy i dyplomatyczny kryzys orderowy uczą nas, że narody pamiętają wyłącznie własne interesy.

Złamany paznokieć dygnitarza. Anatomia pazernej władzy

Bogaty kupi prywatne badanie, ale w obliczu wypadku wszyscy jesteśmy równi. Gdy polityk omija kolejkę lekarzy bez zagrożenia życia, to nie logistyka. To czysta, rynkowa manifestacja pogardy dla nas.

Prawdziwa władza nie siedzi w parlamencie. Trzy ukryte siły, przez które demokracja staje się tylko dekoracją

Gdy demokracja staje się tylko dekoracją, obywatel traci realny wpływ. Odkryj bezwzględny mechanizm współczesnej władzy, w którym globalny kapitał i urzędnicy sterują światem z głębokiego cienia.

Żelazny Krzyż za obalenie seniora. Jak niemiecka policja uczy europejskiego dialogu

Starsi panowie, krzyż i brutalna niemiecka policja. Europejska tolerancja w praktyce znika, gdy trzeba obić niewłaściwych ludzi. Jak elity nagle zamilkły wobec pacyfikacji pamięci.